środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 27

- Justin, musimy pogadać.- powiedziałam stanowczym tonem do telefonu.
-Skarbie, co jest?- zapytał troskliwie.
-Dowiesz się. Spotkajmy się przed wejściem do Starbucka.. Okej?
-O 11, w takim razie.
Rozłączyłam się i poszłam do mojej garderoby. Miły dywan powitał moje stopy. To był mój mały, malutki świat, w którym mogłam żyć tylko ja. Jednak dziś.. przez króciutką chwilę. Wybrałam parę brązowych rurek, kremową, pastelową bluzeczkę, lekko prześwitującą i czarne baleriny. Ubrałam się szybko, po czym poszłam do łazienki. Podeszłam do lustra i chwyciłam gumkę, wiążąc włosy w niechlujnego koczka na czubku głowy. Czułam się tak niespokojnie. Martwiło mnie moje postępowanie, a zarazem plotki o Justinie i Selenie. Przemyłam sobie twarz zimną wodą, wytarłam ją i wyszłam z mojego pokoju. Na korytarzu spotkałam wszystkie cztery dziewczyny, które zamieszkały tu na czas konkursu. Britney, Kasia i Skyler. Oczywiście zjawiła się też Natalia. Na szczęście rywalizowałam tylko z Brit. Samo myślenie o niej wywoływało u mnie zły humor.
-Um, cześć. Coś się dzieje?- zapytałam cicho.
Britney od razu zaczęła wyjaśniać, że chłopacy mają chwilowe załamanie, ponieważ trasa koncertowa została odwołana.
-Cóż, nigdy nie spodziewałabym się tego. A  co z konkursem na piosenki?
-Nie wiadomo. Za trzy dni przypada termin oddania tekstów, więc musimy się streszczać.
-A zwłaszcza ja..- westchnęłam.
-Dasz radę.- uśmiechnęła się Britney, po czym odeszła gdzieś ze Skyler, tym samym zostawiając mnie, Kaśkę i Natalię samą.
Zadziwiającym faktem było, że Britney zmieniła się całkowicie. Jej negatywne zachowanie zniknęło. Natomiast Natalia stała z boku oparta o ścianę i wywracała co chwilę oczami. Denerwowało mnie to. Nie mogłam wytrzymać.
-Więc co? Idziemy?- Kasia spojrzała na mnie, Natalia znów to zrobiła. Wywróciła oczami.
-Jasne. Chodź.
-Um.. Natalia, idziesz?- Kasia wydawała się nie pamiętać zaistniałej sytuacji z lotniska, co dobrze wróżyło dla Natii.
-Tak, pewnie.- odpowiedziała nieśmiało wiedząc, iż byłyśmy na nią jeszcze złe za tamto. Jednak nie mogłyśmy zachowywać się, jak dzieci. Nawet i mnie z wolna przemijał gniew, złość i co nie jeszcze. Zeszłyśmy na dół do kuchni rozmawiając w naszym języku. Nagle zorientowałam się, że nawet nie wiem, która godzina. Spojrzałam na zegar. Świetnie, tego brakowało. Za dziesięć jedenasta. Tylko ja mam takie szczęście.. Zabrałam szybko kurtkę, po czym wybiegłam z domu, bez słowa wyjaśnienia. Ogarnęła mnie panika, bo na piechotę jest do Starbucka dwadzieścia minut. Na szczęście Zayn wybiegł za mną.
-Co jest, Olu?- zapytał robiąc troskliwą minę.
-Muszę się dostać w pięć minut do Starbucka. Wiesz.. idę rozmówić się z Justinem.
-Jasne.. Jak chcesz to cię podwiozę.- uśmiechnął się słodko, na co się rozpłynęłam.
-Chodź.
Natychmiast chwycił mój nadgarstek i wsadził do auta. Sam równie szybko wsiadł i pojechaliśmy. W cztery minuty później stałam już pod Starbuckiem i czekałam. Chłopak zjawił się chwilę potem i poszliśmy zamówić kawę. Oczekując na napój, Justin próbował skłonić mnie do mówienia, ale wolałam mieć ze sobą kawę, jak zacznę mówić. Nie wiem czemu, ale mam tak jakoś dziwnie..
-Więc.. chyba masz mi coś do powiedzenia, Bieber.
-Co?- jego wyraz twarzy zmienił się momentalnie z rozbawionego na zaniepokojony, zdenerwowany, co wskazywało na to, że jednak coś ukrywał przede mną.
-Dobrze wiesz, o czym mówię, Justin.- wzięłam duży łyk kawy i delektowałam się każdą chwilą, czując jej smak na języku.
-Ale ja kompletnie nie wiem, o czym ty mówisz!- bronił się, jednak kłamstwa nie były jego mocną stroną.
-Powiedz po prostu co było wczoraj na imprezie.- powiedziałam wprost, siorbiąc kawę.
-No więc, zorganizowałem imprezę, na którą zaprosiłem chłopaków. Zjawiła się też tam Selena i Taylor Swift. Nagle stare uczucia między mną a Gomez wróciły i resztę nocy spędziliśmy na całowaniu i innych pieszczotach. Nie pamiętam, czy doszło do czegokolwiek innego, ponieważ nic nie pamiętam.- westchnął smutno Justin.- Ale będziemy nadal razem?- zapytał z iskierką nadziei.
-Ty chyba sobie żartujesz?! Jesteś dupkiem, Justin. Dwulicowy dupek!- krzyknęłam, policzkując go. Odbiegłam z płaczem w stronę samochodu Zayna i wsiadłam. Chłopak próbował mnie gonić, lecz powoli znikał z mojego pola widzenia. Malik spojrzał na mnie z pełnym zatroskaniem.
-Co się stało?
-On nie wie, czy nie robili czegoś więcej.- głos mi się załamał.
-Zabiorę cię gdzieś.- uśmiechnął się.
-Byle dalej od niego.
-Nie ma sprawy.
Zayn potrafił pocieszyć człowieka w każdej sytuacji nawet samym byciem tu. Siedziałam cicho płacząc. Spoglądałam w szybę. Świeciło majowe słońce i było w miarę ciepło. Nie potrafiłam jednak zapomnieć o Justinie. Nie mogłam się powstrzymać i napisałam do Seleny sms.
'Ty zdziro! Jak mogłaś? Myślałam, że jesteśmy, a raczej byłyśmy, przyjaciółkami! 
Po chwili dostałam odpowiedź.
'No błagam. Naprawdę myślałaś, że Justin cię kocha? On chce być ze mną. I.. Przyjaciółki? Ta przyjaźń była sztuczna, skarbie. Aha.. I uważaj sobie na przyszłość, bo nazywanie mnie zdzirą to coś niewyobrażalnie obrażającego. To na razie ostrzeżenie.
Ona mi grozi? Z resztą mam ją w głębokim poważaniu. Nie lubię takich osób. Sama może ukradłam Selenie chłopaka, ale on tego chciał. Nie był pijany. Ona bawiła się nim, jak nie myślał trzeźwo. Zaplanowała to! Dziwka.
-Hej, co jest? Wyglądasz, jakbyś miała zabić.
-Nic. Selena się stała.- warknęłam natychmiast tego żałując.
Nie mogłam wyżywać się na chłopaku, który jest dla mnie naprawdę miły.
-Przepraszam..- westchnęłam.- Po prostu mam załamanie nerwowe. Pewnie chwilowe.
-Miejmy nadzieję.- Zayn uśmiechnął się, po czym skupił się całkowicie na drodze. W niecałe dwadzieścia minut dojechaliśmy do lasu. Malik wjechał na leśną drogę, która była wąska, lecz wystarczająco szeroka, by przejechał tu wypożyczony Land Rover.
-Gdzie my..?
-Jedziemy do domku, który kupiłem rok temu. Przyjeżdżam tu, by uporządkować moje myśli.
-Czyli bardzo często.- zachichotałam.
Zayn spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Kolejny raz pożałowałam moich słów. Przecież on tyle przeżył! Zerwanie z dziewczyną na pewno go bardzo dużo kosztowało. Zachowałam się po prostu jak gówniara. Typowa gówniara!
-Przepraszam..
-Nie szkodzi. Mogłaś zapomnieć, nie wiedzieć.
-A na ile tam zostaniemy?- zapytałam, by ożywić nieco rozmowę.
-Na tyle, ile będziesz chcieć. Dam ci czas, żebyś wszystko przemyślała i powiedz, kiedy będziesz chciała wrócić do cywilizowanych miejsc.- uśmiechnął się.
-Naprawdę?
-Tak.
Zayn nagle zatrzymał samochód, a przed nami pojawił się dość duży domek.
-Jeden problem.. Mam tu tylko swoje rzeczy i kilka Eleonor.- zachichotał.
-Poradzę sobie.
-Okej, no to chodź.
Chwycił moją rękę, po czym zaprowadził do drzwi, a dalej do odrębnego pokoiku, w którym miałam mieszkać. Pokój wcale nie był taki skromny, jak się wydawało z jego opisów. Podłoga była drewniana.. Podobnie jak ściany, tylko jaśniejsza. Ściany miały kolor gorzkiej czekolady. Na środku pod ścianą stało łóżko, również częściowo z drewna, dwuosobowe, komoda, telewizor, stoliczek.. I większość była z drewna. Oczywiście trzeba byłoby zobaczyć to naprawdę. Z opisów Zayna mało wynikało. Z moich pewnie też.. Nieważne.
-Wow!- krzyknęłam z podziwu.
-Nie przesadzaj, pokój urządzony tak, jak u zwykłego człowieka z małymi zasobami portfela.
-Wcale nie!
-No już dobra.- podniósł ręce w obronnym geście. Nagle staliśmy tak blisko. Nasze oczy spotkały się, a nosy prawie stykały. Zayn nie wahał się chwili dłużej; przyciągnąwszy mnie do siebie zaczął mnie namiętnie całować. Nie myślałam. Owinęłam nogi wokół jego bioder i momentalnie znaleźliśmy się na łóżku. Zdjął koszulkę. Ja zdjęłam swoją. Już mieliśmy pójść dalej, kiedy powiedziałam STOP.
-Co my wyprawiamy? Nie jestem gotowa.- posmutniałam.
-Okej.- zszedł ze mnie niechętnie.
-Idę wziąć prysznic.
Zayn przyciągnął mnie jeszcze raz do siebie i pocałował.
-Idę z tobą.- zachichotał.
-Jak chcesz.. Nie mam nic przeciwko.- musnęłam jego policzek.
Może to działo się za szybko, ale ja naprawdę chciałam to zrobić z nim. Zabrałam z komody za dużą bluzkę Zayna i poszłam do łazienki. Chłopak podążał za mną. W łazience rozebrałam się całkowicie i wskoczyłam pod prysznic. Malik zrobił to samo i zjawił się chwilę po mnie puszczając ciepłą wodę. Zaczęliśmy się całować. Zayn jeździł rękę po moich udach i plecach. Chwilę później wyszliśmy z kabiny i przenieśliśmy się na łóżko.

Obudziłam się wczesnym rankiem czując ból w kroczu. Byłam naga. Spojrzałam na chłopaka, który słodko spał obok. Wstałam i ubrałam jego koszulkę, po czym poszłam na dół zrobić sobie tosty. Ból nadal nie ustępował. Schodziłam powoli i jak pingwin. Nagle poczułam dotyk czyjejś ręki.
-Zayn?- wpadłam mu w ramiona.
-Jak po wczorajszej nocy?
-Boli.- wskazałam na krocze.
-Przejdzie. Tylko wiesz.. Jakoś ten..
-Co?- zapytałam uśmiechając się.
-Nie miałem prezerwatyw no i..
-ŻE CO?! Czyli mogę być w ciąży?
-Oby nie.
-Dobra. Na pewno nie jestem. Po prostu dajmy temu spokój. Nie jestem..
Zayn pocałował mnie w usta, po czym zabrał się za robienie śniadania. Usiadłam przy stole oczekując na jedzenie. Może to trochę chamskie, ale byłam w końcu dziewczyną.

~~
I jak wam się podoba 27 rozdział? Myślicie, że ona w końcu zdecyduje się na związek z Zaynem, czy może wróci do Justina lub zacznie kręcić z Harrym? Haha, zobaczycie ;)

niedziela, 9 czerwca 2013

Odwieszam! :D

Odwieszam, zawieszam, odwieszam, zawieszam.. I znowu odwieszam. xd
Bardzo sory za tą przerwę i wiele innych.. Więc cóż, dalej będę starałam się dodawać coś na bloga. :3
W sumie powinno to być.. No nie wiem, co dwa tygodnie postaram się dodawać rozdziały :)
Nie obiecuję niczego. Mogą nastąpić też małe przesunięcia o tydzień lub dwa. Więc w sumie można powiedzieć, że rozdziały będą się pojawiać nieregularnie.
Pozdrawiam c :

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Przepraszam Was. :c

Hej Wam. :c
Bardzo was przepraszam, ale niestety muszę zawiesić bloga, ponieważ dostałam karę. Już nieważne za co, ale w każdym razie to co napisałam na innym blogu nie jest teraz aktualne, bo nie wiem na ile mi zabiorą laptopa. Pozdrawiam. :(

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 26

Minęło kilka dni odkąd tkwiłam bezczynnie w tym pieprzonym szpitalu. Pielęgniarki były nawet miłe, ale wszystkie te zastrzyki, lekarstwa, pierdoły różne... Augh... Nie mogłam tego znieść. Wszystko to mnie przerażało. Brzydziło mnie. Każdy dzień rozpoczynał się tak samo, ciągnął się tak samo, kończył tak samo. Z każdym mrugnięciem wydawało mi się, że czuję się gorzej. Może sprawiała to tęsknota za Justinem. Może była to tęsknota za mamą... Cóż, trwało to wieczność i nie było wspaniale. Myślałam tylko o jednej rzeczy- zobaczyć wreszcie Justina. Właśnie... Zastanawiałam się gdzie Justin może być. Nie przychodził od kilku dni i zaczęłam się martwić. W końcu beze mnie mógł zrobić coś głupiego, czego żałowałby przez pewien czas, a potem starał się naprawić. Dobiło mnie bardzo to, że mógł "zabić" Harrego. Nie chciałabym tego. W pewnym sensie Harry spowodował, że byłam smutna. Jednak nie chciałam, żeby coś takiego nastąpiło. Nie jestem mściwa, ale już planuję swoją zemstę. Nie mogę tak po prostu zapomnieć o tym, co stało się między nami i co ujrzałam. Raczej usłyszałam na swój temat. Ręka w gipsie bolała mnie bardzo, ale w porównaniu z bólem pochodzącym prosto od serca była tylko lekko zraniona. Dlaczego tak mam? Nie wiem. Dlaczego nic nie jest łatwe? Nie wiem. Dlaczego Harry tak postąpił wobec mnie? Nie wiem.

  Wreszcie ranek. Piękny, poniedziałkowy ranek. Dlaczego piękny? Ponieważ Justin miał po mnie wreszcie przyjechać.
  Usłyszałam ciche stukanie obcasów na korytarzu, a po chwili pukanie do drzwi. Teraz swobodnie mówiłam, więc moje " Proszę..." było bardzo wyraźne, a przy tym wesołe. Do pokoju weszła Pattie.
-Witaj Olu.- uśmiechnęła się.
-Dzień dobry.- odpowiedziałam jej tak samo promiennym uśmiechem.
-Mam nadzieję, że się nie pogniewasz...
-Dlaczego miałabym?- przerwałam jej wpół słowa.
-Bo widzisz... Justin nie może aktualnie przyjechać.- usiadła na krześle obok mojego łóżka i chwyciła moją rękę.- Najpóźniej może cię odebrać ze szpitala jutro.
Tak... I cała moc poranka zniknęła bardzo szybko.
-Czemu?
-Cóż... Ma pewne sprawy do załatwienia. Ale...
-Ale co?- znów przerwałam jej w pół słowa. Wiem, że to niegrzeczne, ale to co mówiła miało dla mnie wielkie znaczenie.
-Ale ja mogę zabrać cię z tego miejsca.- uśmiechnęła się.- To jak będzie?
-Z tobą? Zawsze, Pattie.- Usiadłam na łóżku i spojrzałam w jej oczy.
Dostrzegłam w nich pewną radość, szczęście... Była czymś bardzo podekscytowana, tylko nie wiem czemu. I czym...
-No to świetnie. Pójdę poszukać lekarza, a ty tu zostań i nic nie rób.

Justin musiał wymyślić coś, co wszystkich uszczęśliwi. Inaczej jego matka nie pozwoliłaby mu na to... Nie? Cholera. Zawsze dowiaduję się jako ostatnia.
-Okej, możemy się zmywać.- zaśmiała się Pattie, po czym chwyciła moją torbę.
-Z racji poobijanych nóg musisz być na wózku. Nie możemy ci pozwolić na samodzielne poruszanie się.- spojrzał na mnie lekarz. Miał bardzo poważną minę.- Nie mówiłem ci, ale masz spore "przesunięcie miednicy". Oczywiście mówię to w przenośni...

Siedziałam przed telewizorem.. Sama. Każdy starał się mnie omijać, żeby nie powiedzieć czegoś, co mogłoby mnie skrzywdzić. Jedynie Zayn przychodził od czasu do czasu pogadać i pocieszać.

   Wieczór nadszedł szybko, a każdy, z wyjątkiem mnie, szykował się na imprezę u jakiegoś bliskiego przyjaciela zespołu. Nadal tkwiłam w salonie oglądając stare odcinki "Pamiętników Wampirów". Elena, w porównaniu do mnie, wiedzie życie księżniczki. Damon, Stefan, Bonnie, Caroline.. A ja? Ja jestem w otoczeniu chipsów i popcornu. Oprócz tego jest tu jeszcze kanapa i czerwony koc.
-Cześć. Musimy iść, mała.- Zayn podszedł i mnie przytulił.- Poradzisz sobie jakoś?
-Poradzę. Kiedy będziecie?- zapytałam.
-Pewnie późno.- uśmiechnął się i wyszedł.
Przez korytarz przeszła cała ekipa One Direction i jakieś dwie dziewczyny. Nieważne. To pewnie kiepski moment, żeby rozkminiać o co w tym chodzi.
  Nagle do pokoju wszedł Harry w dresach i śmiesznych kapciach "psach".
-Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona.
-Nie idę.
-Czemu?- To moja pierwsza rozmowa odkąd.. Z resztą to nie czas na przeszłość.
-Zostałem dla ciebie i z powodu tego, kto to organizuje.
-To miłe, ale kto to organizuje?
-Jutro na pewno pojawią się  foty z biby roku, więc się dowiesz, a na razie chodź tu.- szeroko rozłożył ramiona.
Wpadłam w nie.. Nie wiem jak to określić. Byłam szczęśliwa.
-Przepraszam ciebie za to, co musiałaś przeżywać.- wyszeptał w moje włosy.
-Cii.. Nic nie mów.- wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
Potem przez dwie godziny oglądaliśmy "Szybcy i wściekli", chociaż w sumie nie wiem ile to trwało. Cały czas wtulałam się w Harrego. Pod koniec filmu lekko przysypiałam, ale obudziło mnie głaskanie po policzku.
-Co jest?- zapytałam sennie.
-Nie śpij.- zachichotał Hazza.
-Dlaczego?
-Bo tak.
-Nie..
Harry nie pozwolił mi dokończyć. Przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował.Oddałam pocałunek, przez co potem czułam się źle. Ale oprócz tego było wspaniale. Całowaliśmy się, a potem zasnęliśmy wtuleni w siebie na kanapie.
__

-Hej, śpiochy!- na kanapę rzucił się lekko pijany Zayn.- Widzę, że się pogodziliście?
-Tak.- odparł uradowany Harry.- Jak impreza?
-Bieber jest zajebisty! Nasze foty są już w necie i gazetach.- zaśmiał się Zayn.
-Czekaj.. Justin?- zapytałam zdziwiona.
-Pewnie! Chciał nas tylko przeprosić, że tak się zachowywał.. I było mu bardzo przykro, że Hazza nie przyszedł.
-Harry!- krzyknęłam jednocześnie rzucając w niego poduchą.
-Co?- podniósł ręce w obronnym geście.- Nie chciałem, abyś została sama! Chciałem ci dotrzymać towarzystwa.
-A on cię przeprosić.
-No ale..
-Daj spokój, Harry.
Odeszłam mimo bólu w biodrach.
-O co jej chodzi?- Zayn zapytał głośno.
Byłam w sąsiednim pokoju. Wszystko słyszałam.
-Wczoraj.. Tak jakby.. Całowaliśmy się.- odparł Styles.
-Harry! Obiecałeś, że już nie będziesz jej do tego prowokował.- westchnął Zayn smutno.
-Wybacz.
-Harry. Nie możesz przelecieć każdej niedostępnej panny i dobrze o tym wiesz, a ona zdecydowanie należy do tego typu dziewczyn. Chcesz, żeby była twoja, ale tak naprawdę zależy ci na tym, aby Justin cierpiał. Wiesz o tym, że to źle, ale nie chcesz przestać. Dlaczego?- Zayn zdecydowanie wie, o czym mówi. Zdaje się znać prawdę o celach Hazzy.
-Nie wiem. Nie chcę jej skrzywdzić. Na niej naprawdę mi zależy, ale.. Um.. Sam nie wiem, czego chcę.
-Chcesz po prostu zaznać spokoju, bo nie możesz się pogodzić z myślą, że ona cię odpycha, ale gdy ją sprowokujesz, uwielbia cię. Zastanów się nad tym co powiedziałem.- usłyszałam kroki.
Przez cały ten czas spływały mi łzy po policzkach, a ja nawet o tym nie wiedziałam. W sumie niewiedza jest najlepsza, o czym się właśnie przekonałam. Odruchowo otarłam łzy. Nagle koło mnie usiadł Zayn. Grał rolę pocieszyciela.
-Okej?- przytulił mnie, a ja płakałam w jego ramię.
-Nie jest okej. Jestem tylko kolejną naiwną dziwką.
-Nie mów tak.- otarł mi łzy, lekko się uśmiechając.
-Ale taka prawda. Harry nadal czuję nienawiść do Justina. A ja? Jestem tylko ofiarą! Mogłam tu nie przyjeżdżać.
-Hej! Właśnie dobrze, że przyjechałaś, bo masz szansę wygarnąć Harremu. Poprzednie dziewczyny tak nie mogły. Ty to zmienisz!- uśmiechnął się, a ja.. No właśnie. Pozostałam z taką samą twarzą, z jaką mnie zastał Zayn.
-Może i tak. Ale jednak pozostanę przy wypominaniu.
-Nie możesz. Musisz mu wygarnąć, Olu. Mimo wszystko chcesz mu odpuścić?
-Nie chcę!
-No i dobrze. Niech cierpi długo i boleśnie.
-To twój przyjaciel..
-Na chuja mi taki przyjaciel, skoro przeleci dziewczyny, które potem mają ciężkie życie.
Zaśmiałam się. W końcu Zayn miał rację. Nie mogłam się poddawać i cierpieć, jak inne laski.
-Nienawidzę go.
-Ja też, Olu.. Ja też. Teraz jesteśmy tylko kumplami z zespołu, bo jego zachowanie mnie wkurwia.
-Nie dziwię się. Harry wszystko spierdolił.
Zayn nic więcej nie odpowiedział. Przytulił mnie mocno, po czym pocałował w czoło, co wydawało mi się takie nienaturalne. Jednak nie protestowałam. Zayn był moim przyjacielem i pozwalałam mu na to bez względu na Justina.
-Wyznam ci coś..
-Tak?- zapytałam unosząc śmiesznie brwi.
-Od samego przyjazdu zwróciłaś moją uwagę. Zakochałem się w tobie, ale boję się, że zniszczę przez to naszą przyjaźń.
Uśmiechnęłam się.
-Nie jestem pięknością, Zayn. Nie ma we mnie nic ładnego. Oprócz tego.. Zayn, przyjaźń nigdy nie zostanie zniszczona. Może będziemy razem, ale na razie jestem z Justinem. Poprawka. Nie wiem, czy z nim jestem i już mnie to wszystko wkurza. Nie mogę wieczność udawać, że jest nam dobrze ze sobą. Nawet nie raczył odebrać mnie ze szpitala i nie zaprosił mnie na przyjęcie.- odparłam smutno.
-Hej.. Nie przejmuj się. nie liczy się wygląd, tylko wnętrze. Ale i tak jesteś ładna, Olu. A co do Justina.. Nie chciałem cię zasmucać, ale chyba widziałem go z kimś.
-Z kim?- zaciekawiłam się, a z moich oczu wypływały pojedyncze łzy.
-Z Seleną.
Bałam się. Cholernie bałam się, że właśnie jej imię wymówi. Jednak cieszę się, bo wiem teraz, że na sto procent nie będę z Justinem.
-Wtuliłam się w Zayna, on mnie objął.

Z perspektywy Zayn'a

Ola zasnęła wtulona w moje ramie. Harry powinien nieźle oberwać za swoje postępowanie.. Stwierdziłem jednak, iż nie będę z nim walczył. Źle mogłoby to wpłynąć na relacje między członkami zespołu. Bez zastanowienia wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do jej pokoju. Zaschnięte łzy na policzkach, podkrążone oczy i do tego tusz do rzęs sprawiały, że wyglądała na zmęczoną i na poważnym załamaniu nerwowym. Postanowiłem przy niej zostać. Nie mogłem pozwolić, aby coś jej się stało.
   Położyłem ją delikatnie na łóżku, po czym sam dołączyłem do niej i nakryłem nas kołdrą. Przytuliłem ją lekko. Próbowałem się powstrzymać od ciągłego patrzenia na jej piękną twarz, ale nie mogłem. W końcu Ola się obudziła.
-Gdzie ja jestem?- zapytała sennie.
-Ze mną.- uśmiechnąłem się delikatnie.
-Mhm..-mruknęła, a ja pocałowałem ją w czoło.

Z perspektywy Oli

Co ja kurwa wyprawiam? Poczynając od Justina.. Nadal z nim chodzę, więc całując się z Harrym i robiąc to samo z Zaynem, zdradzam go najnormalniej w świecie. Nie wiem, dlaczego to robię, ale muszę przestać. Muszę też dowiedzieć się, czy Jus całował się z Sel, czy nie. To sprawa dotycząca moich marzeń. Jeśli okaże się, że jednak to prawda.. Ja się załamię. Będę mieć załamanie nerwowe, zrujnują mi psychikę, zniszczą mi moje plany na przyszłość snute nocami, gdy nie mogłam spać. Już nigdy nie zaznam szczęścia..

~~
Hej! :3 
Postanowiłam nadal kontynuować opowiadanie z racji tego, iż musi być ono dokończone. Niestety jest jeszcze tycia przeszkoda. Zabrali mi laptopa i siedzę na stacjonarnym, z którego mogę korzystać tylko w weekendy. Także rozdziały będą prawdopodobnie co dwa tygodnie. Jeśli dostanę lapka - co tydzień. :) 
Mam nadzieję, że wam się podobał. Ten rozdział miał być już wczoraj, ale niestety wszystko tak muliło, że nie dałam rady dodać.. :\\ 
Mam nadzieję, że się podobało. :) + Proszę o komentarze. Jeśli żadnego nie będzie to nie ma sensu tego kontynuować.. Muszę mieć jakąś pewność, że czytacie. :)

sobota, 11 maja 2013

niedziela, 5 maja 2013

piątek, 19 kwietnia 2013

ZAWIESZAM

Wybaczcie mi, ale mszę zawiesić bloga. Nie wyrabiam z trzema blogami z opowiadaniem. Dodatkowo wzięłam na siebie bloga ze zdjęciami. :o 
Więc, jeśli ktoś w ogóle to czyta, jeszcze raz bardzo przepraszam. Może co jakiś czas będę dodawać rozdziały. :) 
Pozdrawiam i zapraszam na poniższe blogi :) 
Chociaż co do drugiego bloga mam wątpliwości, czy będę go prowadzić. Na razie skupiam się na tym pierwszym. :)

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 25

-C-co się dz-dzieje?- zapytałam zdezorientowana łapiąc swoją głowę oburącz.
-Operacja...- wyszeptał Justin.
Chwilę musiałam myśleć, zanim to do mnie dotarło. Nie pytając o nic więcej, położyłam wygodnie głowę na noszach i zamknęłam oczy. To nie działo się naprawdę!

Z Perspektywy Justina

Jebany idiota. Mogłem za nią wybiec, a co zrobiłem? Zostałem i czekałem. Oczywiście przyszedł ten pierdolony Styles. Ola jest mu obojętna, więc wiem, że jej nie kochał. Pocałunek był tylko po to, aby się na mnie odegrać. Cóż... nazwał ją dziwką i zapłaci za to. Obiecuję!

-I co z nią?- zapytałem z nadzieją w oczach lekarza wychodzącego z sali operacyjnej.
-Operacja się udała. Wszystko jest dobrze, z małym problemem.- widziałem smutek w oczach mężczyzny.
-C-co?- zadrżałem. Miałem tysiąc myśli i ani jedna nie była pozytywna.
-Ręka może nie zrosnąć się poprawnie, bo było bardzo mocne połamanie kości na bardzo drobne kawałki. To grozi amputacją, bo każdy taki mały odłamek może uszkodzić coś w rękę.- lekarz położył rękę na moje ramie.
-Dobrze, postaram się, aby do niczego takiego nie doszło.- przytaknąłem.- A mogę przynajmniej zabrać ją do domu?
-Jeżeli pozwolisz, aby lekarze byli na miejscu. Inaczej nie.
-Okej.

Mijała godzina po godzinie. Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Nie potrafiłem żyć bez odrobiny uśmiechu Oli. To przykre. Nagle otworzyły się drzwi a do pokoju weszła pielęgniarka z wózkiem. Siedziała na nim Aleksandra. Była blada jak ściana, jej oczy praktycznie wypełniał żal. Rękoma nie była w stanie poruszać, a co dopiero nogami. Jej wargi były sine, a włosy straciły swój blask. Jej spojrzenie nie miało najmniejszych emocji. Dotychczasowo widziałem w niej tylko piękną, zabawną, roześmianą Olę. Dziewczynę, w której było sto procent szczęścia, sto procent seksu, sto procent miłości, sto procent piękna. Jak taka operacja mogła ją zmienić... Spojrzałem na nią smutno. Jej wyraz twarzy pozostawał kamiennym. Nie mogłem uwierzyć w to, że nikt nie pomógł tej dziewczynie. Ja... ja po prostu byłem rozczarowany... sobą...
Przed sobą miałem smutną, zmęczoną dziewczynę. Nie była w stanie nawet wydobyć cichego dźwięku. Nie potrafiła poradzić sobie z depresją i emocjami, które panowały w środku jej drobnego ciała. Patrzyłem na nią bezradnie. Jeszcze wczoraj było normalnie. No a teraz? Teraz było krytycznie. Każdy najmniejszy ruch mógł spowodować utratę kończyny. Wiedziałem, że się bała wszystkiego co ją otaczało. Ona nawet mnie nie rozpoznawała. Przynajmniej tak myślałem...
-Zabiorę cię o domu, okej?- zapytałem, jednak po chwili zrozumiałem, że to niepotrzebnie wypowiadane słowa. Jej twarzyczka przybrała łagodniejszy wyraz, a kąciki ust prawie niewidocznie się uniosły. Zrozumiałem, że to znaczyło TAK.
-Ja...- próbowała coś powiedzieć, lecz nawet szept sprawiał jej trudność.
-Ciii, skarbie, cii...- pocałowałem jej słabą rękę.- Nic nie mów. Wiem.
Wiedziałem, że ból pchał ją w stronę przepaści, ale jednak się nie poddawała. Miała przeciętą wargę, a na czole głęboką ranę. Była w siniakach i wszelkich ranach i przecięciach. Nie mogłem wytrzymać patrząc na nią w takiej sytuacji.
-Poczekaj.- wyszeptałem wychodząc z pokoju.
Na korytarzu nie było nikogo, więc usiadłem na krześle i włożyłem twarz w ręce. Łzy leciały po moich policzkach. To wszystko sprawiało, że cierpiałem razem z nią nie wiedząc, co ze sobą zrobić, jak pomóc.
-J-Justin?- zapytał ktoś nade mną.
-Czego?- warknąłem ocierając twarz.
Była to Selena.
-Słyszałam o wypadku od Harrego. Biedna Ola...
Nic nie odpowiedziałem tylko przytuliłem ją i zacząłem ponownie płakać.
-Justin...- wyszeptała łagodnie Sel.- Nie bój się swoich uczuć. Ola z tego wyjdzie, zobaczysz. Musisz mieć nadzieję i wiarę.- uśmiechnęła się gładząc mnie po twarzy.
Przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z Seleną. Chciałem, aby tak wyglądały i te z Olą, ale to nierealne. Kurwa, jak chciałbym widzieć ją radosną i rzucającą mi się na szyję.
-Nie wiesz w jakim jest stanie, jak wygląda...- wyszeptałem łamiącym się głosem.
-Nie wiem, ale wolę do niej iść niż udawać, że mnie to nie obchodzi.
Jedną z cech, które kochałem w Selenie było martwienie się o innych. Zawsze wszystkim pomagała. Zawsze była blisko. Zawsze wspierała.
-Tak...- przygryzłem wargę.
Skierowaliśmy się do pokoju, ale kiedy weszliśmy z twarzy Seleny zniknął uśmiech. Zaczęła również płakać, ja instynktownie ją przytuliłem prowadząc do Oli. To już nie była ta sama dziewczyna.
-Olu...- Sel delikatnie przytuliła Olę.
Usiadłem po drugiej stronie łóżka.
-Olu...

Z Perspektywy Oli


Wszyscy siedzieli przy moim łóżku patrząc na mnie jak na trupa. To fakt, byłam nim, szczerze mówiąc, ale bez przesady! Gdy Justin wszedł do pokoju Selena zaczęła płakać. On przytulił ją, co zabolało mnie strasznie. Nie byłam przyzwyczajona do takich sytuacji, ale pierwsze co zrobiłam to było kilka łez. Niewidocznych łez. Jednak chwilę potem wiedziałam, że Justin nie wiedział co robić i przytulił Sel. Widziałam jego zmieszany wyraz twarzy. Widocznie nie był nigdy w takiej paskudnej sytuacji, w której jego dziewczyna miała wypadek, jego była dziewczyna ryczy, a on sam nie wie co ma robić. 
-Justin...- męczyłam się ze słowami.
-Ciii... Odpoczywaj.
Wyszeptałam tekst z mojej ukochanej książki, której nie znałam tytułu. Czytałam ją, gdy byłam mała i czegoś się bałam. Była oczywiście po angielsku.
-I'm not afraid. I'm just me...-ciche słowa wychodzące z moich ust pozwoliły Justinowi i Selenie mocno się zdziwić. 
-Wiem.- uśmiechnął się i pocałował mój policzek. Usta zaczęły mnie przeraźliwie boleć. Miałam zszytą ranę i nie powinnam mówić. To są tego konsekwencje. Cóż, ja zazwyczaj mam najgorzej. 
Selena ścisnęła mocniej moją dłoń, aby wiedzieć, czy wszystko okej. Chyba mogła się domyślić po moim jęku, że niezbyt. Jus zawołał jakąś pielęgniarkę, żeby sprawdziła wargę. Leciała mi krew i zaczęło mnie jeszcze bardziej boleć.
-Zaraz przyniosę sprzęt i zszyję ranę.- powiedziała w pośpiechu młoda kobieta.

Obudziłam się. Za oknem było ciemno. Na zegarku wskazówki pokazywały drugą trzydzieści cztery. Nie mogę zasnąć. Cały czas przeraża mnie myśl, że mogę stracić rękę. To nienormalne, że lekarze nic z tym nie zrobili. Jednak jest coś gorszego. Mam i będę mieć uraz do końca życia. Już nigdy nie zaufam Harremu. Nazwał mnie dziwką, suką i czym nie jeszcze... To boli, ale przemija... U osób, które nie są w zaawansowanej wrażliwości. Niestety, jeżeli będzie coś ode mnie chciał, nie odezwę się słowem. Nie każdego dnia wysłuchuje się, że miało się być czyjąś zemstą za złamane serce. Wiem, że Harry tego żałuje, a Justin jest załamany. Ja nie wytrzymuję psychicznie i fizycznie. Wszystko mnie boli na zewnątrz, jak i w mojej wyobraźni. Uczucie, że ktoś chciał cię tylko wykorzystać jest okropieństwem. Oczywiście, jak mówiłam, zawsze mam najgorzej. Zawsze. Ilekroć siadałam na ławce w szkole, od razu mnie z niej zrzucano. Gdy kiedykolwiek stałam w sklepiku szkolnym, zostałam wywalana na sam koniec. Tu było podobnie. Jednak ja zostałam w tej sytuacji wywalona z równowagi. Nie mogę pojąć, dlaczego Harry nie użył do swych czynów Skyller, Kaśki, Brit lub Nati? Czemu to miałam akurat być ja? Przecież nic mu takiego nie zrobiłam. Teraz w takiej sytuacji nawet mi  nie pomógł. Przez niego mam tak a nie inaczej. Justina nie obwiniam, bo chciał dać mi ochłonąć, ale czy Harry aby na pewno jest taki przyjacielski dla wszystkiego co jest wokół? Hm... Wystarczy mi tylko, że mnie okłamał mówiąc, że mnie KOCHA. No tak, ale ja byłam ta głupia... Mogłam nie dopuścić do niczego takiego i byłoby okej. Gdybym tylko od początku trzymała się planu... Ale... ja nadal mogę go realizować. W sumie, tylko wobec Harrego. Reszta członków zespołu na to nie zasłużyła. Miałam być oschła i niemiła  dla nich. Cóż... to tylko jedyne rozwiązanie problemu z Harrym. Nie jestem w stanie się dłużej nad tym zastanawiać. Zamiast tylko skręconej kostki, mam złamaną rękę, jestem posiniaczona, poraniona i cierpiąca. Jeżeli Harremu na tym zależało to mogę powiedzieć tylko : "Masz, czego chciałeś.". Po tych słowach odeszłabym gdziekolwiek, byle dalej od niego. Rzuciłabym się Justinowi na szyję i poszlibyśmy nad Californijskie morze... Jakby było fajnie. To tylko marzenia, które się prawdopodobnie nie spełnią. Dlaczego zawsze tak jest? - To po prostu moje życie... Moje nędzne życie. Nie zasługuję nawet na Justina. Chociaż nie wiem, czemu mam tak uważać. Przepraszam, ja zasługuję na kogoś, kto się mną zaopiekuje, kogoś kto będzie mnie kochał i pieścił, ktoś kto będzie wspierał. I tym kimś jest właśnie Justin...

~~
Nie jest chyba aż tak przesłodzony, co? :3

wtorek, 19 marca 2013

I Am Killer.

Hej!
Kilka słów do was. c:
Mam nowego bloga i chciałabym się dowiedzieć, czy jest fajny. I Am Killer opowiada o pewnej dziewczynie posądzanej o morderstwo, która później się nim staje. Jednak na drodze staje jej UTRATA PRZYJAŹNI, MIŁOŚĆ, POLICJA, POPRAWCZAK.
Dalsze losy możecie śledzić czytając kolejne rozdziały Killera.
Zapraszam serdecznie. :3

środa, 13 marca 2013

Rozdział 24

   Obudziłam się strasznie wcześnie. Zerknęłam na zegarek; była piąta siedemnaście. Przykryłam się kołdrą i zamknęłam jeszcze na chwilę oczy. W głowie miałam obraz Harrego wchodzącego z zezłoszczoną miną. Potem jak przez mgłę. Nic nie pamiętałam. Czułam się jak w horrorze. Wtedy ujrzałam coś jeszcze oprócz jego wściekłego wyrazu twarzy. Zauważyłam niepokój i żal w jego oczach. Czyżby martwił się o Justina? Być może dowiedział się o czymś, czego ja o Justinie nie wiem? Może boi się o mnie? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Wiedziałam, że chłopcy się pokłócili. Tylko o co? Jedynym powodem do kłótni była Sasha Strusin, albo... hmm... ja. Ogarnął mnie w tej chwili strach. Postanowiłam już przestać myśleć na ten temat. Ściągnęłam z siebie cieplutką kołdrę i wstałam. Ruszyłam w kierunku łazienki, kiedy potknęłam się o coś i upadłam. Bolała mnie kostka u prawej nogi.  Spojrzałam w stronę rzeczy, przez którą prawdopodobnie skręciłam kostkę. Była to niewielki, czarny przedmiot przyprawiający mnie o dreszcze. Uświadomiłam sobie co to jest i chwyciłam to w ręce. Był to mój plecak. Nie wiedziałam nawet, że go wzięłam ze sobą. Musiała mi go wsadzić mama. Mimo bólu kostki przesunęłam nogę tak, aby siedzieć po turecku, po czym przycisnęłam do piersi skórzany plecaczek. Przypomniałam sobie, że mama kupiła mi go na urodziny rok temu. Niekontrolowanie zaczęłam płakać. Przytuliłam jeszcze mocniej do siebie przedmiot, po czym zaczęłam szeptać.
-Pomogę ci, mamo. Obiecuję...- łkałam.
Nie mogłam odpędzić od siebie tych wstrętnych myśli o śmierci. Teraz liczyła się tylko mama. Nie mogła umrzeć na tą pieprzoną białaczkę. Podniosłam się z bólem i zaczęłam kuśtykać do łazienki. Usiadłam wygodnie w wiszącym fotelu, po czym zajrzałam do środka prezentu od mamy. Zawartość była niesamowicie ważna! Znajdowała się tam kartka od mamy z napisem : "Kochanie, mam białaczkę. Postaram się poradzić z tą chorobą, żeby móc być z wami. Jeśli umrę, zawsze będę przy tobie... Możliwe, że wiesz o tym jako pierwsza. Poradzę sobie, a przynajmniej jestem pozytywnej myśli. Belive me :)" Poczułam natychmiastowe ukłucie serca. Ostatnie słowa dodały mi otuchy. Czułam, że sobie poradzi. Poradzi... prawda? Schowałam karteczkę do środka, ale wtedy zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Wyciągnęłam ją; była to koszulka. Koszulka ze mną i moją mamą. Na metce było napisane: "Tak na pamiątkę, skarbie, żebyś o mnie zawsze pamiętała :)" Wstałam i natychmiastowo poszłam do garderoby. Wybrałam czystą bieliznę i założyłam sobie bluzkę. Była biała, czyli, że mam być dobrej myśli. Podbiegłam do szuflady ze skarpetkami i wyciągnęłam różową parę. Następnie ubrałam ciemne jeansy z wąskimi nogawkami. Zajrzałam do plecaczka, żeby upewnić się, czy niczego nie pominęłam. Faktycznie, pominęłam. W środku była jeszcze bluzka w takim samym kolorze i z tym samym nadrukiem tyle, że z długim rękawem. Cieszyłam się, że mama pomyślała, ponieważ było mi cholernie zimno w krótkim rękawku. Przebrałam się natychmiast, a tamtą bluzkę starannie złożyłam i wpakowałam do plecaka. Potem odłożyłam go w bezpiecznym miejscy. Nie chciałam, aby ktokolwiek dowiedział się o białaczce mamy. Oprócz Justina. On już wiedział. Wtedy nie mogłam mu skłamać. Spojrzałam na skarpety. Prawa stopa opuchła mi strasznie, więc szybko zdjęłam ją z nogi. Poczułam przeraźliwy ból na co jęknęłam głośno. Pokuśtykałam do umywalki i umyłam zęby. Spojrzawszy w lustro przeraziłam się. Byłam cała czerwona, łącznie z oczami, i opuchnięta. Przemyłam twarz zimną wodą i wytarłam dokładnie skórę. Rozczesałam sobie poplątane włosy, po czym wyszłam z łazienki. Właściwie to wyskakałam z łazienki na jednej nodze. Pieprzona kostka. Gdy tylko odwróciłam myśli od bólu odruchowo położyłam nogę na ziemi. Natychmiast pożałowałam tego i z krzykiem poleciałam na podłogę. W pokoju zjawił się Justin, a zaraz po nim przybiegł Harry.
-Co się stało, Olu?- zapytał zaniepokojony Justin, gdy Harrego nie było jeszcze w pokoju.
-OLA! Słyszałem krzyki i... co on tu robi?- zapytał zażenowany Harry.
-Ja mogę powiedzieć to samo o tobie, kretynie.- potrząsnął głową Justin.
-Przestańcie, proszę!- krzyknęłam ze łzami w oczach. Ból był niesamowicie silny.- Pomóżcie mi!- jęknęłam.
Harry zaczął iść powoli w moim kierunku, lecz niestety nie był pierwszy. Justin szybko go wyprzedził i wziął mnie na ręce.
-Nie rozpędzaj się, Styles.- zakpił.- Otwórz drzwi, jełopie.
Harry tylko warknął na niego i otworzył drzwi. Wiedział, że robi to dla mnie. Przeszliśmy szybko przez korytarz, a potem Justin wolno znosił mnie po schodach.
-Bieber. Daj mi ją i odpal samochód.
-Ty cholerny....- zaczął Justin.
-Przestańcie się kłócić. Idź odpal samochód Justin, Harry mnie weźmie.- przerwałam mu.- Zaufaj mi.- uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Dobrze.- przygryzł wargę, po czym ostrożnie podał mnie Harremu i wziął kluczyki.
-Harry prowadzisz.- przytuliłam się do niego.
-Nie chcę. Niech on prowadzi.- zaprzeczył.
-Ja wolę, żebyś ty prowadził. Jesteś chyba bardziej opanowany.- uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby Justin usiadł ze mną z tyłu. Przynajmniej tutaj mogliśmy trochę pobyć razem.
-N-no... okej.- zgodził się po namyśle.
Zatrzymawszy się przy drzwiach Harry ubrał mi kurtkę, wcześniej sadzając mnie na szafce, a następnie sobie. Justin był w krótkim rękawku, więc zanim wyszliśmy chwyciłam jego kurtkę.
   Harry ostrożnie położył mnie na tylne siedzenie dając koc, który trzymał w bagażniku. Nie był zadowolony, że musi prowadzić. Zamknął drzwi i podszedł do Biebera stojącego przy drzwiach auta.
-Słuchaj, coś jej się stało, a my nie wiemy co.- zaczął Harry.- Jedźmy do szpitala. Idź do tyłu; chciała, żebym prowadził.
-Dobra.- warknął do niego Justin.- Mmm... z przyjemnością pójdę do tyłu.- uśmiechnął się łobuzersko, na co oczy Harrego zapłonęły zazdrością. Po chwili jednak zdołał się uspokoić i usiadł na miejsce kierowcy. Justin usiadł koło mnie, a ja swobodnie położyłam swoją głowę na jego kolanach. Natychmiast mnie przytulił.
-Masz kurtkę.- uśmiechnęłam się.
-Dzięki.- Justin zniżył się i pocałował mnie w usta. Harry co chwilę spoglądał w lusterko i z nienawiścią patrzył na Biebera. Czuliśmy się niekomfortowo, więc poprzestaliśmy na tym pocałunku. Justin przytulił mnie do siebie.
   Dziesięć minut leżałam w ramionach Justina. Nagle Harry oznajmił nam, że jesteśmy pod szpitalem. Justin nie zastanawiając się wysiadł i wziął mnie na ręce. Powoli kierował się w stronę wejścia. Harry zablokował samochód i podążał za nami bacznie się rozglądając. Przytuliłam się mocno do Justina. On niósł mnie w swoich ramionach, a ja czułam się jakbym była w siódmym niebie. Poprawka, ja byłam w siódmym niebie.
   Weszliśmy do szpitala. Harry podbiegł do recepcji, a Justin powolnym krokiem zaczął wchodzić po schodach.
-Justin, ale co ty robisz?- zapytałam zdziwiona.
-Hmm... niosę cię na rękach do jakiegoś lekarza. Harry właśnie załatwia ci pokój, żebyś mogła tu pobyć kilka dni.
-Ale po co?
-Żebyś wyzdrowiała. No właśnie... co ci jest?- zapytał Justin.
-Prawdopodobnie na pewno skręciłam kostkę.
-Oby tylko skręciłaś.
Natknęliśmy się w końcu na jakiegoś lekarza.
-Słucham?- zapytał doktor, nie spuszczając oczu z jakiejś listy.
-Moja dziewczyna prawdopodobnie na pewno skręciła kostkę.- powtórzył po mnie.
-Nazwisko.
-Bieber.
-Bie-Bieber?- zapytał lekarz odrywając się od kartki.- Justin Bieber?
-Tak.- zaśmiał się chłopak.
-Moja córa cię uwielbia.- rzekł wesoło.- Dasz mi dla niej autograf?
-Jasne, tylko chciałbym, żeby ta dziewczyna została wyleczona.
-Oczywiście.- uradował się lekarz.
   Justin ostrożnie położył mnie na łóżku. Spojrzałam na szpitalny zegarek. Była za dwadzieścia siódma. Lekarz poruszał moją stopą, na co krzyknęłam głośno.
-Ciii, skarbie, będzie okej.- przytulił mnie Justin.
Ścisnęłam jego rękę tak mocno, jak to tylko możliwe. Justina to nie ruszyło. Był spokojny... Taki opanowany. A ja? Ja wrzeszczałam, jak wariatka, kiedy lekarz lekko dotknął mojej nogi.
-Hmm... To tylko skręcenie.- stwierdził lekarz.- Zostaniesz w szpitalu dziś na noc, bo od samego rana mamy mnóstwo problemów z pacjentami. Za godzinę przyjdę tu sprawdzić, czy się trzymasz i potem znów za jakiś czas przyjdę, żeby zrobić prześwietlenie.
-Ale, czy nie powinno się robić tego od razu?- zapytałam zdziwiona.
-Powinno. Dlatego też chodź.
   Doktor posadził mnie na wózek, a Justin pchał go. Doszliśmy do jakiegoś pokoju, po czym lekarz z pomocą Justina przesadził mnie na łóżko. Kazał się nie ruszać, ponieważ trzeba zrobić rentgen. Zostawili mnie tak samą i skazaną na bezruch. Jednak po chwili wrócili.
-Panienko, masz bardzo mocne skręcenie kostki. Nie będę ci tego raczej tłumaczył, bo przecież i tak nie zrozumiesz.- zaśmiał się doktor.
-Okej.

- Przykro mi, że musisz tu zostać.- spuścił głowę Justin.
-Wiem. Mi też.- patrzyłam mu prosto w oczy. Zaśmiał się.- Z czego się śmiejesz?
-Z tego, jaką mam seksowną dziewczynę.
-Pierdolisz.- posmutniałam.
-Wcale nie.
-Jestem w piżamie szpitalnej, bądź cicho.- zachichotałam.
W odpowiedzi pocałował mnie. Odrzuciłam go ode mnie ze śmiechem.
-Nie. Nie możemy. Jestem w stanie krytycznym Justin.- zachichotałam.
-Ej, noooo!
-Tak ogółem to gdzie jest Harry?
-Pojechał do domu i powiedział, że jesteś w szpitalu.
-Okej.
   Godzinę później siedziałam sama w pokoju. Justin pojechał do domu chłopaków, aby wziąć potrzebne dla mnie rzeczy. Dokładnie objaśniałam mu co miał ze sobą zabrać.
   Przyszedł lekarz.
-No, panienko. Jedziemy założyć gips na nogę.
-Dobrze.
Zawiózł mnie do swojego "gabinetu". Posadził na krześle i zaczął wkładać gips. Po tym godzinnym zabiegu (Robił to baaaardzo dokładnie) wreszcie mogłam spuścić moją nogę. Owinął mi gips jeszcze bandażem, po czym odwiózł mnie do pokoju. Tam czekała na mnie niespodzianka. Na łóżku leżał Bieber.
-Cześć, wróciłem.
-Zauważyłam.
-Słuchaj, skarbie, o co poszło wczoraj tobie i Harremu?
Justin potarł skronie. Skrzyżował ręce na piersi.
-Słuchaj, wczoraj Styles przylazł do mnie do garderoby i zaczął pierdolić, że jesteś jego, i że do siebie nie pasujemy. Wspominał coś, że mamy zerwać. A no właśnie.... całowałaś się z nim?-zapytał podejrzliwie Justin.
-Niestety tak. Zrobił to na siłę, bo nie chciałam.- popłynęło mi kilka łez po policzku.
-Hej, dlaczego płaczesz? To nic złego...- Justin potarł moje ramie.
-Nie chodzi o to, czy to coś złego, tylko o to, że Harry ci to wszystko powiedział. Nie myślałam, że jest taki... taki wredny i fałszywy.- schowałam twarz w dłoniach.
-Nie przejmuj się. Dalej było tylko gorzej. Styles, gdy tylko śpiewałem "Boyfriend" wparował na scenę i odebrał mi mikrofon. Zaczął przy wszystkich fanach gadać o tym, że całuję każdą napotkaną laskę i włóczę się po klubach nocnych.
-Przykro mi...
-To nie wszystko. Na koniec popchnął mnie, a co najgorsza pobiliśmy się przed tysiącami fanów. Jest mi głupio, ale to nie moja wina, że chciał mnie nazwać męską dziwką.- Justin był wkurzony na maksa. Wiedziałam, że zaraz eksploduje i będzie po mnie.
-Uspokój się...- przytuliłam go, ale on nie słuchał.
-Nie dam spokoju, kutasowi, dopóki nie powie, że to jego wina, a co najważniejsze... przeprosi mnie.
-Na pewno, ale...
-Ale co? Będziecie się całować? Nie mała, nie wchodzi grę.
-JUSTIN!- krzyknęłam wściekła.- To, że zmusił mnie do całowania nie znaczy, że mamy to robić. Jestem z tobą, a nie z nim. Niestety chyba już nie.- usiadłam na wózek.
-Ja... przepraszam... nie chciałem...
-Daruj sobie. Już mam dość. Nasłuchała się za dużo.- warknęłam w jego kierunku, po czym wolno wyjechałam z pokoju.
Justin nawet nie próbował za mną biec. Skierowałam się w jakieś ustronniejsze miejsce i zaczęłam płakać. Nagle obok mnie pojawił się Harry. Jestem głupia. Siedziałam na wózku obok schodów, które prowadziły do mojego pokoju.
-Co się stało, Olu?- zapytał niewinnie.
-Jesteś głupi! Nienawidzę cię!- krzyknęłam przez łzy.
-Ale co ja...
-Daruj sobie, nie chcę cię znać!- krzyknęłam, po czym chciałam odjechać, ale niestety zamiast do przodu mój wózek pojechał do tyłu i właśnie spadałam ze schodów.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Na pooooooooomoc!
Nic nie dało moje krzyczenie. Nikt nie był w stanie mnie złapać. Moja złość doprowadziła mnie do wypadku. kolejnego wypadku. Zrobiłam kilka fikołków na schodach. Czułam rozcięcie na palcu i nodze. Poczułam również, że uderzyłam mocno o kant i ręka mocno mnie zaczęła boleć. Gdy byłam już na samym dole poleciałam głową na podłogę i mocno w nią walnęłam. Byłam nieprzytomna.

*Wokół mnie krążyły białe duchy. Uciekałam przed nimi, ale one były wszędzie. Przed sobą zauważyłam kłócących się Harrego i Justina. Moja wściekłość znów powróciła do mnie. Nie byłam na wózku, byłam na nogach. Stanęłam między nimi i obydwóch powaliłam silną pięścią. Duchy nagle zniknęły, Nicość wokół mnie zamieniła się w szpital. Stałam pośrodku i patrzyłam na samą siebie. Leżałam na dole z przeciętą nogą i twarzą. Moja ręka była dziwnie wygięta, co świadczyło, że jest złamana. Na głowie miałam siniaki i leciała mi krew. Odruchowo włożyłam twarz w dłonie, ale gdy tylko spuściłam ręce znalazłam się pomiędzy Justinem a Harrym. To był real. Moja dusza krążyła po prawdziwym świecie. Nie rozumiem.
-Styles! Pierdoli cię do końca?!- zapytał wściekły Justin.- Jak mogłeś za nią nie biec?
-Mogłem się zabić!
-A co jak ona może nie żyć?! Debilu, myślisz?- zapytał Bieber.
-A czemu płakała?
-Bo powiedziałem jej co się stało wczoraj. I chyba lekko przesadziłem. Powiedziałem o dwa słowa za dużo.- Justin rzucił się na łóżko spuszczając głowę.
-Nieważne.
-Co nie jest ważne? - Justin uniósł głowę, a w oczach miał 100 % czystej nienawiści.- To, co się stało nie jest dla ciebie ważne? Ola nie jest dla ciebie ważna?
-Pieprz się!
-Jednak miałem co do ciebie rację. Jesteś tylko kutasem, którego nie obchodzi nic oprócz własnej dupy. Chciałeś, żebym zerwał z Olą tylko dlatego, że nienawidzisz mnie za tamto? Nie moja wina, że twoja laska się do mnie przyssała. Byłem mocno wstawiony. Nie myślałem. Nie funkcjonowałem. Alkohol mną kierował.
-Może i masz rację, ale nieważne. Weź ją sobie. Nie chcę już tego słuchać. Powiem ci jedno... ona jest dla mnie nie ważna. 
-Jesteś dupkiem.- Justin zaśmiał się sarkastycznie.- Powiem jej co o niej myślisz. Wreszcie dowie się prawdy. Chciałeś z nią być, aby się zemścić? Nie igraj z cudzymi uczuciami, Styles. Ona ci tego nie puści płazem.
-Pierdol się. To dziwka.
Jak on mógł nazwać mnie w ten sposób? Jak mógł o mnie wygadywać takie rzeczy? To wszystko, co robił było... tylko fikcją?
-Jasne.- znów Justin parsknął sarkastycznym śmiechem.- Teraz to jest dziwka, bo spadła ze schodów. Jest dziwką, bo cię nie kocha. Jest dziwką, bo jest ze mną. Zastanów się nad słowami Styles.- warknął Justin i podszedł do niego z niebezpiecznie zaciśniętą pięścią. 
-Tak, jest dziwką. Nie dlatego... Jest nią, ponieważ całuje się z każdym.
-Jasne.- pięść Justina powędrowała w górę i mocno uderzyła Stylesa. Hazza runął na podłogę i ocierał krew, lecz po chwili znów był na nogach i też uderzył Justina...

Pamiętałam tylko, że walkę wygrał Justin. Nic więcej. W głowie mi szumiało.
-Gdzie... Gdzie ja jestem?- zapytałam.
-Jedziesz na operację. Nagłą operację!
Justin wędrował za lekarzami. Miał podbite oko i zakrwawiony nos. To nie był sen! Ja naprawdę tam byłam!

~~
Po dłuższym namyśle stwierdziła, że będę kontynuowała to opowiadanie do końca. Może ten rozdział nie jest zbyt przyjemny do czytania, ale chyba warto to przeczytać, żeby wiedzieć. :3
Pozdrawiam. Rozdziały będą nieregularnie. :3

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 23


Na początek chciałam tylko powiedzieć, że nie będę dodawała kolejnych rozdziałów jak pod każdym nie znajdzie się przynajmniej dziesięć komentarzy, Chcę mieć jakąś pewność, że czytacie. Okej? :3
Rozdział krótki...




Czas wracać do domu. To znaczy do 1D. Dostałam milion SMS'ów od Harrego, Zayna, Kaśki i Louisa. Nie wytrzymałabym kolejnego dnia w Kalifornii. Zaczęłam się pakować. Paulina odleciała do Polski wczoraj. Pożegnaliśmy ją na lotnisku i poszliśmy na plażę. Teraz jest czas na mnie. Justin leci ze mną, a pozostali zostają. Mała Jazmyn i słodki Jaxon muszę lecieć już jutro, więc mamy ostatnie kilka godzin na pożegnanie się. Znów wrócę do fioletowego pokoju, liliowej łazienki i zielonej garderoby.  Znów przytulę chłopaków... Kasię... Znów się znajdę w Londynie.
   Godzina rozmyślań i pakowania się. W końcu jadę na lotnisko. Wszyscy są... Pattie, Jazmyn i Jaxon, Erin i Jeremi, mała Ava wraz z Daniellem i Carly, a przede wszystkim Justin i ja. Nawet James i Kayla przyszli, żeby nas pożegnać. Justin ciągnął nasz walizki.
-Uważajcie na siebie.- powiedziała Pattie równo z Erin i Jeremim.
-Na pewno.- odpowiedział chłopak.
Potem nastąpił wspólny uścisk, a następnie już z Justinem szłam do samolotu. Nie chciałam rozdzielać tej rodziny. Cóż, Justin sam tego chciał.

Samolot. Justin. Ja. Pierwsza klasa.
Siedzieliśmy na swoich fotelach co chwilę się śmiejąc, a od czasu do czasu całując. W jednej chwili byłam rozbudzona i pełna życia, a w drugiej zmęczona i byłam tylko żywa. Oparłam głowę o ramie Justina. Zasnęłam.

Z perspektywy Justina


Nudziło mi się w samolocie, gdy tylko Ola zasnęła. Nagle przede mną pojawiła się znana twarz. Był to niejaki Lil Twist:
-Siema- odparł po paru sekundach.
-Hej- oblizałem usta.
-Dawno się nie widzieliśmy.- zaśmiał się cicho.
-Prawda.- przytaknąłem.- Po co lecisz do Londynu.
-Po to i owo.- mruknął.- Trzeba się spiknąć.
-Może.- powiedziałem odwracając głowę.
-Kto to?- zapytał szybko.
-Jest moja. Nie myśl o niczym.- warknąłem.
-Wyluzuj stary.
-A ty się odpierdol.
-Dobra, dobra. Musimy się spiknąć, bo widzę, że kompletnie zapomniałeś o naszej przyjaźni.- zaśmiał się.
-Kiedy i gdzie?- zapytałem.
-Jutro w hotelu Beach. Przyjdź o dwudziestej. Możesz ją zabrać.- wskazał głową na moją dziewczynę.
-Spoko. Obróć się.
Ola zaczęła kręcić się w fotelu. Powoli otwierając oczy przetarła je i przeciągnęła się.
-Gdzie my...?
-W samolocie do Londynu.- odpowiedziałem szybko.
-Aha.- przymknęła oczy.
-Śpij dalej.- zachęcałem.
-Nie... Masz wodę?- zapytała.
-Mam. Proszę.-podałem jej butelkę.
Po minucie Ola całkowicie się rozbudziła i mogliśmy gadać. 


Z perspektywy Oli


Przez resztę lotu Justin wydawał się jakiś inny. Był spięty i nerwowo patrzył na siedzenie przed nami. 

W końcu upragnione lotnisko w Londynie. Po wyjściu czekała na nas limuzyna. Limuzyna z One Direction. Oczywiście wysłałam Kasi SMS kiedy będę. 

-To dobry pomysł?- zapytał Justin.
-Tak.
-No to okej.
Wsiedliśmy do limuzyny. Wszyscy oprócz Britney i Natalii siedzieli w samochodzie.
-Ola!- krzyknął radośnie Harry.- A co on tu robi?
-Jak widać, jestem.- Justin łobuzersko się uśmiechnął.

W domu! Jestem w domu 1D! Tylko o tym marzyłam przez ostatnie kilka godzin. W limuzynie było strasznie! Co chwilę Justin i Harry wdawali się w kłótnię, a ja i Kasia ich rozdzielałyśmy. Skyller usiadła obok Hazzy i, gdy tylko zaczynał, przysuwała twarz do jego i zanudzała go seriami pytań.

Upragniony fioletowy pokój... Harry nie pozwolił Justinowi być ze mną. (;c) Dał mu pokój niedaleko Brit i Naty. Położyłam się na łóżku. Za kilka dni kończą się ferie i muszę wracać do Polski. To takie niesprawiedliwe!

-Cześć, mogę wejść?- zapytał Harry.
-Pewnie.
-Co jest między tobą a Justinem?- zapytał smutno.
-Miłość, Harry. Jesteśmy razem.- oznajmiłam mu.
-Dlaczego?
-Bo się bardzo lubimy.
-Wtedy... poszłaś do niego, prawda?
-Nieprawda. Szłam przed siebie i trafiłam do jakiegoś miasta. Błądziłam po uliczkach, kiedy nagle wpadłam na Justina. On zabrał mnie do siebie.  No i wiesz... Tak jakoś się w sobie zakochaliśmy...
-Aha- odpowiedział cicho i zaczął się kierować w stronę drzwi.
-Harry?
-Tak?- odwrócił się z małym uśmiechem na twarzy.
-Wracaj.
-Czemu?- skrzywił się.
-Bo tak.- zachichotałam.
Harry usiadł na na łóżku i wpatrywał się uważnie w moje oczy. Tylko czego mógł tam szukać?
-Harry...- westchnęłam.- Dlaczego tak bardzo się nie lubicie? Proszę, zaprzyjaźnij się z nim.
-Widzisz, Olu, kiedyś chodziłem z Sashą Strusin i na imprezie...- przerwał na chwilę szukając słów.- Na imprezie w Nowym Jorku pokłóciłem się z nią. Wtedy Justin nie chodził jeszcze z Seleną. Podszedł do niej i wykorzystał ją. Była pijana, zresztą on również. Zaczęli się całować. Nie wytrzymałem i przywaliłem mu w twarz. Ogólnie tak zaczęła się wojna między nami. Koniec...
-Och, Harry... Teraz wiem, dlaczego tak się nie lubicie.
-Dlatego właśnie nie chcę się z nim zadawać. Może i przyjaźni się z resztą zespołu, ale ja na to nie pozwolę.- westchnął.
-Dobrze. Po tej historii i tak nie zmienię zdania co do Justina. Będę z nim dalej. Wtedy był pijany, a teraz dba o mnie.
-Okej.- zrobił smutną minę.
-Harry no!
-Oj dobra, dobra.

Zadzwoniłam do mamy.
-Halo?- usłyszałam jej słaby głos.
-Mamo? To ty?
-Tak.- zakaszlała.
-Co ci jest?
-Bardzo źle się czuję, kochanie...
-Dobra, nie przeszkadzam. Odpoczywaj.
Rozłączyła się. Wiedziałam, że ta rozmowa bardzo dużo ją kosztuje. Zaczęłam płakać. W końcu ona na to nie zasługuje. Do drzwi ktoś zapukał, po czym wszedł. Nie byłam pewna, czy chcę teraz z kimś gadać, ale zdecydowałam.
-Kochanie, co ci jest?- zaniepokoił się Justin.
-Moja mama źle się czuje.
-Niedobrze. Mam dzisiaj koncert na rzecz białaczki. Dziś będzie bardzo duża liczba fanów.
-To dobrze.
-Zostań dzisiaj w domu. Chłopaki się tobą zaopiekują, okej?
-Okej.
-Pojutrze pojedziemy do Polski.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-Do twojej mamy, żeby wręczyć jej pieniądze.
-Jak to? Już jest tak dużo?
-Po dzisiejszym koncercie na pewno. Z poprzedniego wyszło sto tysięcy dwieście pięćdziesiąt dziewięć. Dziś też powinno wyjść coś podobnego, a może i wyżej. Nie płacz już.- podniósł lekko moją głowę, po czym delikatnie mnie pocałował.
-Dobrze.- odpowiedziałam przygryzając wargę.
-Mam nadzieję.

Dlaczego zawsze to ja mam najgorzej? Siedziałam na kanapie w salonie oglądając jakiś film. Wiecie, zabójstwo i jakieś inne pierdoły. Obok mnie siedział Louis i Niall. Oboje jedli popcorn popijając od czasu do czasu colą. Zayn i Liam zabrali Kasię i Skyller na obiecane zakupy. Natomiast Harry pojechał na koncert z Justinem. Wszyscy byli zdziwieni oprócz mnie. W końcu obiecał, że się z nim zaprzyjaźni.   Natalia i Britney poszły sobie dokądś.
-I jak? Podoba ci się film?- zapytał Horan.
-Jasne.- klasnęłam w dłonie.- Lubię oglądać horrory.
-No nareszcie ktoś...- zachichotał Lou.
Nastała chwila ciszy, bo dziewczyna w filmie kroczyła powoli korytarzem, aby odkryć co tak hałasowało.
-Nie wchodź tam! On cię zabije!- krzyczał Tomlinson.
-Louis opanuj się.- zaśmiałam się.
Laska otworzyła drzwi pokoju i się cofnęła. Na środku stał mężczyzna z zakrwawionym ramieniem, a obok facet z nożem. Ten z krwią wołał, żeby uciekała, a ten drugi podbiegł do niej i dźgnął ją w brzuch.
-A ostrzegałem!- powiedział triumfalnie Lou.
Oboje z Horankiem zaczęliśmy się śmiać. Nagle ktoś wszedł przez drzwi.
-Harry...?- krzyknęliśmy wszyscy.

środa, 27 lutego 2013

Rozdział 22

Od Harry:
"Olu, kocham cię i bardzo przepraszam za to, co zrobiłem. Nie myślałem trzeźwo. Byłem pojebanym idiotom. Proszę, wróć. Jutro wracamy do Londynu i nie chcemy cię zgubić. Kochanie, błagam! 
Twój Harry <3 xx"


Ten tekst został mi w głowie. Nie mogłam normalnie myśleć i funkcjonować. Harry mnie zranił, a teraz za wszystko przepraszał? Nie, nie, nie. Tak łatwo ze mną nie pójdzie. Wzięłam się w garść i przynajmniej postanowiłam się sztucznie uśmiechać. Justin chodził z "miną mordercy" i nikt nie wiedział o co właściwie chodzi. Poranki nie należały w tym domu do najlepszych, ale to...? To już totalnie wytrąciło mnie z równowagi. Postanowiłam iść na spacer, gdzie będę mogła pobyć trochę sama. 

   Trafiłam do jakiegoś lasu. Czułam na sobie czyiś wzrok, a mimo to nie przestawałam posuwać się dalej w głąb puszczy. Przystanęłam. Mój telefon za wibrował kilka razy. Wyjmując go z kieszeni odblokowałam ekran i spojrzałam na wyświetlacz.

Od Harry:
"Wróć proszę! Popełniłem duży błąd... Gdzie jesteś?"


Łzy aż pchały do oczu na widok tego SMS'a. Było mi przykro, a jednocześnie byłam wściekła. Osoba podążająca za mną nie miała ochoty się oddalać. Ostrożnie stąpając wślizgnęła się za krzaki i obserwowała nie bystrymi oczami. Nie był to ktoś mojego wzrostu, bo szedłby inaczej i jeszcze bardziej uważnie. Podejrzewałam, że jakieś dziecko mnie śledzi. Utkwiłam wzrok w krzaku, który lekko się poruszał i wpatrywałam się w niego dobre dziesięć minut. Wreszcie ktoś wyszedł zza krzaków z nadąsaną miną i spuszczoną głową. Miał, a raczej miała długie długie, pofalowane, kasztanowe włosy i czerwoną sukienkę. Na nogach granatowe sandałki, a na siebie narzucony granatowy sweterek. Podnosząc głowę ujawniła swoją twarzyczkę. Duże, granatowe oczka pozwoliły mi rozpoznać małą Avę.
-Cześć.- powiedziała nieśmiało.
-Co ty tu robisz, Ava?- zapytałam chwytając się za koniec nosa. 
-No wiesz. Bawiłam się w detektywa i zaczęłam cię śledzić.- spuściła swoją małą główkę.
-Po co?
-Dla zabawy.
-A co gdybyś się zgubiła w lesie?- podniosłam głos.- Pomyślałaś o tym?
-Nie...- rozpłakała się i uciekła w stronę domu.
Byłam wkurzona na siebie i na nią. Co ta gówniara sobie wyobrażała? Mogła po prostu poprosić, żebym zabrała ją na ten pieprzony spacer, a nie zakradać się. Co gdyby zjawił się tutaj jakiś zboczeniec? Nieważne. Muszę za nią biec. Ta dziewczynka może się zgubić w tym kurewskim lesie. Hm... Teraz już wiem, że zyskałam bipolarność. Naprawdę. 
-Ava! Zaczekaj!- darłam się. 
Biegłam przez las dobre piętnaście minut zanim znalazłam ją siedzącą pod drzewem. Płakała. Nie powinnam zachowywać się tak wobec siedmioletniej dziewczynki. 
-Mogę?- zapytałam siadając obok niej.
-Nie.- odparła. 
-Dlaczego?- skrzywiłam się.
-Bo przez ciebie płaczę! Teraz już chyba mogę powiedzieć o tobie dziwka!- nie ukrywam, że jej słowa mnie zabolały. Natychmiast podniosłam się z miejsca. Opętał mnie szatan.
-Coś ty do mnie powiedziała?- zapytałam gniewnie.
-To, co słyszałaś!- syknęła przez łzy.
-Dobra, należało mi się to. Wstawaj.- uśmiechnęłam się sztucznie. 
-Co ty ode mnie chcesz? Nie wystarczy ci już znęcanie się nade mną?- załkała.
-Kto powiedział, że się znęcam nad tobą?!- zdziwiłam się. Jej słowa ukłuły mnie prosto w serce.
-Przez ciebie płaczę, nakrzyczałaś na mnie!
-Słuchaj, Ava. Nakrzyczałam na ciebie, bo mogło by ci się coś stać. W lesie jest niebezpiecznie. Nie wiem dlaczego płaczesz, ale przestań, bo to tylko mała sprzeczka między nami.
-Naprawdę? Tu jest niebezpiecznie?- Ava otworzyła szeroko oczy. Jak na siedmiolatkę miała rozum czterolatki.
-Tak. Jeśli coś stałoby się tobie, nie wybaczyłabym sobie. Chodźmy do domu i już nie płacz.- wzięłam małą na ręce. 
-Dobrze.- uśmiechnęła się i przytuliła mnie mocno. 


   Godzina jedenasta rano. Przyniosłam dziewczynkę do pokoju i poczułam wibrację telefonu w kieszeni. Znów dostałam SMS'a od Harrego.
Od Harry:
 "Kochanie, mam nadzieję, że nic ci nie jest. Proszę, wróć jak najszybciej do Londynu. Aktualnie jestem w samolocie. Została jeszcze godzina lotu. Wróć Olu. Czekam na ciebie. 
Kocham, Harry. xx"

Jak Harry mógł myśleć, że wrócę i wszystko będzie po staremu. Justin podszedł do mnie od tyłu i przyciągnął całując moją szyję. 
-Justin...- jęknęłam.- Pojutrze...
Bieber obrócił mnie do siebie. W jego oczach była dzika chęć czegoś. Zaś w moich niepewność i podniecenie. 
-Co pojutrze?- zapytał wzmacniając uścisk.
-Muszę wrócić do Londynu.- posmutniałam. 
-Nie, proszę. Zostań ze mną. 
-Nie, Justin. Muszę wrócić do Londynu. Obiecałam Zaynowi, Louisowi i Kaśce, że wrócę. 
-Nic nie jest w stanie cię przekonać, prawda?- zapytał z nadzieją w oczach.
-Nie skarbie. Chociaż... jedź ze mną do Londynu.- oplotłam rękami jego szyję.
-Dobra, ale nie ręczę za siebie, jak Styles coś ci zrobi.- syknął.
-Okej.- pocałowałam go w policzek.

Telefon za wibrował w mojej kieszeni.
Od Harry:
"Ola! Wróć do Londynu najszybciej jak się da! Kocham cię!
Harry xx"

Widać, że SMS nie spodobał się Justinowi. Natychmiast chwycił mój telefon i już chciał odpisać, kiedy mu go wyrwałam.
-Nie warz się nawet napisać jednej literki.
-Dobrze już, dobrze- podniósł ręce do góry- nie musisz tak na mnie naskakiwać- zaśmiał się.


  Wieczorem postanowiłam sobie cyknąć fotkę. Tak dawno nie zamieszczałam ni na Facebooku, że aż zaczęłam dostawać pytania na tablicy typu: "Dawno nic nie wstawiłaś... Coś ci się stało?!", "Ej, kiedy coś wstawisz. Dawno nic nie było..." i takie tam. Zrobiłam szybko zdjęcie i wstawiłam:
Dla ludzi, którzy byli spragnieni moich zdjęć xD xx
Wasza Olka

Dałam mnóstwo oznaczeń w zamian dostając mnóstwo komentarzy. No wiecie : "Piękna jak zawsze, dzięki :*" i te pe. Wkurwiało mnie to, bo ludzie chcieli być bardziej znani dzięki mnie. Ktoś musiał im powiedzieć, że wyjechałam na ferie do One Direction. Tylko kto? Dobrze, że nie wiedzą o Justinie. 
Na Twitterze też nic nowego. Przeglądając tweety znalazłam jeden ciekawy:
Jeśli znasz Olę Dębską dołącz do nas na Facebooku. (LINK)
Hmm... weszłam natychmiast na tę stronę. Moje zdjęcia, moje filmiki. Ludzie z pozytywnymi pytaniami, odpowiedziami, w ogóle tekstami. Byłam zaskoczona. Nikt mnie nie hejtował ani nic... 
Postanowiłam napisać do admina strony:
"Hej Adminie. Jestem Ola Dębska. Prawdziwa. Bardzo ci dziękuję za otwarcie takiej strony. Dzięki tobie zyskałam trochę sławy. Powiedz mi kim jesteś, a powiem o tobie na Twitterze i Facebooku."
Zdecydowanie chciałam poznać administratora tej strony. Odłożywszy komputer poszłam do łazienki. Kiedy wróciłam Justin siedział przy moim komputerze.
-Mmm... widzę, że masz fanów.- zachichotał.
-Przypadkiem natrafiłam na link. Przyszedł może e-mail? 
-Tak, coś tu pisze, ale po polsku.- skrzywił się.
-To dobrze- zaśmiałam się.
W e-mailu:
"Witaj Olu. Znasz mnie doskonale. Przyjeżdżaj lepiej do Londynu, bo się stęskniłam. Twoja Kacha xx ;*"
-I co?- zapytał z zniecierpliwieniem Justin.
-To Kaśka otwarła stronę. Kocham ją po prostu. 
-A nie mnie- Justin udał, że jest smutny.
-Ją po przyjacielsku, a ciebie najbardziej na świecie.- pocałowałam go w usta.
-Skarbie, szykuj się na koncert.- powiedział odrywając się ode mnie.
-Co? Teraz?- zapytałam zdziwiona. 
-Tak... mówiłem ci przecież.
-na śmierć zapomniałam. Daj mi godzinę. Będę gotowa.
-Dobrze.- zachichotał. 
W przeciągu kilku sekund znalazłam się w łazience. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam ciepłej wodzie masować moje zmęczone ciało. Rozpuściłam włosy i zaczęłam delikatnie masować palcami powierzchnię głowy. Wyszłam niechętnie po dwudziestu minutach i owinęłam ręcznikiem ciało, oraz włosy. Zrobiłam lekki makijaż i zabrałam się za dokładne suszenie włosów. Dziesięć minut nieznośnego, gorącego powietrza uderzało mnie w czerwone policzki. Skończywszy zauważyłam, że włosy same zrobiły się falowane co pozwoliło mi zaoszczędzić Kilkanaście dobrych minut. Wytarłam dokładnie moje ciało i podeszłam do szafy. Ubrałam bieliznę i spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość od Harrego.
Od Harry:
"Ola, martwię się o ciebie! Wróć do mnie. Kocham.
Harry. xx"




Wkurzona rzuciłam komórkę na łóżko i zabrałam się za wybieranie odpowiedniej sukienki. W końcu wybrałam odpowiednią kreację na dzisiejszy wieczór. Mała granatowa , czarne sandały na obcasie. Złoto-ciemnoturkusowa bransoletka wspaniale pasowała do lawendowych kolczyków z piórek.
Na siebie zarzuciłam czarną, skórzaną kurtkę i zrobiłam zdjęcie, żeby zobaczyć jak wyglądam:

-Justin! Jestem gotowa!- krzyknęłam schodząc po schodach. Chłopak nerwowo chodził po korytarzu sprawdzając zegarek, jakby czekał na powrót swojego dziecka.- Co jest?
-Czekam na ciebie.- uśmiechnął się, po czym złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku swojego samochodu. Wiedziałam, że coś się stało. Nie byłam głupia.
-Justin...- odparłam troskliwie- co się dzieje?
-Ma być Nick. Selena go zaprosiła, a ja go nie chcę widzieć.
-Jesteś zazdrosny o Selenę?- zapytałam smutno.
-Nie. Przez to co Sel zaczęła mówić, a potem jeszcze to zdjęcie z Nickiem. Czuje, że to przez niego Selenie chciało się płakać na nasz widok.
-Coś sugerujesz?
-Myślę, że na tej imprezie on jej coś zrobił. Od tamtego czasu jest... inna. Cały czas sprawia wrażenie nieobecnej. Martwi mnie to i dlatego postanowiłem zapytać Jamesa o to. Na pewno coś wie.- westchnął.
-Kiedy zadzwonisz?- zapytałam bacznie mu się przyglądając.
-Mam zamiar zapytać go na koncercie. Będzie za sceną pomagał mi wybrać rzeczy.
-Dobra, a ja mogę...?
-Pewnie, że tak! Co to za pytanie?
Przytaknęłam. Justin natychmiast zrobił głośniej radio. Leciały wiadomości, a w nich między innymi o tym, że jakiejś matce zniknęło troje dzieci. Od razu się zaśmiałam, bo doskonale wiedziałam o kogo chodziło. Chwilę później leciały piosenki. Na chwilę szeroko otworzyłam oczy wpatrując się w ekranik z nazwą stacji. Leciało "Kiss you" One Direction. Wtedy przypomniałam sobie czas, który z nimi spędziłam. Musiałam wrócić pojutrze do chłopaków, bo oszaleje. Jednak chciałam, żeby Harry trochę pocierpiał.

Z perspektywy Justina


W garderobie pojawił się James. Na widok Oli nieźle się zdziwił:
-Wow, stary, jaka laska. Gdzie byłaś całe moje życie, skarbie?- zapytał z czarującym uśmiechem.
-Wyluzuj. Ona jest moja.-  objąłem Olę ramieniem i się łobuzersko uśmiechnąłem.
-Ty jesteś z... nim?- zapytał nie przyjmując tego do wiadomości.- Jesteś na niego za ładna. Jesteś dla mnie.- zachichotał.
-Dobra, dobra. Nie kłóćcie się.- zawołała dziewczyna, po czym pocałowała mnie w policzek. 
-Racja. 
-Pomóż mi z tymi pieprzonymi ciuchami.- podszedłem do jednej z szaf.- Um, James?
-Tak?- zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.- Co jest?
-Co stało się między Nickiem a Seleną na twojej imprezie? 
-No więc, gość jest odważny. Na pierwszym spotkaniu weszła mu do łóżka.- zachichotał- potem pokłócili się ostro na końcu imprezy, czyli o jakiejś trzeciej nad ranem. Jednak jak wychodzili Nick objął ją i, zanim zaczęła protestować, pocałował ją. 
-Skąd ty tyle wiesz?
-Po prostu spędzałem z nimi czas. Gdy poszli na górę Nick poprosił mnie o klucz od pokoju. Oczywiście nie chciałem, ale sam sobie go poszukał. Potem jak wychodzili zrobiłem im to zdjęcie, które ci przysłałem.
-No w sumie fakt. Sel była pewnie upita.
-Zgadza się. Ledwo chodziła. On też całkiem mocno wstawiony.- gdy James wypowiedział te słowa lekko się skrzywił. 
-No cóż. Pomóż mi z tymi pieprzonymi rzeczami i idę na scenę.
-Zbyt często mówisz "pieprzyć" Bieber.- zaśmiał się James i podszedł do półki z ubraniami.


Z perspektywy Oli


Usiadłam sobie w pierwszym rzędzie, żeby móc dobrze widzieć chłopaka. Wszystkie dziewczyny siedzące za mną i obok mnie piszczały z podniecenia. Tylko jedna płakała. Siedziała akurat po mojej lewej.
-Co jest?- zapytałam widząc jej zapłakaną twarz. To raczej nie były łzy szczęścia. Nagle dziewczyna podkuliła nogi na siedzeniu. Teraz byłyśmy tylko we dwie:
-Mój chłopak mnie dzisiaj rzucił. Powiedział, że kocha inną.- łkała.
-Jak ci na imię?- zapytałam z głosem pełnym troski.
-Jestem Kayla. Mam szesnaście lat.- odpowiedziała wyrzucając z siebie kolejny potok łez.
-A chcesz, żeby były był zazdrosny o ciebie?
-Tak, ale jak to zrobimy, skoro Bieber ani mnie, ani ciebie nie zna?
-Zna mnie- uśmiechnęłam się.- Ej, Justin!- wrzasnęłam na co chłopak od razu podszedł.
-Tak, skarbie?- zapytał ze słodkim uśmiechem.
-Wy razem?- Kayla była zszokowana.
-Tak, ale Justin... zawołaj Jamesa.
-Już.
Pięć minut później James zjawił się przede mną. 
-James, to jest Kayla. Chłopak ją dzisiaj rzucił. 
-Jak mógł? Jesteś zbyt piękna, aby mógł cię rzucić. 
-Na-naprawdę?- wyjąkała dziewczyna.
-James. Zrób tak, żeby podczas jednej piosenki Justin wziął ją na scenę, pocałował, powiedział, że jest piękna i że chodzi z tobą. 
-Da się zrobić.- James wbiegł na scenę do Jus'a, a Kayla tylko wpatrywała się we mnie ze zdumieniem.
-Dzięki.- powiedziała po jakimś czasie.
-Nie ma sprawy.

Justin śpiewał, aż w końcu zaprosił Kaylę na scenę. Dziewczyna ruszyła ww jego kierunku. James podał jej rękę i weszli na scenę. Justin chwycił jej nadgarstek na co dziewczyna momentalnie się uśmiechnęła. 
-Kayla jest piękna. James, twoja dziewczyna czeka.- skinął na nią. Potem oboje pocałowali ją w policzek. Kayla była w siódmym niebie. Chwilę myślała, po czym powiedziała do Jamesa : "Kocham Cię James", a po chwili już się całowali. Na to cały tłum ludzi zrobił: "ooooo". 

Dojrzałam Selenę i Nicka po drugiej stronie rzędu. Siedzieli i się obejmowali. Co jakiś czas flirtowali. Teraz najchętniej podeszłabym do niej i walnęła prosto w jej paskudną, kłamliwą twarz. Jednak szybko zapomniałam o moim agresywnym planie, ponieważ na scenie Justin powiedział moje imię. "Ola, come here". (Ola, podejdź tutaj). Ruszyłam w kierunku sceny. Chłopak podszedł bliżej i chwycił moją rękę. 
-Muszę wam coś powiedzieć- przygryzł wargę zwracając się do fanów- Ja i Ola jesteśmy razem. Seleny nie zdradzam. Ona jest szczęśliwa z Nickiem. Najwyraźniej nie pasowaliśmy do siebie. Teraz cieszę się wyłącznie nią. Zaakceptujcie to.
Przez tłum ludzi przeszedł cichy szmer, a potem kolejne: "ooooo".
Justin chwycił mnie za biodra, przyciągnął do siebie i pocałował. Tysiąc ludzi patrzyło na nas i robiło zdjęci, czy filmy. 


-Justin... to było... niesamowite!- krzyknęłam wchodząc do samochodu.
-Starałem się, kochanie.
Resztę drogi przemilczeliśmy z powodu "ogarniania sytuacji".

W swoim pokoju czułam się najlepiej. Znaczy Justina pokoju. Usiadłam na skraju łóżka z otwartym laptopem i weszłam na facebooka. Nagle pojawiło się milion powiadomień! Pojawiło się też milion zaproszeń. Zamknęłam Facebooka i weszłam na twittera. Tam również było mnóstwo kolejnych pierdoł. Z hukiem zamknęłam laptopa. Mój telefon zaczął wibrować w torebce.
Od Harry:
"Ola! Gdzie ty jesteś? Przyjedź do Londynu! Kocham cię! 
Twój Harry :*"

I jeszcze jedna wiadomość, tym razem od innego kierunkowca.
Od Louis:
"Ola! Co ty wyprawiasz? Odciągamy Harrego od internetu i telewizji, bo jest głośno o twoim związku z Justinem. Wracaj szybko. Uważaj na siebie.
Lou xx :)"

Jakich kamer? Nie kapuję o co chodzi. Zbiegłam szybko na dół. Włączyłam telewizor. Wszędzie pełno filmików ze mną i Bieberem. 
-Z ostatniej chwili- usłyszałam w telewizji- Justin Bieber pozwolił sobie na zbyt dużo. Wiadomo, że zdradził Selenę, która znalazła pocieszenie u Nicka. Ola Dębska jest nieczuła. Zrujnowała wspaniały związek młodych gwiazd, a to właśnie od nich brało przykład wielu nastolatków i również starszych. Między innymi też gwiazdy Show Biznesu. Czy Ola dostanie za swoje od wściekłych fanek?

Byłam załamana.

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 21

-Zobacz co ta gnida zrobiła!- krzyknęła Pattie.
-Nic tu nie widzę.- zdziwił się Justin.
-Nie tu. Co zrobiła z pokojem gościnnym dla nich! I z twoim autem!- krzyczała wkurzona kobieta.
Chłopak nie marnując ani chwili dłużej pobiegł do samochodu. Gdy wrócił na twarzy malowała mu się wściekłość.
-ERIN!- krzyknął- JAK MOGŁAŚ TAK ZMASAKROWAĆ MOJE AUTO?!
-Prze-przepraszam-łkała biedna kobieta.
-To jeszcze nic! Zobacz pokój.- zaśmiała się sztucznie Pattie.
Razem z Justinem pobiegłam do pomieszczenia, w którym tymczasowo mieszkali goście. Byliśmy zdumieni bałaganem, jaki tam panował! :
(Nie patrzcie na tą dziewczynę!) Na podłodze walały się ubrania i inne rzeczy, na stolikach były kubki, talerze, miski, sztućce i wiele innych rzeczy.
-Coś ty tu zrobiła kobieto?!- krzyknął Jus.
-Ja to posprzątam!- broniła się kobieta.
-Nie, Erin. Do tego domu nie masz już wstępu! Wynoś się.- powiedział Justin.
-Gdzie jest Jazmyn i Jaxon?- zapytałam.
-W salonie- westchnęła Erin, po czym ubrała się w kurtkę, założyła buty i wyszła.

   Justin pobiegł do salonu zobaczyć rodzeństwo. Ja zostałam ogarniając co teraz się stało, a Pattie poszła do swojego pokoju. Ni stąd ni zowąd postanowiłam pójść ją odwiedzić. Paulina rozmawiała z kimś o wylocie, a Pattie wyraźnie przeklinała Erin. Bez pukania otworzyła drzwi i ujrzałam cudowny pokój:
-Wow- krzyknęłam wchodząc.
-Tak, wiem. Piękny pokój, co? Justin specjalnie dla mnie go urządził.- zaśmiała się Pattie, po czym usiadła przy stoliku.
-Nie lubisz tej Erin, prawda?- zapytałam.
-Prawda, ale przez lata starałam się być dla niej miła. Teraz spieprzyła wszystko przez jeden, wielki chaos. Współczuje jej, ponieważ Justin nie chce już jej widzieć w tym domu. Naprawdę się wkurzył.- westchnęła.
-Nie przejmuj się tak wszystkim. Jak wróci pan Jeremi na pewno zajmie się tą sprawą.- klasnęłam w ręce.
-O ile wróci- zachichotała.


Z perspektywy Justina


Byłem wściekły na Erin. Cały przód samochodu był rozwalony, a pokój? Już nawet o nim nie wspomnę. Wyszedłem na  dwór, aby dokładniej obejrzeć stłuczkę. Nagle nadszedł mój tata.
-Justin, co się stało z samochodem?- zapytał z niedowierzaniem Jeremi.
-Och... to Erin. Ona to zrobiła. Idź zobaczyć lepiej wasz pokój.- westchnąłem.
Ojciec bez słowa odszedł w kierunku drzwi wejściowych. 
-A gdzie jest Erin?- zapytał odwróciwszy się w moją stronę.
-Nie wiem- odparłem zrezygnowany.
Tym razem nie usłyszałem niczego innego jak dźwięk otwieranych drzwi. Księżyc na niebie tylko pogrążał mnie w rozpaczy. W rozpaczy nad Erin. Jak ja mogłem ją tak potraktować? Wystukałem numer na wyświetlaczu i przyłożyłem telefon do ucha. Długi sygnał rozbrzmiewał w mojej głowie. 
-H-halo?- usłyszałem w słuchawce.
-Erin? Gdzie ty jesteś?
-Nieważne. Teraz już nikomu nie będę przeszkadzać.- odparła smutno.
-Erin, proszę, wróć. Przepraszam cię za moje zachowanie, ale po prostu byłem zezłoszczony. Proszę, wróć!- krzyknąłem niemalże do telefonu.
-No dobrze, ale dopiero za godzinę. Może...- powiedziała, po czym bez pożegnania się rozłączyła.
Ruszyłem w stronę domu kiedy zatrzymał mnie głos małej dziewczynki.
-Cześć- powiedziała nieśmiało. Była słodka:
-Hej. Zgubiłaś się?- podszedłem do niej.  
-N-nie.- zaczęła płakać.- moja mama dzisiaj wygoniła mnie z domu, bo powiedziałam o niej złe słowo. 
-Jakie to słowo?
-Dziwka.- odparła wzruszając ramionami.- Słyszałam to słowo jak szłam ulicą razem z tatusiem.
-To nieładnie mała. Nie mów tak nigdy więcej. Gdzie mieszkasz?
-Hmm... nie wiem.- odparła po chwili namysłu.- nie chcę wracać do domu! Mam trzy siostry i dwóch braci!
-Strasznie dużo was tam.
-Moje dwie siostry i bracia są adoptowani.
-Jak masz na imię?
-Jestem Ava. Mam siedem lat. - uśmiechnęła się dziewczynka.
-Ja Justin, niedługo będę mieć dziewiętnaście.-zaśmiałem się.
-Czyli teraz masz osiemnaście, tak?
-Tak. A twoja siostra to?
-Ta, która nie jest adoptowana?
-Tak.
-Ma na imię Carly i kończy za dwa dni siedemnaście lat!- krzyknęła radośnie.
-Hm... powiedz mi Ava, czy twoja siostra będzie cię szukać?- zapytałem.
-Chyba tak! My dwie w domu trzymamy się razem. Nie lubię moich przyrodnich sióstr. Patrz, mam zdjęcia wszystkich! To jest Mia i Tia:
Ja ich nienawidzę- skrzywiła się dziewczynka- są okropne. To jest Daniell:
Zawsze się ze mną bawi, lubię go bardzo. Pewnie też będzie mnie szukać. To jest Marco:
No i wreszcie Carly:
-Wow, całkiem duża ta rodzina.- odparłem wreszcie.
-Tak. Carly i Daniell są fajni. każde ma po siedemnaście lat. No prawie...- zachichotała.
-A co jest z Marco, Tią i Mią?
-Nie lubię ich, bo ciągle mi dokuczają.
-Chodź do środka. Pobawisz się z moją siostrzyczką i braciszkiem.- uśmiechnąłem się, po czym wziąłem Avę na ręce.

   Nie mogłem pozwolić, aby Ava dzisiaj dokądś poszła. Postanowiłem pozwolić jej spać w moim pokoju. Dałem jej piżamkę Jazmyn. Przedtem wypiła czekoladę na gorąco i zjadła ciastka. Było około dwudziestej i wreszcie miałem czas, żeby być z Olą.
-Dużo się dzisiaj działo.- zaśmiała się Aleksandra.
-Prawda. Olu, nie wiesz czy wróciła Erin?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłem do nich. Otworzywszy je ujrzałem Carly i Daniella patrzących na Erin. 
-Um... hej. Sorki, że przeszkadzamy, ale zauważyliśmy leżące zdjęcia na chodniku. Właściwie szukamy siostrzyczki. Ma na imię Ava i jest siedmiolatką- powiedziała Carly.
-Wejdźcie, jest tu. Po schodach, prosto i pierwsze drzwi po lewej- uśmiechnąłem się,
-Dzięki- odpowiedzieli i pobiegli szybko na górę. 
-Witaj Erin.
-Witaj Justin. Ja cię tak bardzo przepraszam!
-Nie ma sprawy. Idź do taty.
-Jasne.
Wróciłem z powrotem do Oli. Siedziała na łóżku przeglądając Facebooka. Powiedziałem tylko, że idę do Avy.

-Carly! Daniell!- usłyszałem, gdy tylko wszedłem do pokoju.
-Cześć, Ava!- zawołali jednocześnie. 
-Justin!- krzyknęła Ava, kiedy zobaczyła mnie w drzwiach.
-Hej. Może zostaniecie na noc? Zdaje mi się, że Ava chce tu jeszcze trochę pobyć.- zachichotałem.
-To prawda. Zostaniemy? Zgódźcie się!- błagała siedmiolatka.
-No dobrze, ale bądź grzeczna. Justin, bardzo ci dziękujemy. Jestem twoją oddaną fanką.- powiedziała nieśmiało Carly.
-Bardzo się cieszę, Carly. 

Wróciłem z powrotem do Oli w ręku trzymając piżamę. Była w łazience i się kąpała. Tym razem nie chciałem powtarzać sytuacji , która miała miejsce całkiem niedawno. W milczeniu przebrałem się w przyniesione rzeczy i usiadłem na łóżku. Miałem szary podkoszulek i czarne dresowe spodnie z luźnym krokiem. Chwilę potem już leżałem pod kołdrą i czekałem, aż dziewczyna wyjdzie. 
-Justin? Co ty tu robisz?- zapytała zdziwiona Ola.
-Jestem z tobą- zachichotałem.
-Ja pierdole!- krzyknęła nagle.
-Skarbie, co się stało?!- zapytałem niepewnie.
-Patrz na tego SMS'a!- wskazała na wyświetlacz jej telefonu.
-Kurwa mać...!