piątek, 22 marca 2013

Rozdział 25

-C-co się dz-dzieje?- zapytałam zdezorientowana łapiąc swoją głowę oburącz.
-Operacja...- wyszeptał Justin.
Chwilę musiałam myśleć, zanim to do mnie dotarło. Nie pytając o nic więcej, położyłam wygodnie głowę na noszach i zamknęłam oczy. To nie działo się naprawdę!

Z Perspektywy Justina

Jebany idiota. Mogłem za nią wybiec, a co zrobiłem? Zostałem i czekałem. Oczywiście przyszedł ten pierdolony Styles. Ola jest mu obojętna, więc wiem, że jej nie kochał. Pocałunek był tylko po to, aby się na mnie odegrać. Cóż... nazwał ją dziwką i zapłaci za to. Obiecuję!

-I co z nią?- zapytałem z nadzieją w oczach lekarza wychodzącego z sali operacyjnej.
-Operacja się udała. Wszystko jest dobrze, z małym problemem.- widziałem smutek w oczach mężczyzny.
-C-co?- zadrżałem. Miałem tysiąc myśli i ani jedna nie była pozytywna.
-Ręka może nie zrosnąć się poprawnie, bo było bardzo mocne połamanie kości na bardzo drobne kawałki. To grozi amputacją, bo każdy taki mały odłamek może uszkodzić coś w rękę.- lekarz położył rękę na moje ramie.
-Dobrze, postaram się, aby do niczego takiego nie doszło.- przytaknąłem.- A mogę przynajmniej zabrać ją do domu?
-Jeżeli pozwolisz, aby lekarze byli na miejscu. Inaczej nie.
-Okej.

Mijała godzina po godzinie. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Nie potrafiłem żyć bez odrobiny uśmiechu Oli. To przykre. Nagle otworzyły się drzwi a do pokoju weszła pielęgniarka z wózkiem. Siedziała na nim Aleksandra. Była blada jak ściana, jej oczy praktycznie wypełniał żal. Rękoma nie była w stanie poruszać, a co dopiero nogami. Jej wargi były sine, a włosy straciły swój blask. Jej spojrzenie nie miało najmniejszych emocji. Dotychczasowo widziałem w niej tylko piękną, zabawną, roześmianą Olę. Dziewczynę, w której było sto procent szczęścia, sto procent seksu, sto procent miłości, sto procent piękna. Jak taka operacja mogła ją zmienić... Spojrzałem na nią smutno. Jej wyraz twarzy pozostawał kamiennym. Nie mogłem uwierzyć w to, że nikt nie pomógł tej dziewczynie. Ja... ja po prostu byłem rozczarowany... sobą...
Przed sobą miałem smutną, zmęczoną dziewczynę. Nie była w stanie nawet wydobyć cichego dźwięku. Nie potrafiła poradzić sobie z depresją i emocjami, które panowały w środku jej drobnego ciała. Patrzyłem na nią bezradnie. Jeszcze wczoraj było normalnie. No a teraz? Teraz było krytycznie. Każdy najmniejszy ruch mógł spowodować utratę kończyny. Wiedziałem, że się bała wszystkiego co ją otaczało. Ona nawet mnie nie rozpoznawała. Przynajmniej tak myślałem...
-Zabiorę cię o domu, okej?- zapytałem, jednak po chwili zrozumiałem, że to niepotrzebnie wypowiadane słowa. Jej twarzyczka przybrała łagodniejszy wyraz, a kąciki ust prawie niewidocznie się uniosły. Zrozumiałem, że to znaczyło TAK.
-Ja...- próbowała coś powiedzieć, lecz nawet szept sprawiał jej trudność.
-Ciii, skarbie, cii...- pocałowałem jej słabą rękę.- Nic nie mów. Wiem.
Wiedziałem, że ból pchał ją w stronę przepaści, ale jednak się nie poddawała. Miała przeciętą wargę, a na czole głęboką ranę. Była w siniakach i wszelkich ranach i przecięciach. Nie mogłem wytrzymać patrząc na nią w takiej sytuacji.
-Poczekaj.- wyszeptałem wychodząc z pokoju.
Na korytarzu nie było nikogo, więc usiadłem na krześle i włożyłem twarz w ręce. Łzy leciały po moich policzkach. To wszystko sprawiało, że cierpiałem razem z nią nie wiedząc, co ze sobą zrobić, jak pomóc.
-J-Justin?- zapytał ktoś nade mną.
-Czego?- warknąłem ocierając twarz.
Była to Selena.
-Słyszałam o wypadku od Harrego. Biedna Ola...
Nic nie odpowiedziałem tylko przytuliłem ją i zacząłem ponownie płakać.
-Justin...- wyszeptała łagodnie Sel.- Nie bój się swoich uczuć. Ola z tego wyjdzie, zobaczysz. Musisz mieć nadzieję i wiarę.- uśmiechnęła się gładząc mnie po twarzy.
Przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z Seleną. Chciałem, aby tak wyglądały i te z Olą, ale to nierealne. Kurwa, jak chciałbym widzieć ją radosną i rzucającą mi się na szyję.
-Nie wiesz w jakim jest stanie, jak wygląda...- wyszeptałem łamiącym się głosem.
-Nie wiem, ale wolę do niej iść niż udawać, że mnie to nie obchodzi.
Jedną z cech, które kochałem w Selenie było martwienie się o innych. Zawsze wszystkim pomagała. Zawsze była blisko. Zawsze wspierała.
-Tak...- przygryzłem wargę.
Skierowaliśmy się do pokoju, ale kiedy weszliśmy z twarzy Seleny zniknął uśmiech. Zaczęła również płakać, ja instynktownie ją przytuliłem prowadząc do Oli. To już nie była ta sama dziewczyna.
-Olu...- Sel delikatnie przytuliła Olę.
Usiadłem po drugiej stronie łóżka.
-Olu...

Z Perspektywy Oli


Wszyscy siedzieli przy moim łóżku patrząc na mnie jak na trupa. To fakt, byłam nim, szczerze mówiąc, ale bez przesady! Gdy Justin wszedł do pokoju Selena zaczęła płakać. On przytulił ją, co zabolało mnie strasznie. Nie byłam przyzwyczajona do takich sytuacji, ale pierwsze co zrobiłam to było kilka łez. Niewidocznych łez. Jednak chwilę potem wiedziałam, że Justin nie wiedział co robić i przytulił Sel. Widziałam jego zmieszany wyraz twarzy. Widocznie nie był nigdy w takiej paskudnej sytuacji, w której jego dziewczyna miała wypadek, jego była dziewczyna ryczy, a on sam nie wie co ma robić. 
-Justin...- męczyłam się ze słowami.
-Ciii... Odpoczywaj.
Wyszeptałam tekst z mojej ukochanej książki, której nie znałam tytułu. Czytałam ją, gdy byłam mała i czegoś się bałam. Była oczywiście po angielsku.
-I'm not afraid. I'm just me...-ciche słowa wychodzące z moich ust pozwoliły Justinowi i Selenie mocno się zdziwić. 
-Wiem.- uśmiechnął się i pocałował mój policzek. Usta zaczęły mnie przeraźliwie boleć. Miałam zszytą ranę i nie powinnam mówić. To są tego konsekwencje. Cóż, ja zazwyczaj mam najgorzej. 
Selena ścisnęła mocniej moją dłoń, aby wiedzieć, czy wszystko okej. Chyba mogła się domyślić po moim jęku, że niezbyt. Jus zawołał jakąś pielęgniarkę, żeby sprawdziła wargę. Leciała mi krew i zaczęło mnie jeszcze bardziej boleć.
-Zaraz przyniosę sprzęt i zszyję ranę.- powiedziała w pośpiechu młoda kobieta.

Obudziłam się. Za oknem było ciemno. Na zegarku wskazówki pokazywały drugą trzydzieści cztery. Nie mogę zasnąć. Cały czas przeraża mnie myśl, że mogę stracić rękę. To nienormalne, że lekarze nic z tym nie zrobili. Jednak jest coś gorszego. Mam i będę mieć uraz do końca życia. Już nigdy nie zaufam Harremu. Nazwał mnie dziwką, suką i czym nie jeszcze... To boli, ale przemija... U osób, które nie są w zaawansowanej wrażliwości. Niestety, jeżeli będzie coś ode mnie chciał, nie odezwę się słowem. Nie każdego dnia wysłuchuje się, że miało się być czyjąś zemstą za złamane serce. Wiem, że Harry tego żałuje, a Justin jest załamany. Ja nie wytrzymuję psychicznie i fizycznie. Wszystko mnie boli na zewnątrz, jak i w mojej wyobraźni. Uczucie, że ktoś chciał cię tylko wykorzystać jest okropieństwem. Oczywiście, jak mówiłam, zawsze mam najgorzej. Zawsze. Ilekroć siadałam na ławce w szkole, od razu mnie z niej zrzucano. Gdy kiedykolwiek stałam w sklepiku szkolnym, zostałam wywalana na sam koniec. Tu było podobnie. Jednak ja zostałam w tej sytuacji wywalona z równowagi. Nie mogę pojąć, dlaczego Harry nie użył do swych czynów Skyller, Kaśki, Brit lub Nati? Czemu to miałam akurat być ja? Przecież nic mu takiego nie zrobiłam. Teraz w takiej sytuacji nawet mi  nie pomógł. Przez niego mam tak a nie inaczej. Justina nie obwiniam, bo chciał dać mi ochłonąć, ale czy Harry aby na pewno jest taki przyjacielski dla wszystkiego co jest wokół? Hm... Wystarczy mi tylko, że mnie okłamał mówiąc, że mnie KOCHA. No tak, ale ja byłam ta głupia... Mogłam nie dopuścić do niczego takiego i byłoby okej. Gdybym tylko od początku trzymała się planu... Ale... ja nadal mogę go realizować. W sumie, tylko wobec Harrego. Reszta członków zespołu na to nie zasłużyła. Miałam być oschła i niemiła  dla nich. Cóż... to tylko jedyne rozwiązanie problemu z Harrym. Nie jestem w stanie się dłużej nad tym zastanawiać. Zamiast tylko skręconej kostki, mam złamaną rękę, jestem posiniaczona, poraniona i cierpiąca. Jeżeli Harremu na tym zależało to mogę powiedzieć tylko : "Masz, czego chciałeś.". Po tych słowach odeszłabym gdziekolwiek, byle dalej od niego. Rzuciłabym się Justinowi na szyję i poszlibyśmy nad Californijskie morze... Jakby było fajnie. To tylko marzenia, które się prawdopodobnie nie spełnią. Dlaczego zawsze tak jest? - To po prostu moje życie... Moje nędzne życie. Nie zasługuję nawet na Justina. Chociaż nie wiem, czemu mam tak uważać. Przepraszam, ja zasługuję na kogoś, kto się mną zaopiekuje, kogoś kto będzie mnie kochał i pieścił, ktoś kto będzie wspierał. I tym kimś jest właśnie Justin...

~~
Nie jest chyba aż tak przesłodzony, co? :3

wtorek, 19 marca 2013

I Am Killer.

Hej!
Kilka słów do was. c:
Mam nowego bloga i chciałabym się dowiedzieć, czy jest fajny. I Am Killer opowiada o pewnej dziewczynie posądzanej o morderstwo, która później się nim staje. Jednak na drodze staje jej UTRATA PRZYJAŹNI, MIŁOŚĆ, POLICJA, POPRAWCZAK.
Dalsze losy możecie śledzić czytając kolejne rozdziały Killera.
Zapraszam serdecznie. :3

środa, 13 marca 2013

Rozdział 24

   Obudziłam się strasznie wcześnie. Zerknęłam na zegarek; była piąta siedemnaście. Przykryłam się kołdrą i zamknęłam jeszcze na chwilę oczy. W głowie miałam obraz Harrego wchodzącego z zezłoszczoną miną. Potem jak przez mgłę. Nic nie pamiętałam. Czułam się jak w horrorze. Wtedy ujrzałam coś jeszcze oprócz jego wściekłego wyrazu twarzy. Zauważyłam niepokój i żal w jego oczach. Czyżby martwił się o Justina? Być może dowiedział się o czymś, czego ja o Justinie nie wiem? Może boi się o mnie? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Wiedziałam, że chłopcy się pokłócili. Tylko o co? Jedynym powodem do kłótni była Sasha Strusin, albo... hmm... ja. Ogarnął mnie w tej chwili strach. Postanowiłam już przestać myśleć na ten temat. Ściągnęłam z siebie cieplutką kołdrę i wstałam. Ruszyłam w kierunku łazienki, kiedy potknęłam się o coś i upadłam. Bolała mnie kostka u prawej nogi.  Spojrzałam w stronę rzeczy, przez którą prawdopodobnie skręciłam kostkę. Była to niewielki, czarny przedmiot przyprawiający mnie o dreszcze. Uświadomiłam sobie co to jest i chwyciłam to w ręce. Był to mój plecak. Nie wiedziałam nawet, że go wzięłam ze sobą. Musiała mi go wsadzić mama. Mimo bólu kostki przesunęłam nogę tak, aby siedzieć po turecku, po czym przycisnęłam do piersi skórzany plecaczek. Przypomniałam sobie, że mama kupiła mi go na urodziny rok temu. Niekontrolowanie zaczęłam płakać. Przytuliłam jeszcze mocniej do siebie przedmiot, po czym zaczęłam szeptać.
-Pomogę ci, mamo. Obiecuję...- łkałam.
Nie mogłam odpędzić od siebie tych wstrętnych myśli o śmierci. Teraz liczyła się tylko mama. Nie mogła umrzeć na tą pieprzoną białaczkę. Podniosłam się z bólem i zaczęłam kuśtykać do łazienki. Usiadłam wygodnie w wiszącym fotelu, po czym zajrzałam do środka prezentu od mamy. Zawartość była niesamowicie ważna! Znajdowała się tam kartka od mamy z napisem : "Kochanie, mam białaczkę. Postaram się poradzić z tą chorobą, żeby móc być z wami. Jeśli umrę, zawsze będę przy tobie... Możliwe, że wiesz o tym jako pierwsza. Poradzę sobie, a przynajmniej jestem pozytywnej myśli. Belive me :)" Poczułam natychmiastowe ukłucie serca. Ostatnie słowa dodały mi otuchy. Czułam, że sobie poradzi. Poradzi... prawda? Schowałam karteczkę do środka, ale wtedy zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Wyciągnęłam ją; była to koszulka. Koszulka ze mną i moją mamą. Na metce było napisane: "Tak na pamiątkę, skarbie, żebyś o mnie zawsze pamiętała :)" Wstałam i natychmiastowo poszłam do garderoby. Wybrałam czystą bieliznę i założyłam sobie bluzkę. Była biała, czyli, że mam być dobrej myśli. Podbiegłam do szuflady ze skarpetkami i wyciągnęłam różową parę. Następnie ubrałam ciemne jeansy z wąskimi nogawkami. Zajrzałam do plecaczka, żeby upewnić się, czy niczego nie pominęłam. Faktycznie, pominęłam. W środku była jeszcze bluzka w takim samym kolorze i z tym samym nadrukiem tyle, że z długim rękawem. Cieszyłam się, że mama pomyślała, ponieważ było mi cholernie zimno w krótkim rękawku. Przebrałam się natychmiast, a tamtą bluzkę starannie złożyłam i wpakowałam do plecaka. Potem odłożyłam go w bezpiecznym miejscy. Nie chciałam, aby ktokolwiek dowiedział się o białaczce mamy. Oprócz Justina. On już wiedział. Wtedy nie mogłam mu skłamać. Spojrzałam na skarpety. Prawa stopa opuchła mi strasznie, więc szybko zdjęłam ją z nogi. Poczułam przeraźliwy ból na co jęknęłam głośno. Pokuśtykałam do umywalki i umyłam zęby. Spojrzawszy w lustro przeraziłam się. Byłam cała czerwona, łącznie z oczami, i opuchnięta. Przemyłam twarz zimną wodą i wytarłam dokładnie skórę. Rozczesałam sobie poplątane włosy, po czym wyszłam z łazienki. Właściwie to wyskakałam z łazienki na jednej nodze. Pieprzona kostka. Gdy tylko odwróciłam myśli od bólu odruchowo położyłam nogę na ziemi. Natychmiast pożałowałam tego i z krzykiem poleciałam na podłogę. W pokoju zjawił się Justin, a zaraz po nim przybiegł Harry.
-Co się stało, Olu?- zapytał zaniepokojony Justin, gdy Harrego nie było jeszcze w pokoju.
-OLA! Słyszałem krzyki i... co on tu robi?- zapytał zażenowany Harry.
-Ja mogę powiedzieć to samo o tobie, kretynie.- potrząsnął głową Justin.
-Przestańcie, proszę!- krzyknęłam ze łzami w oczach. Ból był niesamowicie silny.- Pomóżcie mi!- jęknęłam.
Harry zaczął iść powoli w moim kierunku, lecz niestety nie był pierwszy. Justin szybko go wyprzedził i wziął mnie na ręce.
-Nie rozpędzaj się, Styles.- zakpił.- Otwórz drzwi, jełopie.
Harry tylko warknął na niego i otworzył drzwi. Wiedział, że robi to dla mnie. Przeszliśmy szybko przez korytarz, a potem Justin wolno znosił mnie po schodach.
-Bieber. Daj mi ją i odpal samochód.
-Ty cholerny....- zaczął Justin.
-Przestańcie się kłócić. Idź odpal samochód Justin, Harry mnie weźmie.- przerwałam mu.- Zaufaj mi.- uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Dobrze.- przygryzł wargę, po czym ostrożnie podał mnie Harremu i wziął kluczyki.
-Harry prowadzisz.- przytuliłam się do niego.
-Nie chcę. Niech on prowadzi.- zaprzeczył.
-Ja wolę, żebyś ty prowadził. Jesteś chyba bardziej opanowany.- uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby Justin usiadł ze mną z tyłu. Przynajmniej tutaj mogliśmy trochę pobyć razem.
-N-no... okej.- zgodził się po namyśle.
Zatrzymawszy się przy drzwiach Harry ubrał mi kurtkę, wcześniej sadzając mnie na szafce, a następnie sobie. Justin był w krótkim rękawku, więc zanim wyszliśmy chwyciłam jego kurtkę.
   Harry ostrożnie położył mnie na tylne siedzenie dając koc, który trzymał w bagażniku. Nie był zadowolony, że musi prowadzić. Zamknął drzwi i podszedł do Biebera stojącego przy drzwiach auta.
-Słuchaj, coś jej się stało, a my nie wiemy co.- zaczął Harry.- Jedźmy do szpitala. Idź do tyłu; chciała, żebym prowadził.
-Dobra.- warknął do niego Justin.- Mmm... z przyjemnością pójdę do tyłu.- uśmiechnął się łobuzersko, na co oczy Harrego zapłonęły zazdrością. Po chwili jednak zdołał się uspokoić i usiadł na miejsce kierowcy. Justin usiadł koło mnie, a ja swobodnie położyłam swoją głowę na jego kolanach. Natychmiast mnie przytulił.
-Masz kurtkę.- uśmiechnęłam się.
-Dzięki.- Justin zniżył się i pocałował mnie w usta. Harry co chwilę spoglądał w lusterko i z nienawiścią patrzył na Biebera. Czuliśmy się niekomfortowo, więc poprzestaliśmy na tym pocałunku. Justin przytulił mnie do siebie.
   Dziesięć minut leżałam w ramionach Justina. Nagle Harry oznajmił nam, że jesteśmy pod szpitalem. Justin nie zastanawiając się wysiadł i wziął mnie na ręce. Powoli kierował się w stronę wejścia. Harry zablokował samochód i podążał za nami bacznie się rozglądając. Przytuliłam się mocno do Justina. On niósł mnie w swoich ramionach, a ja czułam się jakbym była w siódmym niebie. Poprawka, ja byłam w siódmym niebie.
   Weszliśmy do szpitala. Harry podbiegł do recepcji, a Justin powolnym krokiem zaczął wchodzić po schodach.
-Justin, ale co ty robisz?- zapytałam zdziwiona.
-Hmm... niosę cię na rękach do jakiegoś lekarza. Harry właśnie załatwia ci pokój, żebyś mogła tu pobyć kilka dni.
-Ale po co?
-Żebyś wyzdrowiała. No właśnie... co ci jest?- zapytał Justin.
-Prawdopodobnie na pewno skręciłam kostkę.
-Oby tylko skręciłaś.
Natknęliśmy się w końcu na jakiegoś lekarza.
-Słucham?- zapytał doktor, nie spuszczając oczu z jakiejś listy.
-Moja dziewczyna prawdopodobnie na pewno skręciła kostkę.- powtórzył po mnie.
-Nazwisko.
-Bieber.
-Bie-Bieber?- zapytał lekarz odrywając się od kartki.- Justin Bieber?
-Tak.- zaśmiał się chłopak.
-Moja córa cię uwielbia.- rzekł wesoło.- Dasz mi dla niej autograf?
-Jasne, tylko chciałbym, żeby ta dziewczyna została wyleczona.
-Oczywiście.- uradował się lekarz.
   Justin ostrożnie położył mnie na łóżku. Spojrzałam na szpitalny zegarek. Była za dwadzieścia siódma. Lekarz poruszał moją stopą, na co krzyknęłam głośno.
-Ciii, skarbie, będzie okej.- przytulił mnie Justin.
Ścisnęłam jego rękę tak mocno, jak to tylko możliwe. Justina to nie ruszyło. Był spokojny... Taki opanowany. A ja? Ja wrzeszczałam, jak wariatka, kiedy lekarz lekko dotknął mojej nogi.
-Hmm... To tylko skręcenie.- stwierdził lekarz.- Zostaniesz w szpitalu dziś na noc, bo od samego rana mamy mnóstwo problemów z pacjentami. Za godzinę przyjdę tu sprawdzić, czy się trzymasz i potem znów za jakiś czas przyjdę, żeby zrobić prześwietlenie.
-Ale, czy nie powinno się robić tego od razu?- zapytałam zdziwiona.
-Powinno. Dlatego też chodź.
   Doktor posadził mnie na wózek, a Justin pchał go. Doszliśmy do jakiegoś pokoju, po czym lekarz z pomocą Justina przesadził mnie na łóżko. Kazał się nie ruszać, ponieważ trzeba zrobić rentgen. Zostawili mnie tak samą i skazaną na bezruch. Jednak po chwili wrócili.
-Panienko, masz bardzo mocne skręcenie kostki. Nie będę ci tego raczej tłumaczył, bo przecież i tak nie zrozumiesz.- zaśmiał się doktor.
-Okej.

- Przykro mi, że musisz tu zostać.- spuścił głowę Justin.
-Wiem. Mi też.- patrzyłam mu prosto w oczy. Zaśmiał się.- Z czego się śmiejesz?
-Z tego, jaką mam seksowną dziewczynę.
-Pierdolisz.- posmutniałam.
-Wcale nie.
-Jestem w piżamie szpitalnej, bądź cicho.- zachichotałam.
W odpowiedzi pocałował mnie. Odrzuciłam go ode mnie ze śmiechem.
-Nie. Nie możemy. Jestem w stanie krytycznym Justin.- zachichotałam.
-Ej, noooo!
-Tak ogółem to gdzie jest Harry?
-Pojechał do domu i powiedział, że jesteś w szpitalu.
-Okej.
   Godzinę później siedziałam sama w pokoju. Justin pojechał do domu chłopaków, aby wziąć potrzebne dla mnie rzeczy. Dokładnie objaśniałam mu co miał ze sobą zabrać.
   Przyszedł lekarz.
-No, panienko. Jedziemy założyć gips na nogę.
-Dobrze.
Zawiózł mnie do swojego "gabinetu". Posadził na krześle i zaczął wkładać gips. Po tym godzinnym zabiegu (Robił to baaaardzo dokładnie) wreszcie mogłam spuścić moją nogę. Owinął mi gips jeszcze bandażem, po czym odwiózł mnie do pokoju. Tam czekała na mnie niespodzianka. Na łóżku leżał Bieber.
-Cześć, wróciłem.
-Zauważyłam.
-Słuchaj, skarbie, o co poszło wczoraj tobie i Harremu?
Justin potarł skronie. Skrzyżował ręce na piersi.
-Słuchaj, wczoraj Styles przylazł do mnie do garderoby i zaczął pierdolić, że jesteś jego, i że do siebie nie pasujemy. Wspominał coś, że mamy zerwać. A no właśnie.... całowałaś się z nim?-zapytał podejrzliwie Justin.
-Niestety tak. Zrobił to na siłę, bo nie chciałam.- popłynęło mi kilka łez po policzku.
-Hej, dlaczego płaczesz? To nic złego...- Justin potarł moje ramie.
-Nie chodzi o to, czy to coś złego, tylko o to, że Harry ci to wszystko powiedział. Nie myślałam, że jest taki... taki wredny i fałszywy.- schowałam twarz w dłoniach.
-Nie przejmuj się. Dalej było tylko gorzej. Styles, gdy tylko śpiewałem "Boyfriend" wparował na scenę i odebrał mi mikrofon. Zaczął przy wszystkich fanach gadać o tym, że całuję każdą napotkaną laskę i włóczę się po klubach nocnych.
-Przykro mi...
-To nie wszystko. Na koniec popchnął mnie, a co najgorsza pobiliśmy się przed tysiącami fanów. Jest mi głupio, ale to nie moja wina, że chciał mnie nazwać męską dziwką.- Justin był wkurzony na maksa. Wiedziałam, że zaraz eksploduje i będzie po mnie.
-Uspokój się...- przytuliłam go, ale on nie słuchał.
-Nie dam spokoju, kutasowi, dopóki nie powie, że to jego wina, a co najważniejsze... przeprosi mnie.
-Na pewno, ale...
-Ale co? Będziecie się całować? Nie mała, nie wchodzi grę.
-JUSTIN!- krzyknęłam wściekła.- To, że zmusił mnie do całowania nie znaczy, że mamy to robić. Jestem z tobą, a nie z nim. Niestety chyba już nie.- usiadłam na wózek.
-Ja... przepraszam... nie chciałem...
-Daruj sobie. Już mam dość. Nasłuchała się za dużo.- warknęłam w jego kierunku, po czym wolno wyjechałam z pokoju.
Justin nawet nie próbował za mną biec. Skierowałam się w jakieś ustronniejsze miejsce i zaczęłam płakać. Nagle obok mnie pojawił się Harry. Jestem głupia. Siedziałam na wózku obok schodów, które prowadziły do mojego pokoju.
-Co się stało, Olu?- zapytał niewinnie.
-Jesteś głupi! Nienawidzę cię!- krzyknęłam przez łzy.
-Ale co ja...
-Daruj sobie, nie chcę cię znać!- krzyknęłam, po czym chciałam odjechać, ale niestety zamiast do przodu mój wózek pojechał do tyłu i właśnie spadałam ze schodów.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Na pooooooooomoc!
Nic nie dało moje krzyczenie. Nikt nie był w stanie mnie złapać. Moja złość doprowadziła mnie do wypadku. kolejnego wypadku. Zrobiłam kilka fikołków na schodach. Czułam rozcięcie na palcu i nodze. Poczułam również, że uderzyłam mocno o kant i ręka mocno mnie zaczęła boleć. Gdy byłam już na samym dole poleciałam głową na podłogę i mocno w nią walnęłam. Byłam nieprzytomna.

*Wokół mnie krążyły białe duchy. Uciekałam przed nimi, ale one były wszędzie. Przed sobą zauważyłam kłócących się Harrego i Justina. Moja wściekłość znów powróciła do mnie. Nie byłam na wózku, byłam na nogach. Stanęłam między nimi i obydwóch powaliłam silną pięścią. Duchy nagle zniknęły, Nicość wokół mnie zamieniła się w szpital. Stałam pośrodku i patrzyłam na samą siebie. Leżałam na dole z przeciętą nogą i twarzą. Moja ręka była dziwnie wygięta, co świadczyło, że jest złamana. Na głowie miałam siniaki i leciała mi krew. Odruchowo włożyłam twarz w dłonie, ale gdy tylko spuściłam ręce znalazłam się pomiędzy Justinem a Harrym. To był real. Moja dusza krążyła po prawdziwym świecie. Nie rozumiem.
-Styles! Pierdoli cię do końca?!- zapytał wściekły Justin.- Jak mogłeś za nią nie biec?
-Mogłem się zabić!
-A co jak ona może nie żyć?! Debilu, myślisz?- zapytał Bieber.
-A czemu płakała?
-Bo powiedziałem jej co się stało wczoraj. I chyba lekko przesadziłem. Powiedziałem o dwa słowa za dużo.- Justin rzucił się na łóżko spuszczając głowę.
-Nieważne.
-Co nie jest ważne? - Justin uniósł głowę, a w oczach miał 100 % czystej nienawiści.- To, co się stało nie jest dla ciebie ważne? Ola nie jest dla ciebie ważna?
-Pieprz się!
-Jednak miałem co do ciebie rację. Jesteś tylko kutasem, którego nie obchodzi nic oprócz własnej dupy. Chciałeś, żebym zerwał z Olą tylko dlatego, że nienawidzisz mnie za tamto? Nie moja wina, że twoja laska się do mnie przyssała. Byłem mocno wstawiony. Nie myślałem. Nie funkcjonowałem. Alkohol mną kierował.
-Może i masz rację, ale nieważne. Weź ją sobie. Nie chcę już tego słuchać. Powiem ci jedno... ona jest dla mnie nie ważna. 
-Jesteś dupkiem.- Justin zaśmiał się sarkastycznie.- Powiem jej co o niej myślisz. Wreszcie dowie się prawdy. Chciałeś z nią być, aby się zemścić? Nie igraj z cudzymi uczuciami, Styles. Ona ci tego nie puści płazem.
-Pierdol się. To dziwka.
Jak on mógł nazwać mnie w ten sposób? Jak mógł o mnie wygadywać takie rzeczy? To wszystko, co robił było... tylko fikcją?
-Jasne.- znów Justin parsknął sarkastycznym śmiechem.- Teraz to jest dziwka, bo spadła ze schodów. Jest dziwką, bo cię nie kocha. Jest dziwką, bo jest ze mną. Zastanów się nad słowami Styles.- warknął Justin i podszedł do niego z niebezpiecznie zaciśniętą pięścią. 
-Tak, jest dziwką. Nie dlatego... Jest nią, ponieważ całuje się z każdym.
-Jasne.- pięść Justina powędrowała w górę i mocno uderzyła Stylesa. Hazza runął na podłogę i ocierał krew, lecz po chwili znów był na nogach i też uderzył Justina...

Pamiętałam tylko, że walkę wygrał Justin. Nic więcej. W głowie mi szumiało.
-Gdzie... Gdzie ja jestem?- zapytałam.
-Jedziesz na operację. Nagłą operację!
Justin wędrował za lekarzami. Miał podbite oko i zakrwawiony nos. To nie był sen! Ja naprawdę tam byłam!

~~
Po dłuższym namyśle stwierdziła, że będę kontynuowała to opowiadanie do końca. Może ten rozdział nie jest zbyt przyjemny do czytania, ale chyba warto to przeczytać, żeby wiedzieć. :3
Pozdrawiam. Rozdziały będą nieregularnie. :3

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 23


Na początek chciałam tylko powiedzieć, że nie będę dodawała kolejnych rozdziałów jak pod każdym nie znajdzie się przynajmniej dziesięć komentarzy, Chcę mieć jakąś pewność, że czytacie. Okej? :3
Rozdział krótki...




Czas wracać do domu. To znaczy do 1D. Dostałam milion SMS'ów od Harrego, Zayna, Kaśki i Louisa. Nie wytrzymałabym kolejnego dnia w Kalifornii. Zaczęłam się pakować. Paulina odleciała do Polski wczoraj. Pożegnaliśmy ją na lotnisku i poszliśmy na plażę. Teraz jest czas na mnie. Justin leci ze mną, a pozostali zostają. Mała Jazmyn i słodki Jaxon muszę lecieć już jutro, więc mamy ostatnie kilka godzin na pożegnanie się. Znów wrócę do fioletowego pokoju, liliowej łazienki i zielonej garderoby.  Znów przytulę chłopaków... Kasię... Znów się znajdę w Londynie.
   Godzina rozmyślań i pakowania się. W końcu jadę na lotnisko. Wszyscy są... Pattie, Jazmyn i Jaxon, Erin i Jeremi, mała Ava wraz z Daniellem i Carly, a przede wszystkim Justin i ja. Nawet James i Kayla przyszli, żeby nas pożegnać. Justin ciągnął nasz walizki.
-Uważajcie na siebie.- powiedziała Pattie równo z Erin i Jeremim.
-Na pewno.- odpowiedział chłopak.
Potem nastąpił wspólny uścisk, a następnie już z Justinem szłam do samolotu. Nie chciałam rozdzielać tej rodziny. Cóż, Justin sam tego chciał.

Samolot. Justin. Ja. Pierwsza klasa.
Siedzieliśmy na swoich fotelach co chwilę się śmiejąc, a od czasu do czasu całując. W jednej chwili byłam rozbudzona i pełna życia, a w drugiej zmęczona i byłam tylko żywa. Oparłam głowę o ramie Justina. Zasnęłam.

Z perspektywy Justina


Nudziło mi się w samolocie, gdy tylko Ola zasnęła. Nagle przede mną pojawiła się znana twarz. Był to niejaki Lil Twist:
-Siema- odparł po paru sekundach.
-Hej- oblizałem usta.
-Dawno się nie widzieliśmy.- zaśmiał się cicho.
-Prawda.- przytaknąłem.- Po co lecisz do Londynu.
-Po to i owo.- mruknął.- Trzeba się spiknąć.
-Może.- powiedziałem odwracając głowę.
-Kto to?- zapytał szybko.
-Jest moja. Nie myśl o niczym.- warknąłem.
-Wyluzuj stary.
-A ty się odpierdol.
-Dobra, dobra. Musimy się spiknąć, bo widzę, że kompletnie zapomniałeś o naszej przyjaźni.- zaśmiał się.
-Kiedy i gdzie?- zapytałem.
-Jutro w hotelu Beach. Przyjdź o dwudziestej. Możesz ją zabrać.- wskazał głową na moją dziewczynę.
-Spoko. Obróć się.
Ola zaczęła kręcić się w fotelu. Powoli otwierając oczy przetarła je i przeciągnęła się.
-Gdzie my...?
-W samolocie do Londynu.- odpowiedziałem szybko.
-Aha.- przymknęła oczy.
-Śpij dalej.- zachęcałem.
-Nie... Masz wodę?- zapytała.
-Mam. Proszę.-podałem jej butelkę.
Po minucie Ola całkowicie się rozbudziła i mogliśmy gadać. 


Z perspektywy Oli


Przez resztę lotu Justin wydawał się jakiś inny. Był spięty i nerwowo patrzył na siedzenie przed nami. 

W końcu upragnione lotnisko w Londynie. Po wyjściu czekała na nas limuzyna. Limuzyna z One Direction. Oczywiście wysłałam Kasi SMS kiedy będę. 

-To dobry pomysł?- zapytał Justin.
-Tak.
-No to okej.
Wsiedliśmy do limuzyny. Wszyscy oprócz Britney i Natalii siedzieli w samochodzie.
-Ola!- krzyknął radośnie Harry.- A co on tu robi?
-Jak widać, jestem.- Justin łobuzersko się uśmiechnął.

W domu! Jestem w domu 1D! Tylko o tym marzyłam przez ostatnie kilka godzin. W limuzynie było strasznie! Co chwilę Justin i Harry wdawali się w kłótnię, a ja i Kasia ich rozdzielałyśmy. Skyller usiadła obok Hazzy i, gdy tylko zaczynał, przysuwała twarz do jego i zanudzała go seriami pytań.

Upragniony fioletowy pokój... Harry nie pozwolił Justinowi być ze mną. (;c) Dał mu pokój niedaleko Brit i Naty. Położyłam się na łóżku. Za kilka dni kończą się ferie i muszę wracać do Polski. To takie niesprawiedliwe!

-Cześć, mogę wejść?- zapytał Harry.
-Pewnie.
-Co jest między tobą a Justinem?- zapytał smutno.
-Miłość, Harry. Jesteśmy razem.- oznajmiłam mu.
-Dlaczego?
-Bo się bardzo lubimy.
-Wtedy... poszłaś do niego, prawda?
-Nieprawda. Szłam przed siebie i trafiłam do jakiegoś miasta. Błądziłam po uliczkach, kiedy nagle wpadłam na Justina. On zabrał mnie do siebie.  No i wiesz... Tak jakoś się w sobie zakochaliśmy...
-Aha- odpowiedział cicho i zaczął się kierować w stronę drzwi.
-Harry?
-Tak?- odwrócił się z małym uśmiechem na twarzy.
-Wracaj.
-Czemu?- skrzywił się.
-Bo tak.- zachichotałam.
Harry usiadł na na łóżku i wpatrywał się uważnie w moje oczy. Tylko czego mógł tam szukać?
-Harry...- westchnęłam.- Dlaczego tak bardzo się nie lubicie? Proszę, zaprzyjaźnij się z nim.
-Widzisz, Olu, kiedyś chodziłem z Sashą Strusin i na imprezie...- przerwał na chwilę szukając słów.- Na imprezie w Nowym Jorku pokłóciłem się z nią. Wtedy Justin nie chodził jeszcze z Seleną. Podszedł do niej i wykorzystał ją. Była pijana, zresztą on również. Zaczęli się całować. Nie wytrzymałem i przywaliłem mu w twarz. Ogólnie tak zaczęła się wojna między nami. Koniec...
-Och, Harry... Teraz wiem, dlaczego tak się nie lubicie.
-Dlatego właśnie nie chcę się z nim zadawać. Może i przyjaźni się z resztą zespołu, ale ja na to nie pozwolę.- westchnął.
-Dobrze. Po tej historii i tak nie zmienię zdania co do Justina. Będę z nim dalej. Wtedy był pijany, a teraz dba o mnie.
-Okej.- zrobił smutną minę.
-Harry no!
-Oj dobra, dobra.

Zadzwoniłam do mamy.
-Halo?- usłyszałam jej słaby głos.
-Mamo? To ty?
-Tak.- zakaszlała.
-Co ci jest?
-Bardzo źle się czuję, kochanie...
-Dobra, nie przeszkadzam. Odpoczywaj.
Rozłączyła się. Wiedziałam, że ta rozmowa bardzo dużo ją kosztuje. Zaczęłam płakać. W końcu ona na to nie zasługuje. Do drzwi ktoś zapukał, po czym wszedł. Nie byłam pewna, czy chcę teraz z kimś gadać, ale zdecydowałam.
-Kochanie, co ci jest?- zaniepokoił się Justin.
-Moja mama źle się czuje.
-Niedobrze. Mam dzisiaj koncert na rzecz białaczki. Dziś będzie bardzo duża liczba fanów.
-To dobrze.
-Zostań dzisiaj w domu. Chłopaki się tobą zaopiekują, okej?
-Okej.
-Pojutrze pojedziemy do Polski.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-Do twojej mamy, żeby wręczyć jej pieniądze.
-Jak to? Już jest tak dużo?
-Po dzisiejszym koncercie na pewno. Z poprzedniego wyszło sto tysięcy dwieście pięćdziesiąt dziewięć. Dziś też powinno wyjść coś podobnego, a może i wyżej. Nie płacz już.- podniósł lekko moją głowę, po czym delikatnie mnie pocałował.
-Dobrze.- odpowiedziałam przygryzając wargę.
-Mam nadzieję.

Dlaczego zawsze to ja mam najgorzej? Siedziałam na kanapie w salonie oglądając jakiś film. Wiecie, zabójstwo i jakieś inne pierdoły. Obok mnie siedział Louis i Niall. Oboje jedli popcorn popijając od czasu do czasu colą. Zayn i Liam zabrali Kasię i Skyller na obiecane zakupy. Natomiast Harry pojechał na koncert z Justinem. Wszyscy byli zdziwieni oprócz mnie. W końcu obiecał, że się z nim zaprzyjaźni.   Natalia i Britney poszły sobie dokądś.
-I jak? Podoba ci się film?- zapytał Horan.
-Jasne.- klasnęłam w dłonie.- Lubię oglądać horrory.
-No nareszcie ktoś...- zachichotał Lou.
Nastała chwila ciszy, bo dziewczyna w filmie kroczyła powoli korytarzem, aby odkryć co tak hałasowało.
-Nie wchodź tam! On cię zabije!- krzyczał Tomlinson.
-Louis opanuj się.- zaśmiałam się.
Laska otworzyła drzwi pokoju i się cofnęła. Na środku stał mężczyzna z zakrwawionym ramieniem, a obok facet z nożem. Ten z krwią wołał, żeby uciekała, a ten drugi podbiegł do niej i dźgnął ją w brzuch.
-A ostrzegałem!- powiedział triumfalnie Lou.
Oboje z Horankiem zaczęliśmy się śmiać. Nagle ktoś wszedł przez drzwi.
-Harry...?- krzyknęliśmy wszyscy.