3 stycznia 2013 r.
Pogrzeb, 12:00
Wszyscy zebrani w kościele pochlipywali, pociągali nosami, a niektórzy w ogóle nie mieli nawet jednej najmniejszej łezki w oku. Ja należałam do takich, którzy nie ryczeli. Ani ja ani Natalia. To dziwne prawda? Byłam w jakiś sposób, no jak to mam wytłumaczyć? Po prostu czułam, że on gdzieś tu jest. Błądząc oczami po tłumie ludzi siedzących na ławkach i stojących, aż wreszcie mój wzrok stanął na chłopaku poparzonym, z obandażowaną szyją i ręką. Bandaże przesiąknięte były krwią. Niespodziewanie on podniósł głowę. Patrzył po ludziach, nie wiedział co się dzieje. Wreszcie jego wzrok spotkał się z moim i poczułam gorzki żal. Widać, że on nie czuł się lepiej. Miał granatowe jeansy i T-shirt z nadrukiem. Podszedł do mnie. Inni ludzie go... nie widzieli. Usiadł na miejscy przy końcu ławki. Zapytał mnie o co tu chodzi.
Wstukałam na telefonie :
"TO POGRZEB JANKA GROMSKIEGO"
Chłopak mocno się zdziwił. Zarazem popatrzył na mnie ze smutkiem w oczach.
- Nie poznajesz mnie Alex ? - zapytał- To ja, Janek.
"NIEMOŻLIWE, BO JANEK LEŻY WŁAŚNIE W TRUMNIE ;("
-Cholera, jestem duchem. Ja... jestem duchem.-stwierdził smutno.
-Hej, Ola... Co ty tam stukasz ? To pogrzeb, nie powinnaś- upomniała mnie Natalia.
-Natalia, on tu jest. Widzę jego ducha.- szepnęłam cicho.
-To tylko złudzenie Olu. Miałam tak,gdy umarł mój dziadek.- uśmiechnęła się blado.
-Może i tak, ale to ostatnia szansa, żeby z nim pogadać.
-No to dalej, ale dyskretnie- powiedziała znacząco przyjaciółka.
"POSŁUCHAJ, LEPIEJ DLA CIEBIE, ŻE UMARŁEŚ. W KOŃCU MIELI CI AMPUTOWAĆ RĘKĘ, MIAŁEŚ BYĆ KALEKĄ. JA Z TEGO POWODU NIE ZATRZYMUJĘ CIĘ NA ZIEMI. DZIĘKI TOBIE NAPISAŁAM PIOSENKĘ. BĘDZIE MI CIEBIE PRZYPOMINAĆ".
-Och Olu. Na pewno wspaniała piosenka. Belive me. - czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam? Czy on powiedział Belive me? To dokładnie takie same słowa jakich użyłam w piosence. Jeszcze było Belive it. To co innego.- Czy powiedziałem coś nie tak? Myślę, że też lepiej się poczuję, jeśli wznowie życie. Może się spotkamy w przyszłości skarbie. Pozdrów ode mnie Natalkę- zachichotał.
-Natalia...-szepnęłam-on Cię pozdrawia.
-Przekaż mu to samo.
"ONA TEŻ CIĘ POZDRAWIA HUGO. MAM NADZIEJĘ. MYŚLĘ, ŻE DZIĘKI TOBIE WYGRAM PIOSENKĘ. WTEDY BYŁAM NADZIEI, ŻE WYZDROWIEJESZ. ;("
Chłopak uśmiechnął się lekko po czym pochylił się nade mną i pocałował w usta. Odwzajemniłam to dyskretnie. Wiedziałam, że to tylko moja wyobraźnia, bo nawet nie poczułam, no może tak trochę... (;p)
Na cmentarzu.
Godzina 12:42
Ja miałam ogłosić przemowę. Na szczęście Janek był blisko mnie.-Moi drodzy-zaczęłam- spotkaliśmy się tu, aby pożegnać najwspanialszego, najbardziej miłego i kochanego chłopaka jakiego ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Janek Gromski był nie tylko przyjacielem, ale też wspaniałym synem, siostrzeńcem, wnukiem, wujkiem, chłopakiem. Chcę tylko powiedzieć, że dzięki niemu można było nauczyć się wielu rzeczy. Jan był nie tylko dzielny i odważny, ale też wrażliwy, współczujący i takie rzeczy. I właśnie tego powinniśmy się nauczyć: Odwagi, miłości, dobroci, pomocy, współczucia, dzielności i można by tak to wymieniać w nieskończoność, ale dla mnie Janek był tym wszystkim. Był po prostu idealny.- Głos na końcu mi się łamał.- dziękuję za uwagę i wysłuchanie.- płacz sam się wydarł ze środka. Widzący to Janek z mojej wyobraźni podszedł i mnie przytulił.
-Dziękuję-wyszeptał.
-Nie dziękuj, to prawda-odszeptałam.
Jego najbliżsi, łącznie ze mną i Natalią, wrzucali mu czerwone róże do grobu.
Natalia gorzko płakała. Ja również. Jego matka po prosty stała z takimi potokami łez... ojciec dyskretnie uronił łzy, po czym wycierał je najszybciej jak mógł. Co prawda niepotrzebnie. Jego rodzina i przyjaciele na pewno zrozumieliby tę sytuację. Stypę urządzili w gustownej restauracji. Jednak ja chciałam iść pogadać z Jankiem sam na sam.
-Janek... zaczekaj!-krzyknęłam do niego w parku. Szczęście, że nikogo nie było.
-Ładnie się ubrałaś kochana.- rzekł po chwili.Co prawda nie cieszył mnie komplement na temat mojego stroju.
-Może i tak, ale powiedz, po co tu jesteś.
-widzisz utknąłem pomiędzy dwoma światami. Przez twoją podświadomość.
-Jak to przez moja?
-Przez to, że myślisz tylko i wyłącznie o swojej winie w tej sprawie. To jest niczyja wina. Wina pudełka, producenta, fajerwerków... no niczyja. Słuchaj. To stało się tak szybko. Moi rodzice nie mieli pojęcia, że mam tętniaka, a ja tak. Gdybym wcześniej im powiedział, albo gdybym zgodził się na proponowaną mi wcześniej operację to teraz leżałbym w łóżku szpitalnym w narkozie.
-Co? Ty wiedziałeś?-zdziwiłam się.
-Tak. Bałem się strasznie tej operacji i dlatego się nie zgodziłem.
-No weź. Mogłeś chociaż powiedzieć.
-Wiem Ogór, wiem.-wyszczerzył się- Teraz wiadomo, że wina nie jest niczyja, tylko moja. Mimo, że umarłem, cieszę się. Była to bezbolesna, ale młoda śmierć. Nie chciałem być kaleką. Zrozum to Al.
-A co gdybyś jednak zgodził się na wycięcie?
-Pewnie bym miał amputowaną kończynę, operację plastyczną twarzy i oddychałbym przy pomocy jakiś urządzeń. Zrozum Alex. Miałbym straszne życie. Wiedz, że nie jest mi się łatwo z tobą żegnać.
-Mi też nie, ale chyba tak będzie lepiej. Nie chcę tego. Wiem jednak, że tak należy postąpić.
-Ja też. A teraz powiem Ci, że masz mi wygrać ten konkurs na piosenkę. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby ci się udało.
-Janek. Mam nadzieję, że wygram.
-O nie!!! Nie skończyłem z nią rozmawiać.-krzyknął.- Al, jakaś siła ciągnie mnie do góry.
-Widzę, bo wokół mnóstwo złotego światła- skrzywiłam się.
Szybki uścisk i już go nie było. Ta rozmowa podniosła mnie na duchu. Wiem, że Janek byłby nieszczęśliwy, gdyby żył. Tam będzie mu lepiej. Ja pobiegłam. Biegłam ile sił w nogach, aby zjawić się w restauracji.
-I co?- zapytała Natalia.
-Z czym? Z Jankiem?-zapytałam.
-Nie udawaj głupiej. Powiedz jak było, co powiedział.
-Że lepiej mu będzie w drugim świecie.
-Niby, że się cieszy ze śmierci?
-Tak, nie chciał być kaleką, a ja szanuję jego decyzję- odpowiedziałam.
-Phi...To niemożliwe-powiedziała.
-Mówię Ci tylko co usłyszałam.
-Dobra, nie wracajmy do tego tematu.
-Okej-rzuciłam jej po czym zabrałam się za rosół.
Nagle przypomniałam sobie o chłopakach Hanny i Luizy (celowo opisałam najpierw pogrzeb). Przecież miałam się z nimi spotkać! Dziś o 14:00. A jest? 13:45. O nie. Od stąd do "Coffee" było czterdzieści pięć minut drogi, a teraz żaden z gości nie podwiezie mnie do parku. No cóż wzięłam na wszelki wypadek skejty. Chyba dam radę tam pobiec. Bez słowa wyszłam. Natalia zrozumiała mnie doskonale. Kiedy byłam oddalona o jakieś 500 m założyłam moje skejty. Dało się biec. Szybki krok, potem bieg i tak o to znalazłam się przed kawiarenką jakieś pięć minut przed czasem. Yea!
Weszłam do środka. Nie było mało ludzi. Zajęłam czteroosobowy stolik w końcu sali. Zdążyłam nawet przebrać skejty na obcasy i zamówić czekoladę. W końcu Mark i Paul przyszli. Może tego nie wiecie (bo tak jest xd), ale oni pochodzą z Anglii. Wczoraj zaprosili mnie na szybką kawę, powiedzieli co nie co o sobie (imię, wiek, skąd pochodzą, zainteresowania), ale dziś obiecali powiedzieć po co zjawili się w Polsce.
-Hello Alexandra- uśmiechnął się Mark.
-Hi Alex- pomachał na przywitanie Paul.
-Hey Boys-wyszczerzyłam się.
-No więc chcieliśmy Ci powiedzieć-zaczął Mark (oni, mimo wielu pomyłek, jak na Anglików dobrze mówili po polsku)-Jesteśmy in Poland, dlatego że One Direction zrobiło ten konkurs. Na song o miłosnym bólu, czy przyjaźni, oraz o miłości.
-Och, wiem. Napisałam już piosenkę. Nawet ją wysłałam. Macie- podałam im pomiętą kartkę z napisanym po angielsku tekstem.
-Zatytułowanie jej "Belive it" to wspaniały pomysł, moja droga- zaczął przemowę Paul, po przeczytaniu piosenki- Wierzę w to. Sama piosenka o przyjacielu, o pocałunkach... Super pomysł. Na wersję męską się to przerobi i gotowe. Hit jak nic.
-Thank you-uśmiechnęłam się do chłopaków. Moje zamówienie również przyszło.- Myślicie, że zwrócą na mnie uwagę? W sumie to moja siostra Marta mnie do tego namówiła, a sama też chce się wysilić na takie coś.
-Teraz nie mówmy o Marcie. Pomówmy o tobie, bo nas już znasz- spojrzał na mnie Mark.
-Hmmm... Jestem Aleksandra Dębska, po prostu Ola, Al lub Alex-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej- Mam 17 lat i ta piosenka ujawnia prawdę co stało się z moim przyjacielem. Mieszkam w Bydgoszczy. Lubię pić czekoladę na gorąco i jeść czekoladowe lody. Uwielbiam zwierzaki, a One Direction tak na prawdę się nie interesuję. Do teraz. Właśnie moja siostra przekonała mnie jacy oni są wspaniali i jaki mają gest. Przeglądając filmiki na YouTube.com natrafiałam na przeróżne akcje, jakie ogłaszali, a na Twitterze śledząc ich wpisy dowiedziałam się o nich ciekawych rzeczy, np. Harry lubi pić kawę jedząc przy tym kiwi (zmyśliłam to *.* xd), a Horan przypomina Ferbika, czy coś tam :
Słodziaki z nich. No cóż. W każdym razie, gdybym wygrała konkurs starałabym się jak najlepiej ich poznać.
-Dzięki za wywiad-powiedział Paul- musimy już iść. Telefonicznie przekażemy jednokierunkowcą jaka jesteś wspaniała. Jutro też może się spotkamy?-zapytał chłopak.
-No dobrze.
6.00- mój dom
Szok na YouTube.com
Augh....-wstałam przeciągając się i ziewając. Dziś szkoła. No cóż. Najpierw zajrzę na YouTube.com. Może 1D wstawiło już jakiś filmik dotyczący jakichkolwiek informacji konkursu. W pierwszej chwili zauważyłam dodany już wczoraj filmik od zespołu pt. Miłość to Ból. Kliknęłam i obejrzałam, zszokowana zrobiłam to ponownie, i jeszcze raz, i jeszcze raz...
-O Kurwa...!-krzyknęłam


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz