środa, 27 lutego 2013

Rozdział 22

Od Harry:
"Olu, kocham cię i bardzo przepraszam za to, co zrobiłem. Nie myślałem trzeźwo. Byłem pojebanym idiotom. Proszę, wróć. Jutro wracamy do Londynu i nie chcemy cię zgubić. Kochanie, błagam! 
Twój Harry <3 xx"


Ten tekst został mi w głowie. Nie mogłam normalnie myśleć i funkcjonować. Harry mnie zranił, a teraz za wszystko przepraszał? Nie, nie, nie. Tak łatwo ze mną nie pójdzie. Wzięłam się w garść i przynajmniej postanowiłam się sztucznie uśmiechać. Justin chodził z "miną mordercy" i nikt nie wiedział o co właściwie chodzi. Poranki nie należały w tym domu do najlepszych, ale to...? To już totalnie wytrąciło mnie z równowagi. Postanowiłam iść na spacer, gdzie będę mogła pobyć trochę sama. 

   Trafiłam do jakiegoś lasu. Czułam na sobie czyiś wzrok, a mimo to nie przestawałam posuwać się dalej w głąb puszczy. Przystanęłam. Mój telefon za wibrował kilka razy. Wyjmując go z kieszeni odblokowałam ekran i spojrzałam na wyświetlacz.

Od Harry:
"Wróć proszę! Popełniłem duży błąd... Gdzie jesteś?"


Łzy aż pchały do oczu na widok tego SMS'a. Było mi przykro, a jednocześnie byłam wściekła. Osoba podążająca za mną nie miała ochoty się oddalać. Ostrożnie stąpając wślizgnęła się za krzaki i obserwowała nie bystrymi oczami. Nie był to ktoś mojego wzrostu, bo szedłby inaczej i jeszcze bardziej uważnie. Podejrzewałam, że jakieś dziecko mnie śledzi. Utkwiłam wzrok w krzaku, który lekko się poruszał i wpatrywałam się w niego dobre dziesięć minut. Wreszcie ktoś wyszedł zza krzaków z nadąsaną miną i spuszczoną głową. Miał, a raczej miała długie długie, pofalowane, kasztanowe włosy i czerwoną sukienkę. Na nogach granatowe sandałki, a na siebie narzucony granatowy sweterek. Podnosząc głowę ujawniła swoją twarzyczkę. Duże, granatowe oczka pozwoliły mi rozpoznać małą Avę.
-Cześć.- powiedziała nieśmiało.
-Co ty tu robisz, Ava?- zapytałam chwytając się za koniec nosa. 
-No wiesz. Bawiłam się w detektywa i zaczęłam cię śledzić.- spuściła swoją małą główkę.
-Po co?
-Dla zabawy.
-A co gdybyś się zgubiła w lesie?- podniosłam głos.- Pomyślałaś o tym?
-Nie...- rozpłakała się i uciekła w stronę domu.
Byłam wkurzona na siebie i na nią. Co ta gówniara sobie wyobrażała? Mogła po prostu poprosić, żebym zabrała ją na ten pieprzony spacer, a nie zakradać się. Co gdyby zjawił się tutaj jakiś zboczeniec? Nieważne. Muszę za nią biec. Ta dziewczynka może się zgubić w tym kurewskim lesie. Hm... Teraz już wiem, że zyskałam bipolarność. Naprawdę. 
-Ava! Zaczekaj!- darłam się. 
Biegłam przez las dobre piętnaście minut zanim znalazłam ją siedzącą pod drzewem. Płakała. Nie powinnam zachowywać się tak wobec siedmioletniej dziewczynki. 
-Mogę?- zapytałam siadając obok niej.
-Nie.- odparła. 
-Dlaczego?- skrzywiłam się.
-Bo przez ciebie płaczę! Teraz już chyba mogę powiedzieć o tobie dziwka!- nie ukrywam, że jej słowa mnie zabolały. Natychmiast podniosłam się z miejsca. Opętał mnie szatan.
-Coś ty do mnie powiedziała?- zapytałam gniewnie.
-To, co słyszałaś!- syknęła przez łzy.
-Dobra, należało mi się to. Wstawaj.- uśmiechnęłam się sztucznie. 
-Co ty ode mnie chcesz? Nie wystarczy ci już znęcanie się nade mną?- załkała.
-Kto powiedział, że się znęcam nad tobą?!- zdziwiłam się. Jej słowa ukłuły mnie prosto w serce.
-Przez ciebie płaczę, nakrzyczałaś na mnie!
-Słuchaj, Ava. Nakrzyczałam na ciebie, bo mogło by ci się coś stać. W lesie jest niebezpiecznie. Nie wiem dlaczego płaczesz, ale przestań, bo to tylko mała sprzeczka między nami.
-Naprawdę? Tu jest niebezpiecznie?- Ava otworzyła szeroko oczy. Jak na siedmiolatkę miała rozum czterolatki.
-Tak. Jeśli coś stałoby się tobie, nie wybaczyłabym sobie. Chodźmy do domu i już nie płacz.- wzięłam małą na ręce. 
-Dobrze.- uśmiechnęła się i przytuliła mnie mocno. 


   Godzina jedenasta rano. Przyniosłam dziewczynkę do pokoju i poczułam wibrację telefonu w kieszeni. Znów dostałam SMS'a od Harrego.
Od Harry:
 "Kochanie, mam nadzieję, że nic ci nie jest. Proszę, wróć jak najszybciej do Londynu. Aktualnie jestem w samolocie. Została jeszcze godzina lotu. Wróć Olu. Czekam na ciebie. 
Kocham, Harry. xx"

Jak Harry mógł myśleć, że wrócę i wszystko będzie po staremu. Justin podszedł do mnie od tyłu i przyciągnął całując moją szyję. 
-Justin...- jęknęłam.- Pojutrze...
Bieber obrócił mnie do siebie. W jego oczach była dzika chęć czegoś. Zaś w moich niepewność i podniecenie. 
-Co pojutrze?- zapytał wzmacniając uścisk.
-Muszę wrócić do Londynu.- posmutniałam. 
-Nie, proszę. Zostań ze mną. 
-Nie, Justin. Muszę wrócić do Londynu. Obiecałam Zaynowi, Louisowi i Kaśce, że wrócę. 
-Nic nie jest w stanie cię przekonać, prawda?- zapytał z nadzieją w oczach.
-Nie skarbie. Chociaż... jedź ze mną do Londynu.- oplotłam rękami jego szyję.
-Dobra, ale nie ręczę za siebie, jak Styles coś ci zrobi.- syknął.
-Okej.- pocałowałam go w policzek.

Telefon za wibrował w mojej kieszeni.
Od Harry:
"Ola! Wróć do Londynu najszybciej jak się da! Kocham cię!
Harry xx"

Widać, że SMS nie spodobał się Justinowi. Natychmiast chwycił mój telefon i już chciał odpisać, kiedy mu go wyrwałam.
-Nie warz się nawet napisać jednej literki.
-Dobrze już, dobrze- podniósł ręce do góry- nie musisz tak na mnie naskakiwać- zaśmiał się.


  Wieczorem postanowiłam sobie cyknąć fotkę. Tak dawno nie zamieszczałam ni na Facebooku, że aż zaczęłam dostawać pytania na tablicy typu: "Dawno nic nie wstawiłaś... Coś ci się stało?!", "Ej, kiedy coś wstawisz. Dawno nic nie było..." i takie tam. Zrobiłam szybko zdjęcie i wstawiłam:
Dla ludzi, którzy byli spragnieni moich zdjęć xD xx
Wasza Olka

Dałam mnóstwo oznaczeń w zamian dostając mnóstwo komentarzy. No wiecie : "Piękna jak zawsze, dzięki :*" i te pe. Wkurwiało mnie to, bo ludzie chcieli być bardziej znani dzięki mnie. Ktoś musiał im powiedzieć, że wyjechałam na ferie do One Direction. Tylko kto? Dobrze, że nie wiedzą o Justinie. 
Na Twitterze też nic nowego. Przeglądając tweety znalazłam jeden ciekawy:
Jeśli znasz Olę Dębską dołącz do nas na Facebooku. (LINK)
Hmm... weszłam natychmiast na tę stronę. Moje zdjęcia, moje filmiki. Ludzie z pozytywnymi pytaniami, odpowiedziami, w ogóle tekstami. Byłam zaskoczona. Nikt mnie nie hejtował ani nic... 
Postanowiłam napisać do admina strony:
"Hej Adminie. Jestem Ola Dębska. Prawdziwa. Bardzo ci dziękuję za otwarcie takiej strony. Dzięki tobie zyskałam trochę sławy. Powiedz mi kim jesteś, a powiem o tobie na Twitterze i Facebooku."
Zdecydowanie chciałam poznać administratora tej strony. Odłożywszy komputer poszłam do łazienki. Kiedy wróciłam Justin siedział przy moim komputerze.
-Mmm... widzę, że masz fanów.- zachichotał.
-Przypadkiem natrafiłam na link. Przyszedł może e-mail? 
-Tak, coś tu pisze, ale po polsku.- skrzywił się.
-To dobrze- zaśmiałam się.
W e-mailu:
"Witaj Olu. Znasz mnie doskonale. Przyjeżdżaj lepiej do Londynu, bo się stęskniłam. Twoja Kacha xx ;*"
-I co?- zapytał z zniecierpliwieniem Justin.
-To Kaśka otwarła stronę. Kocham ją po prostu. 
-A nie mnie- Justin udał, że jest smutny.
-Ją po przyjacielsku, a ciebie najbardziej na świecie.- pocałowałam go w usta.
-Skarbie, szykuj się na koncert.- powiedział odrywając się ode mnie.
-Co? Teraz?- zapytałam zdziwiona. 
-Tak... mówiłem ci przecież.
-na śmierć zapomniałam. Daj mi godzinę. Będę gotowa.
-Dobrze.- zachichotał. 
W przeciągu kilku sekund znalazłam się w łazience. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam ciepłej wodzie masować moje zmęczone ciało. Rozpuściłam włosy i zaczęłam delikatnie masować palcami powierzchnię głowy. Wyszłam niechętnie po dwudziestu minutach i owinęłam ręcznikiem ciało, oraz włosy. Zrobiłam lekki makijaż i zabrałam się za dokładne suszenie włosów. Dziesięć minut nieznośnego, gorącego powietrza uderzało mnie w czerwone policzki. Skończywszy zauważyłam, że włosy same zrobiły się falowane co pozwoliło mi zaoszczędzić Kilkanaście dobrych minut. Wytarłam dokładnie moje ciało i podeszłam do szafy. Ubrałam bieliznę i spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość od Harrego.
Od Harry:
"Ola, martwię się o ciebie! Wróć do mnie. Kocham.
Harry. xx"




Wkurzona rzuciłam komórkę na łóżko i zabrałam się za wybieranie odpowiedniej sukienki. W końcu wybrałam odpowiednią kreację na dzisiejszy wieczór. Mała granatowa , czarne sandały na obcasie. Złoto-ciemnoturkusowa bransoletka wspaniale pasowała do lawendowych kolczyków z piórek.
Na siebie zarzuciłam czarną, skórzaną kurtkę i zrobiłam zdjęcie, żeby zobaczyć jak wyglądam:

-Justin! Jestem gotowa!- krzyknęłam schodząc po schodach. Chłopak nerwowo chodził po korytarzu sprawdzając zegarek, jakby czekał na powrót swojego dziecka.- Co jest?
-Czekam na ciebie.- uśmiechnął się, po czym złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku swojego samochodu. Wiedziałam, że coś się stało. Nie byłam głupia.
-Justin...- odparłam troskliwie- co się dzieje?
-Ma być Nick. Selena go zaprosiła, a ja go nie chcę widzieć.
-Jesteś zazdrosny o Selenę?- zapytałam smutno.
-Nie. Przez to co Sel zaczęła mówić, a potem jeszcze to zdjęcie z Nickiem. Czuje, że to przez niego Selenie chciało się płakać na nasz widok.
-Coś sugerujesz?
-Myślę, że na tej imprezie on jej coś zrobił. Od tamtego czasu jest... inna. Cały czas sprawia wrażenie nieobecnej. Martwi mnie to i dlatego postanowiłem zapytać Jamesa o to. Na pewno coś wie.- westchnął.
-Kiedy zadzwonisz?- zapytałam bacznie mu się przyglądając.
-Mam zamiar zapytać go na koncercie. Będzie za sceną pomagał mi wybrać rzeczy.
-Dobra, a ja mogę...?
-Pewnie, że tak! Co to za pytanie?
Przytaknęłam. Justin natychmiast zrobił głośniej radio. Leciały wiadomości, a w nich między innymi o tym, że jakiejś matce zniknęło troje dzieci. Od razu się zaśmiałam, bo doskonale wiedziałam o kogo chodziło. Chwilę później leciały piosenki. Na chwilę szeroko otworzyłam oczy wpatrując się w ekranik z nazwą stacji. Leciało "Kiss you" One Direction. Wtedy przypomniałam sobie czas, który z nimi spędziłam. Musiałam wrócić pojutrze do chłopaków, bo oszaleje. Jednak chciałam, żeby Harry trochę pocierpiał.

Z perspektywy Justina


W garderobie pojawił się James. Na widok Oli nieźle się zdziwił:
-Wow, stary, jaka laska. Gdzie byłaś całe moje życie, skarbie?- zapytał z czarującym uśmiechem.
-Wyluzuj. Ona jest moja.-  objąłem Olę ramieniem i się łobuzersko uśmiechnąłem.
-Ty jesteś z... nim?- zapytał nie przyjmując tego do wiadomości.- Jesteś na niego za ładna. Jesteś dla mnie.- zachichotał.
-Dobra, dobra. Nie kłóćcie się.- zawołała dziewczyna, po czym pocałowała mnie w policzek. 
-Racja. 
-Pomóż mi z tymi pieprzonymi ciuchami.- podszedłem do jednej z szaf.- Um, James?
-Tak?- zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.- Co jest?
-Co stało się między Nickiem a Seleną na twojej imprezie? 
-No więc, gość jest odważny. Na pierwszym spotkaniu weszła mu do łóżka.- zachichotał- potem pokłócili się ostro na końcu imprezy, czyli o jakiejś trzeciej nad ranem. Jednak jak wychodzili Nick objął ją i, zanim zaczęła protestować, pocałował ją. 
-Skąd ty tyle wiesz?
-Po prostu spędzałem z nimi czas. Gdy poszli na górę Nick poprosił mnie o klucz od pokoju. Oczywiście nie chciałem, ale sam sobie go poszukał. Potem jak wychodzili zrobiłem im to zdjęcie, które ci przysłałem.
-No w sumie fakt. Sel była pewnie upita.
-Zgadza się. Ledwo chodziła. On też całkiem mocno wstawiony.- gdy James wypowiedział te słowa lekko się skrzywił. 
-No cóż. Pomóż mi z tymi pieprzonymi rzeczami i idę na scenę.
-Zbyt często mówisz "pieprzyć" Bieber.- zaśmiał się James i podszedł do półki z ubraniami.


Z perspektywy Oli


Usiadłam sobie w pierwszym rzędzie, żeby móc dobrze widzieć chłopaka. Wszystkie dziewczyny siedzące za mną i obok mnie piszczały z podniecenia. Tylko jedna płakała. Siedziała akurat po mojej lewej.
-Co jest?- zapytałam widząc jej zapłakaną twarz. To raczej nie były łzy szczęścia. Nagle dziewczyna podkuliła nogi na siedzeniu. Teraz byłyśmy tylko we dwie:
-Mój chłopak mnie dzisiaj rzucił. Powiedział, że kocha inną.- łkała.
-Jak ci na imię?- zapytałam z głosem pełnym troski.
-Jestem Kayla. Mam szesnaście lat.- odpowiedziała wyrzucając z siebie kolejny potok łez.
-A chcesz, żeby były był zazdrosny o ciebie?
-Tak, ale jak to zrobimy, skoro Bieber ani mnie, ani ciebie nie zna?
-Zna mnie- uśmiechnęłam się.- Ej, Justin!- wrzasnęłam na co chłopak od razu podszedł.
-Tak, skarbie?- zapytał ze słodkim uśmiechem.
-Wy razem?- Kayla była zszokowana.
-Tak, ale Justin... zawołaj Jamesa.
-Już.
Pięć minut później James zjawił się przede mną. 
-James, to jest Kayla. Chłopak ją dzisiaj rzucił. 
-Jak mógł? Jesteś zbyt piękna, aby mógł cię rzucić. 
-Na-naprawdę?- wyjąkała dziewczyna.
-James. Zrób tak, żeby podczas jednej piosenki Justin wziął ją na scenę, pocałował, powiedział, że jest piękna i że chodzi z tobą. 
-Da się zrobić.- James wbiegł na scenę do Jus'a, a Kayla tylko wpatrywała się we mnie ze zdumieniem.
-Dzięki.- powiedziała po jakimś czasie.
-Nie ma sprawy.

Justin śpiewał, aż w końcu zaprosił Kaylę na scenę. Dziewczyna ruszyła ww jego kierunku. James podał jej rękę i weszli na scenę. Justin chwycił jej nadgarstek na co dziewczyna momentalnie się uśmiechnęła. 
-Kayla jest piękna. James, twoja dziewczyna czeka.- skinął na nią. Potem oboje pocałowali ją w policzek. Kayla była w siódmym niebie. Chwilę myślała, po czym powiedziała do Jamesa : "Kocham Cię James", a po chwili już się całowali. Na to cały tłum ludzi zrobił: "ooooo". 

Dojrzałam Selenę i Nicka po drugiej stronie rzędu. Siedzieli i się obejmowali. Co jakiś czas flirtowali. Teraz najchętniej podeszłabym do niej i walnęła prosto w jej paskudną, kłamliwą twarz. Jednak szybko zapomniałam o moim agresywnym planie, ponieważ na scenie Justin powiedział moje imię. "Ola, come here". (Ola, podejdź tutaj). Ruszyłam w kierunku sceny. Chłopak podszedł bliżej i chwycił moją rękę. 
-Muszę wam coś powiedzieć- przygryzł wargę zwracając się do fanów- Ja i Ola jesteśmy razem. Seleny nie zdradzam. Ona jest szczęśliwa z Nickiem. Najwyraźniej nie pasowaliśmy do siebie. Teraz cieszę się wyłącznie nią. Zaakceptujcie to.
Przez tłum ludzi przeszedł cichy szmer, a potem kolejne: "ooooo".
Justin chwycił mnie za biodra, przyciągnął do siebie i pocałował. Tysiąc ludzi patrzyło na nas i robiło zdjęci, czy filmy. 


-Justin... to było... niesamowite!- krzyknęłam wchodząc do samochodu.
-Starałem się, kochanie.
Resztę drogi przemilczeliśmy z powodu "ogarniania sytuacji".

W swoim pokoju czułam się najlepiej. Znaczy Justina pokoju. Usiadłam na skraju łóżka z otwartym laptopem i weszłam na facebooka. Nagle pojawiło się milion powiadomień! Pojawiło się też milion zaproszeń. Zamknęłam Facebooka i weszłam na twittera. Tam również było mnóstwo kolejnych pierdoł. Z hukiem zamknęłam laptopa. Mój telefon zaczął wibrować w torebce.
Od Harry:
"Ola! Gdzie ty jesteś? Przyjedź do Londynu! Kocham cię! 
Twój Harry :*"

I jeszcze jedna wiadomość, tym razem od innego kierunkowca.
Od Louis:
"Ola! Co ty wyprawiasz? Odciągamy Harrego od internetu i telewizji, bo jest głośno o twoim związku z Justinem. Wracaj szybko. Uważaj na siebie.
Lou xx :)"

Jakich kamer? Nie kapuję o co chodzi. Zbiegłam szybko na dół. Włączyłam telewizor. Wszędzie pełno filmików ze mną i Bieberem. 
-Z ostatniej chwili- usłyszałam w telewizji- Justin Bieber pozwolił sobie na zbyt dużo. Wiadomo, że zdradził Selenę, która znalazła pocieszenie u Nicka. Ola Dębska jest nieczuła. Zrujnowała wspaniały związek młodych gwiazd, a to właśnie od nich brało przykład wielu nastolatków i również starszych. Między innymi też gwiazdy Show Biznesu. Czy Ola dostanie za swoje od wściekłych fanek?

Byłam załamana.

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 21

-Zobacz co ta gnida zrobiła!- krzyknęła Pattie.
-Nic tu nie widzę.- zdziwił się Justin.
-Nie tu. Co zrobiła z pokojem gościnnym dla nich! I z twoim autem!- krzyczała wkurzona kobieta.
Chłopak nie marnując ani chwili dłużej pobiegł do samochodu. Gdy wrócił na twarzy malowała mu się wściekłość.
-ERIN!- krzyknął- JAK MOGŁAŚ TAK ZMASAKROWAĆ MOJE AUTO?!
-Prze-przepraszam-łkała biedna kobieta.
-To jeszcze nic! Zobacz pokój.- zaśmiała się sztucznie Pattie.
Razem z Justinem pobiegłam do pomieszczenia, w którym tymczasowo mieszkali goście. Byliśmy zdumieni bałaganem, jaki tam panował! :
(Nie patrzcie na tą dziewczynę!) Na podłodze walały się ubrania i inne rzeczy, na stolikach były kubki, talerze, miski, sztućce i wiele innych rzeczy.
-Coś ty tu zrobiła kobieto?!- krzyknął Jus.
-Ja to posprzątam!- broniła się kobieta.
-Nie, Erin. Do tego domu nie masz już wstępu! Wynoś się.- powiedział Justin.
-Gdzie jest Jazmyn i Jaxon?- zapytałam.
-W salonie- westchnęła Erin, po czym ubrała się w kurtkę, założyła buty i wyszła.

   Justin pobiegł do salonu zobaczyć rodzeństwo. Ja zostałam ogarniając co teraz się stało, a Pattie poszła do swojego pokoju. Ni stąd ni zowąd postanowiłam pójść ją odwiedzić. Paulina rozmawiała z kimś o wylocie, a Pattie wyraźnie przeklinała Erin. Bez pukania otworzyła drzwi i ujrzałam cudowny pokój:
-Wow- krzyknęłam wchodząc.
-Tak, wiem. Piękny pokój, co? Justin specjalnie dla mnie go urządził.- zaśmiała się Pattie, po czym usiadła przy stoliku.
-Nie lubisz tej Erin, prawda?- zapytałam.
-Prawda, ale przez lata starałam się być dla niej miła. Teraz spieprzyła wszystko przez jeden, wielki chaos. Współczuje jej, ponieważ Justin nie chce już jej widzieć w tym domu. Naprawdę się wkurzył.- westchnęła.
-Nie przejmuj się tak wszystkim. Jak wróci pan Jeremi na pewno zajmie się tą sprawą.- klasnęłam w ręce.
-O ile wróci- zachichotała.


Z perspektywy Justina


Byłem wściekły na Erin. Cały przód samochodu był rozwalony, a pokój? Już nawet o nim nie wspomnę. Wyszedłem na  dwór, aby dokładniej obejrzeć stłuczkę. Nagle nadszedł mój tata.
-Justin, co się stało z samochodem?- zapytał z niedowierzaniem Jeremi.
-Och... to Erin. Ona to zrobiła. Idź zobaczyć lepiej wasz pokój.- westchnąłem.
Ojciec bez słowa odszedł w kierunku drzwi wejściowych. 
-A gdzie jest Erin?- zapytał odwróciwszy się w moją stronę.
-Nie wiem- odparłem zrezygnowany.
Tym razem nie usłyszałem niczego innego jak dźwięk otwieranych drzwi. Księżyc na niebie tylko pogrążał mnie w rozpaczy. W rozpaczy nad Erin. Jak ja mogłem ją tak potraktować? Wystukałem numer na wyświetlaczu i przyłożyłem telefon do ucha. Długi sygnał rozbrzmiewał w mojej głowie. 
-H-halo?- usłyszałem w słuchawce.
-Erin? Gdzie ty jesteś?
-Nieważne. Teraz już nikomu nie będę przeszkadzać.- odparła smutno.
-Erin, proszę, wróć. Przepraszam cię za moje zachowanie, ale po prostu byłem zezłoszczony. Proszę, wróć!- krzyknąłem niemalże do telefonu.
-No dobrze, ale dopiero za godzinę. Może...- powiedziała, po czym bez pożegnania się rozłączyła.
Ruszyłem w stronę domu kiedy zatrzymał mnie głos małej dziewczynki.
-Cześć- powiedziała nieśmiało. Była słodka:
-Hej. Zgubiłaś się?- podszedłem do niej.  
-N-nie.- zaczęła płakać.- moja mama dzisiaj wygoniła mnie z domu, bo powiedziałam o niej złe słowo. 
-Jakie to słowo?
-Dziwka.- odparła wzruszając ramionami.- Słyszałam to słowo jak szłam ulicą razem z tatusiem.
-To nieładnie mała. Nie mów tak nigdy więcej. Gdzie mieszkasz?
-Hmm... nie wiem.- odparła po chwili namysłu.- nie chcę wracać do domu! Mam trzy siostry i dwóch braci!
-Strasznie dużo was tam.
-Moje dwie siostry i bracia są adoptowani.
-Jak masz na imię?
-Jestem Ava. Mam siedem lat. - uśmiechnęła się dziewczynka.
-Ja Justin, niedługo będę mieć dziewiętnaście.-zaśmiałem się.
-Czyli teraz masz osiemnaście, tak?
-Tak. A twoja siostra to?
-Ta, która nie jest adoptowana?
-Tak.
-Ma na imię Carly i kończy za dwa dni siedemnaście lat!- krzyknęła radośnie.
-Hm... powiedz mi Ava, czy twoja siostra będzie cię szukać?- zapytałem.
-Chyba tak! My dwie w domu trzymamy się razem. Nie lubię moich przyrodnich sióstr. Patrz, mam zdjęcia wszystkich! To jest Mia i Tia:
Ja ich nienawidzę- skrzywiła się dziewczynka- są okropne. To jest Daniell:
Zawsze się ze mną bawi, lubię go bardzo. Pewnie też będzie mnie szukać. To jest Marco:
No i wreszcie Carly:
-Wow, całkiem duża ta rodzina.- odparłem wreszcie.
-Tak. Carly i Daniell są fajni. każde ma po siedemnaście lat. No prawie...- zachichotała.
-A co jest z Marco, Tią i Mią?
-Nie lubię ich, bo ciągle mi dokuczają.
-Chodź do środka. Pobawisz się z moją siostrzyczką i braciszkiem.- uśmiechnąłem się, po czym wziąłem Avę na ręce.

   Nie mogłem pozwolić, aby Ava dzisiaj dokądś poszła. Postanowiłem pozwolić jej spać w moim pokoju. Dałem jej piżamkę Jazmyn. Przedtem wypiła czekoladę na gorąco i zjadła ciastka. Było około dwudziestej i wreszcie miałem czas, żeby być z Olą.
-Dużo się dzisiaj działo.- zaśmiała się Aleksandra.
-Prawda. Olu, nie wiesz czy wróciła Erin?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłem do nich. Otworzywszy je ujrzałem Carly i Daniella patrzących na Erin. 
-Um... hej. Sorki, że przeszkadzamy, ale zauważyliśmy leżące zdjęcia na chodniku. Właściwie szukamy siostrzyczki. Ma na imię Ava i jest siedmiolatką- powiedziała Carly.
-Wejdźcie, jest tu. Po schodach, prosto i pierwsze drzwi po lewej- uśmiechnąłem się,
-Dzięki- odpowiedzieli i pobiegli szybko na górę. 
-Witaj Erin.
-Witaj Justin. Ja cię tak bardzo przepraszam!
-Nie ma sprawy. Idź do taty.
-Jasne.
Wróciłem z powrotem do Oli. Siedziała na łóżku przeglądając Facebooka. Powiedziałem tylko, że idę do Avy.

-Carly! Daniell!- usłyszałem, gdy tylko wszedłem do pokoju.
-Cześć, Ava!- zawołali jednocześnie. 
-Justin!- krzyknęła Ava, kiedy zobaczyła mnie w drzwiach.
-Hej. Może zostaniecie na noc? Zdaje mi się, że Ava chce tu jeszcze trochę pobyć.- zachichotałem.
-To prawda. Zostaniemy? Zgódźcie się!- błagała siedmiolatka.
-No dobrze, ale bądź grzeczna. Justin, bardzo ci dziękujemy. Jestem twoją oddaną fanką.- powiedziała nieśmiało Carly.
-Bardzo się cieszę, Carly. 

Wróciłem z powrotem do Oli w ręku trzymając piżamę. Była w łazience i się kąpała. Tym razem nie chciałem powtarzać sytuacji , która miała miejsce całkiem niedawno. W milczeniu przebrałem się w przyniesione rzeczy i usiadłem na łóżku. Miałem szary podkoszulek i czarne dresowe spodnie z luźnym krokiem. Chwilę potem już leżałem pod kołdrą i czekałem, aż dziewczyna wyjdzie. 
-Justin? Co ty tu robisz?- zapytała zdziwiona Ola.
-Jestem z tobą- zachichotałem.
-Ja pierdole!- krzyknęła nagle.
-Skarbie, co się stało?!- zapytałem niepewnie.
-Patrz na tego SMS'a!- wskazała na wyświetlacz jej telefonu.
-Kurwa mać...!

Rozdział 20

Kiedy się obudziłem Oli już nie było w łóżku. Spojrzałem na zegarek. Dopiero siódma trzynaście, pomyślałem, po czym wstałem. Zapukałem do drzwi łazienki, a następnie ostrożnie otworzyłem. Dziewczyna stała przy umywalce myjąc zęby i rozczesując włosy. Na mój widok tylko figlarnie się uśmiechnęła. Chwyciłem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie całując po szyi. Ola jęknęła wycierając twarz i obróciła się w moją stronę. Pochyliłem się nad nią; pocałowałem w usta. Ona zmierzwiła mi włosy i odwzajemniła pocałunek. Wtuliła się we mnie nie odrywając od siebie naszych ust. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie, ale jak zwykle ktoś musiał nam przerwać. Była to Selena. Jej wyraz twarzy nie należał d szczęśliwych:

Szybko się od siebie oderwaliśmy, a ona wyszła. Koniecznie trzeba zakluczyć drzwi na następny raz. Pocałowałem Olę czule w usta i wyszedłem z jej pokoju. Spokojnym krokiem skierowałem się do pomieszczenia, w którym mieściły się moje ubrania. Ubrałem się w jeansy, skejty, T-shirt z nadrukiem, bluzę i zszedłem na dół. Mama już krzątała się w kuchni. 
-Dzień dobry.
-Jakie dobry? Idź uspokoić Selenę. Przyszła oburzona i rozżalona. Przy okazji, chłopaku, obudź tę Paulinę, dobrze?
-Dobrze, mamo, dobrze.- przytaknąłem, po czym znów wróciłem na górę. Podszedłem do drzwi pokoju Seleny, które mieściły się tuż przy schodach, i zapukałem. Usłyszałem krótkie Proszę i bez wahania wszedłem do środka. Dziewczyna właśnie wyciągała walizkę spod łóżka, raz po raz podchodząc do szafy i wyciągając z niej rzeczy.
-O co ci chodzi?- warknąłem zirytowany.
-O co MI chodzi?- syknęła- Justin, to nie ja się całowałam z jakąś dopiero co poznaną suką.
-Nie mów tak o niej Gomez.
-Och, teraz będziesz mi mówił po nazwisku?
-Kurwa mać, Selena. Uspokój się dziewczyno. Po pierwsze zerwaliśmy, po drugie mam prawo całować własną dziewczynę, po trzecie odpierdol się wreszcie.
-Dobrze- uśmiechnęła się sztucznie- Teraz wiem, że jesteś zwyczajnym debilem, który przeleci pierwszą lepszą!
-Że co...? Z resztą, Selena!- spojrzałem na nią gniewnie- Zrozum dziewczyno, że od dawna nie układało się nam w związku.
-No i co? Od razu należy całować inną? Po huja ci to?- syknęła.
-Dobrze, że cię nie pieprzyłem Gomez. Wiem jaka teraz jesteś ohydna.- szybko pożałowałem tych słów.
Selena rozpłakała się w momencie, gdy weszła Ola. Byłem taki głupi. Nie mogłem ogarnąć co działo się wokół mnie. Natychmiast wyszedłem pozostawiając dziewczyny same. W duchu modliłem się, żeby Ola załagodziła sytuację, w której się znalazłem. Nie powinienem tak traktować Seleny. Nie powinienem traktować jej jak zużytej szmaty. Pobiegłem do swojego pokoju. Na szczęście był tam balkon. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do kumpla.
-Hej stary! Czemu cię wczoraj nie było?- zapytał James.
-Miłosne sprawy... Słuchaj, co Selena robiła na imprezie?
-Koniecznie chcesz wiedzieć?- zapytał niechętnie.
-Tak, mów wszystko co wiesz.
-Hmm... no to mówiła coś, że jest nieziemsko na ciebie wkurwiona. Potem podeszła do Nicka Jonasa i zaczęła z nim ostro flirtować. Oczywiście wypiła dwa kieliszki. Zaraz przyślę ci fotkę co stało się potem.- powiedział smutno James.
Rzeczywiście. Po paru sekundach przyszedł MMS ze zdjęciem Sel:
Stary, ona jest suką. Sorki, że do tego dopuściłem ;(
Pod zdjęciem był podpis Jamesa. Żałował, że jej nie odciągnął, a ja byłem wniebowzięty. Wreszcie miałem dowód, że nie tylko ja szybko się pocieszam, ale też Selena. 
   Pobiegłem do pokoju dziewczyny, aby jej wszystko wygarnąć. Nie byłem pewien, czy Ola nie ma mi niczego za złe.
-Ty cholerna suko!- krzyknąłem zamykając drzwi.
-Justin, opanuj się! Jesteś cholernie głupi.-odpowiedziała mi Ola.
-Popatrzcie jak Selenka bawiła się na imprezie z Nickiem Jonasem, a teraz robi sceny z powodu naszgo pocałunku.- widać trafiłem w czuły punkt, bo dziewczyna stanęła na równe nogi i kazała sobie pokazać  zdjęcie.
-Selena! Jak mogłaś?- zapytała z wyrzutem Ola. Z jednej strony rozumiałem Alex, przecież nas opierdalała rano za pocałunki, a wczoraj zabawiała się z pieprzonym Nickiem. Ja tam nie wiem, ale to raczej gatunek suki.
-J-j-Ja nie wiem... Och...- popłakała się- przepraszam was, okej? Nie chciałam tego zrobić, ale jak was zobaczyłam, tak razem, powróciły wspomnienia i zazdrość.-łkała Sel.
-Dobra, słuchaj, zapomnijmy o całej tej sytuacji. Ty możesz całować się z Nickiem, a ja Olką. Okej?- zaproponowałem.
-Okej. Nigdy więcej tak nie zrobię.- uśmiechnęła się.
Po skończonej rozmowie chwyciłem Olę za rękę i wyszliśmy pozostawiając Selenę samą sobie. Poprowadziłem Aleksandrę schodami na dół i skręciłem do kuchni.
-A obudziłeś Paulinę?- zapytała matka ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
-Nnoo... nie- zawstydziłem się.
-Idź.

 Z perspektywy Oli


Dzień nie rozpoczął się świetnie, ale miałam nadzieję, że jeszcze się poprawi. Po tym jak Justin pobiegł szybko obudzić Paulinę, ja zostałam z Pattie i pomogłam jej przygotować śniadanie.
-Wiesz, Olu, idźcie dziś z Justinem  do kina. Dobrze wam to zrobi.- uśmiechnęła się Pattie.
-A kiedy mają być dzieciaki?- zapytałam.
-Jazmin i Jaxon mają być w każdej chwili. Dzisiaj Justin nie planuje koncertu, a ja z przyjemnością zajmę się urwisami- zaśmiała się kobieta.
-Bardzo pani dziękuję.
-Nie ma za co. Przyjadą też rodzice dzieci. Niestety, taki mój los...- westchnęła.
-Na pewno będzie...
Nie było mi dane dokończyć tego zdania, ponieważ dzwonek do drzwi zagrzmiał w holu. Pattie poprosiła mnie o otwarcie gościom, a sama zabrała się za dostawianie talerzy. Justin zaczął zbiegać po schodach. Selena również przyszła. Wszyscy zebrali się w holu, aby powitać przybyszy.
-Witaj Jeremi, Erin.- uśmiechnęła się Pattie- witajcie dzieciaki. Poznajcie proszę Olę. Jest nową dziewczyną Justina.
-Cześć Ola- rzuciły się na mnie obydwa urwisy. Słodkie dzieciaki długo prosiły mnie o zabawę, aż w końcu się zgodziłam. Postanowiła mi potowarzyszyć Selena. Podczas, gdy Justin rozmawiał z rodzicami i Erin, my wspaniale się bawiłyśmy.
-Ej, Ola, a gdzie Paulina?- zapytała nagle Sel.
-To Justin jej nie obudził?
-No, niby tak. Chodźmy do niej.
Zostawiłyśmy słodką dwójkę i ruszyłyśmy do pokoju Pauli. Otworzywszy drzwi zastałyśmy ją przy laptopie. Szukała biletów do Polski na dzisiejszy lot.
-Co ty robisz?- zapytała z niedowierzaniem Selena.
-Nie chcę się wam narzucać, a poza tym muszę wrócić wreszcie do mojego kraju. Tutaj nie mam nikogo i zobaczcie co się stało.- wydukała dziewczyna.
-Jak chcesz, ale zaraz masz zejść na śniadanie.- powiedziałam, po czym pociągnęłam Sel w kierunku korytarza. 
-Ona jest jakaś dziwna- szepnęłam, gdy byłyśmy już na schodach.
-Prawda. Od czasu ucieczki unika każdego i nie wychodzi z pokoju.
Nie mogłyśmy spokojnie porozmawiać, bo Jazmin i Jaxon natychmiast podbiegli do nas. 
-Och... słodziaki. Chodźcie na chwilę na dwór. Pokażę wam coś- powiedziała radośnie Selena.- Ty też Ola.
Co miałam zrobić? Poszłam i zobaczyłam piękny widok. Nie zapomnę go do końca życia. Z tarasu można było zobaczyć góry i jezioro. Natomiast, gdy się przeszło na przód domu, czyli na przykład z mojego pokoju, można było zobaczyć piękne, turkusowe morze. Ja normalnie będę się do Justina wpraszała. 
 

19:10, kino


Cały dzień mile spędziłam w towarzystwie dwoje dzieci, a teraz mój chłopak zabrał mnie na randkę do kina. Postanowiłam ubrać się luźniej. Amerykańskie spodenki, bluzka odsłaniająca mi pół brzucha, Vansy, torba:


   Szliśmy sobie spokojnie chodnikiem, zaczepiani kilka razy przez fanki, jedząc lody i flirtując.
W kinie Justin zapłacił za bilety i poszliśmy na jakiś film. Potem oznajmił mi, że wybrał horror pt. "Krwawy dzień". Cholernie uwielbiałam horrory. Wchodząc do sali kinowej znów natrafiliśmy na jego potwornie dziwne fanki, które skakały, piszczały i Bóg wie co jeszcze.
   W końcu zajęliśmy nasze miejsca i zajadaliśmy się popcornem do rozpoczęcia seansu.

-Ale to straszne!- szepnęłam przytulając się do Justina w połowie filmu.
-Trochę- zaśmiał się, po czym objął mnie swoją ręką.
Nagle jakiś potwór (z filmów oczywiście) zabił parę nastolatków i zaczął wyjadać ich flaki, na co od razu powiedziałam : "Fuuuuuuj"  z obrzydzenia. Chłopak tylko zachichotał, a ja lekko uderzyłam go w ramie. Schylił się, aby pocałować mnie w czoło. Odruchowo podniosłam głowę, żeby trafił w usta.


-Jak tam film?- zapytał Jeremi.
-Obrzydliwy.- zachichotałam.
-No weź, tak źle nie było.- zaśmiał się Jus.
-Dobrze, dobrze. Oszczędźcie mi komentarzy.
-Gdzie mama?- zapytał Justin.
-Hmm... powinna być na górze w swoim pokoju.
-A gdzie Erin?- zapytał chłopak.
-Wyszła z dzieciakami na plażę.
-Luz. Chodźmy Ola, przejdziemy się gdzieś.
Natychmiast przytaknęłam i pokiwałam Jeremiemu na pożegnanie.
-Twój tata jest fajny.- uśmiechnęłam się.
-To prawda, ale czasem... wiesz.
-Tak, wiem.- zachichotałam.- Dokąd mnie zabierasz?
-Na plażę.
-To fajnie.

   Plaża, chłodny wietrzyk, słońce już znika, a my chodzimy. Justin dał mi swoją kurtkę, żeby było mi cieplej.
-Jak tu pięknie.- szepnęłam wpatrując się w wodę.
-Tak...- odpowiedział mi chłopak, przy tym stając na przeciwko mnie.- Jesteś piękniejsza, Olu.- przybliżył się.
-Tak myślisz?- zapytałam patrząc w jego oczy.
-Tak uważam.- pocałował mnie.

  Było zupełnie ciemno kiedy udało nam się dojść do domu. Tam atmosfera była nieprzyjemna. Selena siedziała z dziećmi, a Erin z Pattie kłóciły się. Jeremi był wkurzony całą tą sytuacją i wyszedł sobie dokądś.
-O co wy się kłócicie?- zapytał Justin ze złością.
-Zobacz co ta gnida zrobiła!- krzyknęła Pattie.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział 19


Ktoś zapukał w okno. Przeraziłam się, gdy w oknie pojawiła się twarz Sel. Otworzyła okno i pomogłam Selenie wejść.
-Nie mamy wiele czasu, ugryzłam gościa i w każdej chwili może wyjść z łazienki. Pomóż mi ją ubrać- szepnęłam.
-Okej.
Płacząca dziewczyna zebrała się w sobie i po chwili już sama się ubrała. Szybko pomogłyśmy jej wyjść oknem, a następnie same wyskoczyłyśmy. Selena zaparkowała samochód po drugiej stronie ulicy. 
-Co się stało?- zapytała Sel.
-On mnie zgwałcił, tak jakby.- przyznałam nieśmiało.
-A tobie?
-On porwał mnie jakiś tydzień temu. Zdobył mój numer telefonu dzięki książce telefonicznej. Jestem z Polski, tak a propos.- wybełkotała dziewczyna.
-Ja też!- krzyknęłam radośnie.
-A tak w ogóle jak masz na imię?- zapytała Selena.
-Jestem Paula.
-Ja Ola, a to Selena.
-Miło mi was poznać.- uśmiechnęła się po raz pierwszy płacząca.- Tak wyglądam na co dzień- podała mi swój telefon z jej zdjęciem:
Reszta drogi przebiegała w całkowitym milczeniu. Żadna z nas nie miała najmniejszej ochoty gadania o byle czym. Na zewnątrz może i wyglądałam na radosną i szczęśliwą, ale w środku byłam w totalnym szoku, rozdarta, załamana, zrozpaczona... Brak mi słów na to wszystko. 
   Koniec końców dojechaliśmy wreszcie do klubu, w którym Justin występował. Szybkim krokiem skierowałyśmy się do wejścia. W środku nikogo z fanów nie było. Tylko Jus chodził  w tę i z powrotem, jego matka siedziała na scenie niespokojnie się rozglądając. Była też ekipa zajmująca się wizerunkiem chłopaka. 
-Selena, Ola, jakaś dziewczyna! Jesteście! Ola, nic ci nie jest?- zapytał Justin z przejęciem.
-Nie, nic. Powiem ci z resztą w domu. To jest Paula. 
-Fajnie, miło mi cię poznać. 
-Och...- zaparło Pauli dech w piersiach.
-Selena, idź proszę na imprezę i wytłumacz, że nie mogłem przyjść, mamo? 
-Tak, też pójdę. Idźcie do domu. Widzę, że ta Paula trochę zdenerwowana. 
-Zabiorę je.
   Justin wsiadł do samochodu wkładając kluczyki do stacyjki i zatrzaskując drzwi. Paulina siedziała z tyłu pogrążona w myślach, a ja z przodu nawiązywałam rozmowę z chłopakiem. Kiedy byliśmy pod domem poprosiłam Jus'a, żeby dał dziewczynie pokój z łazienką, aby mogła się odświeżyć i wyspać. Najpierw oczywiście chciałam przyrządzić z nim kolację. Miło chrupało się tosty z serem, szynką i ketchupem pijąc do tego kakao. Następnie Justin zaprowadził Paulinę do pokoju, gdzie mogła się umyć i takie tam. 
   Prowadził mnie ostrożnie po schodach. Potem powoli podniósł mnie i zaniósł na rękach aż do samego pokoju. Wszystko robił uważnie się do tego przykładając, aby wyszło jak najlepiej i najbezpieczniej. Położył mnie na łóżku i przykrył, po czym sam się wślizgnął. Zaczął głaskać moje włosy, gładzić moje policzki i szyje. Całował mnie delikatnie w głowę. Szeptał do ucha miłe słowa.
-Justin...-powiedziałam rozpływając się w jego ramionach.
-Tak?- zapytał nie przestając mnie gładzić.
-Muszę ci coś powiedzieć, ale przestań na chwilę.- chłopak z niechęcią posłuchał mojej prośby. 
Jego oczy wypatrywały w moich odpowiedzi na pytanie : "O co chodzi?"
-Justin, bo ten koleś, on mnie porwał. I zgwałcił. Podobnie było z Paulą. Proszę, nie bądź zły. Specjalnie poszłam po Selenę. I w ogóle. Wiesz, że to nie moja wina, prawda?
-Wiem, kochanie, i obiecuję ci, że ten gnojek zgnije w więzieniu. Popierdolony facet, który porwał młode dziewczyny. No cóż nie myśl o tym, skarbie. Idź się wykąpać, przyda ci się to. Marnie wyglądasz.
-Czy ty coś sugerujesz, Justin?
-Nie, oczywiście, że nie. Po prostu martwię się o ciebie. Dobrze ci zrobi gorąca kąpiel.
-Dziękuję. 

Z perspektywy Justina 


Podczas, gdy ja śpiewałem, Olę uprowadzono. Selena wbiegła szybko na scenę mi o tym powiedzieć, a ja natychmiast po zaśpiewaniu piosenki oznajmiłem, że już dłużej nie mogę zostać, bo coś "stało się" mojej mamie. Wtedy przyszedł ten pieprzony SMS's : "Jeśli chcesz jeszcze zobaczyć swoją panienkę całą i zdrową musisz wyrzucić pieniądze w czarnej walizce, czyli 1.000.000, do żółtego kosza na śmieci przy hotelu Paradise". Straciłem wtedy panowanie nad sobą i rozwaliłem pół garderoby. Dwie godziny później zobaczyłem trzy dziewczyny, całe i zdrowe. Gdy przyjechaliśmy do domu zjedliśmy jakąś kolację i wszyscy się rozeszli. Ja i Ola do jednego pokoju, a Paulina do drugiego. 
-Kochanie, kiedy wyjdziesz?- zapytałem z niecierpliwością pukając w drzwi.
-Momencik...-zawołała radośnie. - Justin, przyniesiesz mi piżamę? Zostawiłam na łóżku.
-Nie wstydź się- zachichotałem- w końcu jestem twoim chłopakiem.
-No, Justin! Podaj mi- krzyknęła.
-Sama weź.
-Dobra jak chcesz.
   Wyszła w ręczniku do pokoju, a mnie wepchnęła do środka. Zamknęła drzwi na klucz. Byłem uwięziony. Ola przebrała się szybko, po czym otworzyła moje więzienie. 
-Czy ty kompletnie zwariowałaś?- jęknąłem.
-Nie, ty sam chciałeś, żebym weszła.- zakpiła.
-Oj tam, oj tam.
   Wkrótce potem zaczęliśmy wojnę na poduszki. Po piętnastu minutach każde z nas poległo na polu bitwy.
-Justin, wykąp się i przyjdź do mnie.
-Dobrze, wszystko dla Oli.- zachichotałem.
Wyszedłem z pokoju, po czym skręciłem w lewo otwierając drzwi mojego pokoju. Zapalając światło zobaczyłem bałagan, jaki tu panował. nie chcąc, aby ktokolwiek, a zwłaszcza Ola, widział ten chaos.
Zacząłem szybko zbierać walające się na podłodze ciuchy i inne pierdoły, a następnie poukładałem w odpowiednich miejscach. Potem wszedłem do łazienki, zdjąłem ubranie i umyłem pod prysznicem. Nie zajęło mi to dużo czasu. Wybiegając z łazienki do pokoju przebrałem się w piżamę i popędziłem do pokoju Aleksandry. Kiedy wszedłem zobaczyłem Olę prawie śpiącą na łóżku wtuloną do misia. 
-Olu?- zapytałem szeptem- Mogę się obok położyć?
-Jasne- powiedziała Ola.
Dziewczyna zrobiła mi miejsce i obróciła się twarzą do mnie. Pocałowałem ją w usta, a po chwili już spaliśmy.

Wcześnie rano, 5:09

Otworzyłem oczy i zobaczyłem słodko śpiącą dziewczynę wtuloną we mnie. Pocałowałem ją w czoło mając nadzieję, że się nie obudzi. Niestety się obudziła.
-Ymmm.... Justin?- zapytała sennie- Która jest godzina?
-Chyba po piątej.
-Śpijmy jeszcze.
Bez wahania przyjąłem propozycje. Wtuliła się mocniej w moje ciepłe ciało. Szeptałem jej do ucha czułe słówka, żeby lepiej jej się spało. Podziałało. Ze słodkim uśmiechem zasnęła pod ciepłą kołdrą. Ja natomiast zacząłem planować jak zemścić się na tym pierdolonym Robercie. Jakiś cholerny, zboczony pedofil. Jasna cholera, mogłem wtedy pobiec za Seleną i już odegrać się na tym pierdolcu. Nie mogłem jednak zawieść fanów. Cieszyła mnie tylko jedna myśl; Ola była cała i zdrowa.

Rozdział 18

-H-Halo?- zapytałam powstrzymując śmiech.
-Witam.- odpowiedział mi głos w słuchawce.
-Sorry, ale czy my się znamy?
-Tak. Jestem Robert. Na pewno skojarzysz.- powiedział- Do rzeczy. Zakładam, że będziesz na koncercie Biebera?
-Tak, a co?
-Też tam będę. Mniejsza o to, ale mam dla ciebie nie za ciekawe wieści. Z resztą przekonasz się o tym.
-Dobrze. Do wi...
-A, i jeszcze jedno! Stój gdzieś przy wejściu, najlepiej sama. Do widzenia.
-Do widzenia...
   Ten facet nieźle mnie zaniepokoił. Starałam się sobie przypomnieć, czy znam jakiegoś Roberta. Nic, pustka. Pozostało czekać do koncertu, do którego zostały jeszcze tylko dwie godziny. Ja byłam ubrana w kremowo-różową sukienkę na naramkach, do tego włożyłam kremowe-białe buty na obcasie, dobrałam kilka ładnych dodatków i wzięłam różową kopertówkę z z flagą Brytanii.
Natomiast Selena wolała ubrać się w coś o wiele bardziej odważnego. Czarna, skórzana sukienka, jakieś dziwne buty, których chyba jeszcze nikt na świecie nie widział, czarna bransoletka, jeansowe rękawiczki, granatowa torebeczka i niebieski żakiet. Ta dziewczyna ma pojebane pomysły (xd)
 Oczywiście, w razi co wzięła sobie na przebranie jakąś srebrno-czarną sukienkę, białe buty, srebrną kopertówkę, a do tego wisiorek.
No cóż, jej wybór.

20:07, w jednym z Californijskich klubów na koncercie Justina.


Wszystko przebiegało świetnie. Justin zaprowadził nas za scenę. Jego garderoba była mega wielka. Nagle przypomniałam sobie o Robercie. Gomez doskonale wiedziała, że coś się stało, ale nie drążyła tego tematu. Przypadkowo zostałyśmy same, a to doskonała okazja dla Seleny, żeby dowiedzieć się kto do mnie dzwonił.

Z perspektywy Justina


Kompletnie nie wiedziałem dlaczego dziewczyny tak dziwnie się zachowywały; Stój, dlaczego Ola się tak zachowywała. Selenie nie ma co się dziwić; ma w końcu jakieś dziwne buty! Serio, takich jeszcze w życiu nie widziałem. Cholernie mi ściskało żołądek, gdy tak patrzyłem na Aleksandrę. Dziewczyna była spięta, zdenerwowana, a do tego przybita. Z jednej strony jej się nie dziwiłem, ale z drugiej to podejrzane. Wyszedłem na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza i przywitać kilku fanów, którzy czekają na zewnątrz. Dużo krzyków i wrzasków na mój widok wydobyło się z ust nastolatek, które są zniecierpliwione i chcą już wreszcie przybiec jak najbliżej sceny. Kilka wydanych autografów. Kilka fotek. To nie odciągnęło mnie od myślenia nad moją dziewczyną. Kurwa, jak ja bym chciał dowiedzieć się czegoś. W tłumie zauważyłem faceta, dorosłego faceta. Miał około trzydziestu pięciu lat i nie wyglądał na fana. Patrząc mu prosto w oczy powiedziałem do niego, żeby się zbliżył. Gość był płochliwy i natychmiast wycofał się bardziej do tyłu. Wzruszyłem tylko ramionami i pobiegłem do garderoby. Selena i Ola nadal tam stały. 
-Um, Olu?- zapytałem niepewnie widząc jej wyraz twarzy.
-Tak?
-Chodź na chwilę, musimy pogadać.
-No dobrze.
 Zaprowadziłem dziewczynę w jakieś ustronne miejsce i spoglądałem prosto w jej przepiękne, niebieskie oczy.
-Olu, czy coś nie tak?
-Jest okej- stwierdziła przygryzając wargę.
-Przecież widzę, że nie. Mów o co chodzi.
-No więc zanim przyjechaliśmy tutaj ktoś do mnie zadzwonił. Jakiś Robert. Jest Polakiem, no bo wiesz, mówił po polsku. Cóż, ma tu przyjść, a spotkać się mamy przy wyjściu. Mam być sama.
-Na pewno nie pójdziesz sama. Weź Selenę. Proszę cię. Nie możesz się narażać. Słuchaj, gościu ma ci coś do przekazania, czy jak?
-Jakieś nieciekawe wieści. Nie wiem o co może chodzić! Dobra, wezmę Sel. 
-Chodź, zaraz będzie tu mnóstwo fanów. Szybko.
   Zanim się obejrzeliśmy wpuszczono nastolatki, a ja stałem z Olą pod łazienką. 
-Życz mi szczęścia, kochanie.- łobuzersko się uśmiechnąłem.
-Ty mi też, skarbie.
Niekontrolowanie pochyliłem się nad nią, a nasze twarze dzieliły milimetry. Pocałowałem ją. Nagle usłyszeliśmy krzyk za sobą. Była to moja matka. Hmm... no fak, nikt jej nic nie mówił.

Z perspektywy Oli


Przeraziłam się i natychmiast wyskoczyłam z uścisku Justina. Staliśmy jak wmurowani. Pattie zaczęła kazanie.
-Justin! Czy ty sobie wyobrażasz co właśnie zrobiłeś?! Masz dziewczynę i nie powinieneś jej zdradzać! Z czego się śmiejesz?- zapytała groźnie kobieta.
-Mamo! My nie jesteśmy razem. Znaczy, chodzi mi o Selenę. Zerwaliśmy wczoraj. Jakoś tak wyszło, że jestem z Olą.
-Szybko się pocieszasz chłopczyku. Zrozum, że Selenę to zaboli.
-Ona wie.
-Aha.
   Pattie odeszła bez słowa, a ja stałam jak wmurowana, nadal. 
-Kotku, ona nic do ciebie nie ma. Po prostu jest zszokowana, że jej nikt nic nie mówił.
-No tak.
-JUSTIN! ZOSTAŁY 3 MINUTY!- krzyknął ktoś zza sceny.
-Muszę iść. Do zobaczenia. Aha, i uważaj na tego gościa.- pocałował mnie w policzek.
-Pa, kocie- zaśmiałam się.
Zaczęłam biec w stronę garderoby, kiedy zatrzymał mnie głos jakiegoś mężczyzny.
-Hello- uśmiechnął się.
-Momencik, zaraz panu pomogę, tylko pójdę po koleżankę.
-Okej.
   Nie minęło dużo czasu, gdy znów znalazłam się na przeciwko faceta, tym razem z Seleną.
-Witaj, moja mała.- zarechotał, po polsku!
-Dzie-dzień dobry. Kim pan jest?
-Jestem Robert, dziecinko. Powinnaś wiedzieć, że obcym się nie ufa!
-Selena, help me!- krzyknęłam, gdy tylko poczułam, że wiszę w powietrzu.
-Zostaw ją, debilu! POMOCY!!!- wydarła się. 
Mężczyzna zaczął uciekać, a ja wraz z nim na jego ramionach. Płakałam, krzyczałam, waliłam go z całych sił.
-JUUUUUUUSTIIIIN!- wołałam.
 
   Obudziłam się związana w jakimś starym samochodzie.
-Witaj, maleńka. Jak się spało?- zarechotał.
-Pieprz się. Wysadź mnie.
-Nie... właśnie jedziemy do mojej pięknej willi.
Robert wziął broń, którą trzymał za pasem i przyłożył mi do czoła.
-Jeśli nie będziesz grzeczna i posłuszna to zginiesz.
Oddalił na chwilę pistolet, a potem z całej siły uderzył mnie w głowę.
-Wstawaj, leniwa suko!- ktoś krzyknął mi do ucha. Kto inny ja nie pan Robert?
-Czego ty ode mnie chcesz?
-Chcę za ciebie forsę, od Justinka.
-Tymczasem, masz tu ubranie, idź się przebrać.
-Ale to bielizna, przezroczysta!
-Tak, idź się przebrać.
-Nie zmusisz mnie.
-Idź!- przyłożył mi broń do głowy.
-Nie. Nie jestem dziwką. 
-Dobrze, sam cię przebiorę.
-Spróbuj, to pożałujesz. 
-Pierdol się.

Zaczął ze mnie ściągać ubranie; mimo mojemu kopaniu i wierceniu się mężczyźnie udało się ze mnie zdjąć wszystko. Z wyjątkiem bielizny. Zaczął mnie obmacywać, a ja darłam się najgłośniej jak tylko potrafiłam, płakałam, jęczałam. Nic... Zaczął mnie całować w usta; kiedy go ugryzłam w wargę podskoczył z jękiem i pobiegł do łazienki. Moje ręce były związane, a ja zauważyłam, że cała jestem posiniaczona i poraniona. Wzięłam się w garść i chwyciłam ubrania i wybiegłam szybko z pomieszczenia. Znalazłam się w jeszcze bardziej niepokojącym pokoju. Oprócz mnie była tam jeszcze jedna związana dziewczyna. Miała rozerwane ubranie, a twarz była cała we krwi. Rzuciłam ubranie i natychmiast zaczęłam próbować rozwiązać ręce. Po chwili udało mi się i zakluczyłam drzwi na klucz. Ubrałam się i podeszłam do dziewczyny. Byłyśmy zgwałcone. Sama przecież nie podarła sobie ubrań i stanika. Ktoś nagle zapukał w okno...
 

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 17

-Mów o co chodzi! - krzyknęłam.
-Mama ma białaczkę. Miała małe siniaki na nogach i rękach, co nas zaniepokoiło. Na początku starała się to ukryć, ale w końcu tata to zauważył i pojechaliśmy do szpitala. Stwierdzono, że to białaczka, ale zrobili jeszcze badania, żeby to potwierdzić.- Marta miała łzy w oczach, nie ośmieliłam się jej przerwać, bo zabrakło mi słów- Mama może wyzdrowieć, jeśli znajdziemy dawcę szpiku.
-C-co?- załkałam. Justin zaczął mnie przytulać i pytał o co chodzi. Powiedziałam mu, że zaraz mu wszystko wytłumaczę.
-Zrób dla mnie jedno, Ola, postaraj się zebrać dużo pieniędzy. Potrzebujemy dość dużą sumę, żeby zapewnić mamie najlepsze warunki. Trzeba też zapłacić za operację.
-Jakie warunki?
-W domu zrobimy jej pokój potrzebny do leczenia choroby, czy coś. Proszę postaraj się!
-Na pewno. Myślę, że z małą pomocą mi się uda.- uśmiechnęłam się przez łzy.
-Ja kończę, muszę zaraz pomóc tacie. Papa- spojrzała tylko raz i nie czekała na odpowiedź.
   Wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Justin przytulał mnie. Nagle weszła Selena. Usiadła obok i też zaczęła mnie pocieszać.
-Co się stało?- pytali obydwoje. Bieber był przy rozmowie, ale nie rozumiał polskiego.
-M-moja m-matka m-ma b-białaczkę- powiedziałam.
-No, nie! Możemy Ci jakoś pomóc?
-Nie wiem jak to zrobicie, ale zbierzcie dużo pieniędzy. Moja mama potrzebuje chemioterapii, pokoju, w którym będzie mogła odpoczywać po całym leczeniu, operacji... proszę, pomóżcie- wyłkałam.
  Justin i Selena spojerzeli na siebie. Gomez mimo, że nie znała mojej matki, również się popłakała. Justin siedział obok i przytulał mnie mocno. Nie byłam w stanie nic robić.
   Obudziłam się. Nie było nikogo w pokoju. Nie wiedziałam co robić. Po krótkiej chwili rozmyśleń przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia sprzed kilku godzin. Gdy tylko dojechaliśmy do willi Justina, czyli około siedemnastej, przywitały mnie twarze Seleny i Pattie. Potem rozmiawiałam z Martą przez jakieś dwadzieścia minut na video chacie. Nie wiem, może przez półgodziny, godzinę, płakałam Justinowi w koszulkę. Selena się do mnie przytulała. To raczej było półgodziny, a potem zasnęłam. Obecnie jest godzina dwudziesta zaero dwie. Nie spałam długo. Zaledwie dwie godziny.
   Zeszłam po schodach. Mama Jus'a siedziała przy stole w kuchni, chłopak dreptał tu i ówdzie, a Selena spała na kanapie pod kocem. Widać musiała być przejęcta. Podeszłam do Justina. Był smutny; przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. Gdy go puściłam ruchem ręki wskazał na krzesło koło Pattie. Kobieta była zdenerwowana i smutna.
-Justin, o co chodzi?
-Zbierzemy te pieniądze.- uśmiechnął się blado.
-Jakie pie... aaa... Nie zbierajcie, sama muszę o to zadbać.
-Nie- pokręcił głową- ja nie jestem obojętny na czyjeś nieszczęścia.Słuchaj, Ola, na kiedy potrzebne są pieniądze?
-Jak najszybciej- odpowiedziałam krótko, wiedziałam, że on nie da za wygraną.
-Hmmm, na za tydzień może być? Myślę, że około stu tysięcy, albo i więcej uda się zarobić. Zorganizuję koncerty.
-Och Justin! Dziękuję ci!- rzuciłam się mu na szyję.- Co ja bym bez ciebie zrobiła?
-Wszystko możliwe, jeśli tego bardzo chcesz.
-Justin, Ola? Jak wy zamierzacie zorganizować koncert skoro już jutro przyjerżdża do ciebie rodzeństwo?- zapytała.
-Zabiorę ich, żeby tańczyli na scenie!
-Albo ja się nimi zajmę. Skoro wy mi pomagacie, ja też wam pomogę.
-Okej. Aleksandro?
-Hm?
-Idź się wykąpać, skarbie. Przez to całe zamieszanie nie wyglądasz na żywą!- powiedziała Pattie.
-Dobrze, proszę pani- uśmiechnęłam się.
-Jaka pani? Mów mi Pattie.
-Dobrze, Pattie. Pójdę.
-Idź, musi ją ktoś pilnować- zaśmiała się patrząc na Justina.
-Okej.
   Nie minęło kilka minut kiedy byliśmy już na górze. Tak świetnie się razem dogadywaliśmy. Kazał mi iść się wykąpać. Kłóciłam się znim o to, że nie i w ogóle. Nie dawał za wygraną. W końcu poszłam. Chwilę później zjwiłam się ponownie w pokoju i usiadłam na łóżku rozczesując mokre włosy.
-Co? Nie wysuszyłaś?- zagrzmiał.
-No nie...- posmutniałam widząc jego wyraz twarzy.
-Żartowałem, nie bój się!- zachichotał.
-Oj tam, oj tam.
-No już, kładź się do łóżeczka. Idziemy spać.
-Justin, ale ja chcę posłuchać bajki!- zaczęłam udawać nadąsane dziecko.
-Ola! Nie wygłupiaj się! A więc dawno, dawno temu... ludzie poszli spać. Koniec.
-Za krótka.
   Chłopak nie odezwał się tylko położył obok mnie. Chwilę spoglądałam na niego z zdezorientowaniem, ale już po chwili moja głowa znalazła się na jego torsie. Justin zaczął się bawić moimi włosami.
-Um... Justin?
-Taak?- zapytał chłopak.
-Co ty wyprawiasz?
-Przepraszam, jeśli ci nie odpowiada.- skrzywił się lekko.
-Nie, nie przestawaj. Jest wspaniale- uśmiechnęłam się.
-Ja myślę... Olu?
-Mhmm?
-Lubię cię.
-Och...- zaśmiałam się- ja ciebie też.
-Mam nadzieję. Myślę, że jesteś wspaniała. Po prostu, nooo, lubię cię.
  Uśmiechnęłam się. Nie wiedząc jak się zachować, jeszcze mocniej wtuliłam się w niego. Westchnął tylko.
-Justin?
-Tak?
-Dzięki za wszystko.
-Ola, debilu, nie ma za co.
   Chłopak zaczął mnie łaskotać i się wydurniać. W końcu obeje rzuciliśmy się na łóżko wyczerpani śmiechcem. Wtedy emocje eksplodowały. Nie umieliśmy powstrzymać naszych warg od połączenia się. Justin pochylił się nade mną i powoli zbliżał swoje usta. Nasze twarze były tak blisko, dzieliło je zaledwie kilka milimetrów. Wreszcie się to stało. Wreszcie pocałowałam chłopaka, na którym mi zależało (przynajmniej tak czułam). Wreszcie poczułam co to znaczy miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam jednak, na jak długo. Czy jutro Justin będzie unikał mojego wzroku? Przestaniemy rozmawiać? Nie będzie chciał się zbliżyć? Nie będzie chciał całować?
   Paskudne myśli opanowały mój umysł. Miłe zmniejszyły się do rozmiarów okruszka, a wstrętne zwiększyły do rozmiarów piłki od kosza. Postanowiłam rozkoszować się jeszcze tym pocałunkiem, a dopiero potem porozmawiać z chłopakiem. Byłam chyba najszczęśliwsza na świecie, ale nie chciałam dopuścić do czegoś więcej. Jeszcze nie teraz; nie jestem na to gotowa.
   Po chwili Jus opadł obok mnie. Przytulił mnie mocno. Ja natomiast co chwila się do siebie uśmiechałam. Widocznie w tej chwili nie liczyło się nic innego dla pewnej pary ludzi. Dla tych ludzi leżących na jednym łóżku.
   Teraz to ja leżałam na nim całując go w szyje i powoli jadąc do jego ust. Ta chwila nie mogła trwać wiecznie, ale przynajmniej kilka minut. Potem nastał czas rozmowy.
-Justin?
-Tak?
-Obiecaj, że o tym nie zapomnisz i nie będziesz mnie unikał. Okej?
-Okej.
-Ale... czy ten pocałunek znaczy, że jesteśmy razem?- zapytałam z niepewnością.
-Chyba tak.
-A co na to Selena? Powie, że "Szybko się pocieszasz, Justin."
-Może tak, ale mnie obchodzisz tylko ty.
-Jednym słowem "Tylko my"?
-Tak. Nie ważne kto co powie, ważne czego my chcemy, kochanie- jego ostatnie słowa były słodkie. Kocham go! No, ale tak na serio.
-Okej- przygryzłam wargę.
-Ej, nie stresuj się. Będzie dobrze.
  Nie były potrzebne mi słowa tylko moje usta. Pocałowałam go po raz ostatni dzisiaj i zasnęłam na jego torsie.
   Rano oczywiście zastałam Justina niosącego mi śniadanie, a właściwie- NAM. (*.*) Selena właśnie przechodziła korytarzem (skąd Ila to wie? - dziewczyna wie co się dzieje, ponieważ z jej pokoju, przez okno, widzi się korytarz. Ściana zewnętrzna jest wielką szybą, więc łatwo określić co się dziej). Wpatrywałam się w ich twarze. Byłam ciekawa o czym rozmawiają. Selena nie była zadowolona, a Justin wręcz promieniał z radości. Hmm... po krótkim zastanowieniu się można wywnioskować, że powiedział jej o nas. Selena za pewne powiedziała odchodzą "Szybko się pocieszasz, Justin", bo on obrócił się w jej stronę i patrzył ze zdziwieniem.
 
-Hej, skarbie. Wyspana?
-Tak. Justin...? Gdzie ty byłeś?- dobrze wiedziałam, ale gdzie on schował te pieprzone śniadanie.
-Proszę, to dla ciebie!- wyszedł na chwilę, aby orzypchać wózek ze śniadaniem.- Śniadanie dla dwojga i wiadomości z ostatniej chwili.
-Zamieniam się w słuch i zajadam śniadanie- uśmiechnęłam się.
-No to dobre i złe.- powiedział- Już dziś jest pierwszy koncert na rzecz twojej mamy. Znaczy białaczki. Kolejne wieści są takie, że Sel już o nas wie. Nie cieszyła się zbytnio,  ale raczej przywyknie.
-Aha...
   Śniadanie przygotowane przez Justina Biebera jest pyszne! Jak ja mogłam go nie lubić? Hmm... co ja wygaduje! Zawsze go kochałam (xd) !
  Chłopak na chwilę musiał wyjechać, a ja zostałam sama w pokoju. Przyszła do mnie Selena.
-Um... cześć, mogę?- zapytała nieśmiało dziewczyna.
-Jasne! Co to za pytanie?- zachichotałam, chociaż nie bardzo było mi do śmiechu.
-To prawda?
-Ale o co chodzi?
-No, że jesteś z Justinem. Rano mi coś mówił.
-Tak, to prawda.
-Aha. Szybko się pociesza.- posmutniała.
-Ej, Sel, na pewno znajdziesz chłopaka w niedalekiej przyszłości. W końcu jesteś piękną, utalentowaną aktorką i piosenkarką.
-Niee...- zarumieniła się.
-Przestań! Wszyscy ci zazdroszczą! Selena, podasz mi mojego laptopa?
-Tak, proszę.
-Twitter, Twitter, Twitter- mruczałam pod nosem- wpisz tutaj login i hasło.
-Okej.
   Po jakichś dwóch godzinach szukania znalazłyśmy kilku, naprawdę niezłych, chłopaków.
-Ten jest fajny. Nie zwiariował jak mu coś na tablicy napisałam.
-Tak, zdecydowanie. Umów się z nim i popisz jeszcze chwilę.
-Dobrze.


Późne popołudnie, willa Justina.


Bawiłam się świetnie cały dzień pomagając Pattie i wygłupiając się z Seleną. Wkrótce potem przyjechał Justin i oznajmił, że zabiera nas na koncert, a potem na jakąś imprezę u kumpla. Co prawda razem z dzieciakami mieliśmy pojechać, ale było opóźnnienie lotu i przyjadą dopiero jutro rano. Razem z Seleną postanowiłyśmy zrobić sobie makijaż i ubrać się odpowiednio.
-Hej!- śmiała się Sel- twój telefon wibruje!
-Dobrze, dobrze. Odbiorę, ale ciiii- musiałyśmy chwilę się pośmiać, aby zpoważnieć.
-H-Halo....?

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 16

-Muszę coś zrobić...
-A mianowicie co?- zapytał Justin z niepokojem.
-Dowiesz się.
-Okej, do zobaczenia- pomachał na pożegnanie.
  Nie wiem dlaczego, ale on bardzo mi się spodobał. Mimo, że dotąd nigdy nie chciałam słyszeć wzmianki o Bieberze, teraz mogłabym całymi godzinami wysłuchiwać co u niego. Ubrałam się w pierwsze z brzegu ubranie i pobiegłam do łazienki zrobić makijaż. :
 Usiadłam przy biurku i zaczęłam robić sobie zdjęcia laptopem:

   
   Mój telefon zaczął wibrować, co znaczyło, że ktoś dzwoni. Domyślałam się, że to Justin, albo może chłopaki z One Direction. Jednak to co zobaczyłam mocno mnie zdziwiło. Na wyświetlaczu wyraźnie pisało: "Natalia -.-". Co ona ode mnie chciała?
-Halo?- zapytałam niepewnie. W końcu nie rozmawiałyśmy od tej kłótni w moim pokoju.
-Siema suko. Słuchaj mnie uważnie, bo nie mam zamiaru powtarzać. Odwal się, kurwa mać, od Harego. On jest mój. Weź sobie nawet Zayna, ale Hazzę zostaw!- warknęła.
-Kurwa! Nic do niego nie mam. On nie jest twój, ba... on nawet cię nie chce! Odpierdol się ode mnie. Ja mam... Nie ważne!
-No mów kogo masz, dziwko- ryknęła.
-Mam Justina.- warknęłam.
-WTF? Takie ciacho zakochane w tobie? Totalnie zwariowałaś!
Wyślę ci fotkę. Może dziś, może jutro, a może za kilka dni.- zaśmiałam się .
-Tsaa... nie żartuj sobie. Jeśli naprawdę chcesz mi to udowodnić to poproś go, żeby przyleciał do 0
-Londynu. Skąd mam wiedzieć, że te zdjęcia to nie Photoshop?- zakpiła.
-Okej. Nie ma sprawy. Jak już go poznasz dostaniesz ode mnie w twarz.
-Niby za co? 
-Za twoje wydurnianie się.- rozłączyłam się natychmiastowo. 
   Po kilku minutach spokojnego siedzenia na Facebooku przyszedł MMS ze zdjęciem Natalii. Zmieniła się. Tona makijażu, dziwne ubranie. Kurwa, Britney naprawdę owinęła ją sobie wokół małego paluszka:
Zrobiło mi się gorąco ze złości i ubrałam sobie czarną bluzkę na naramkach i wysłałam jej zdjęcie, a właściwie filmik, który przyspieszyłam :
Po chwili stwierdziłam, że mi znów zimno, więc przebrałam się w poprzednią bluzkę i wysłałam jej zdjęcie:
(Podpis pod zdjęciem): Suka zawsze zazdrosna ;) 
Natalia wkurwiła mnie bardzo mocno. Nienawidziłam jej. Janek byłby mnie zrozumiał. Nie wiem dlaczego do niej poszłam, gdy tylko się o tym dowiedziałam. Była taka milutka. Aż za bardzo. Potem nagle na lotnisku wypaliła z tym gniewem i... nie wiem co jej odbiło. 

-Um... mogę wejść?- zapytał nieśmiało damski głos. To zdanie było wypowiedziane w języku polskim, więc wiedziałam, że to Kasia.
-Tak, pewnie.- odpowiedziałam.
-Z kim tak rozmawiałaś?
-Ale kiedy?
-Nooo... półgodziny temu! Nie udawaj głupka.- zachichotała.
-Aaa... z Justinem. Jest całkiem spoko...
-Woah, Woah, Woah- przerwała mi- Justinem Bieberem? Przecież jak zaczęłam o nim mówić w samolocie włożyłaś mi chusteczkę do buzi. Teraz nagle ci się podoba?
-Tak. Na imprezie bardzo mi pomógł. Styles zostawił mnie na pastwę losu i wtedy on się mną zaopiekował. Wiem, że wy też byliście, ale zupełnie o tym zapomniałam. Dzisiaj tłumaczyłam Selenie co stało się w ich związku i dlaczego zerwali. Jemu też. Potem zabrał mnie na randkę w parku i...
-Czekaj! Już ranka w parku? Nie za szybko? Znacie się dopiero dzień. 
-No tak, ale wydaję mi się jakbym go znała co najmniej rok. Kasia, chcesz go poznać?
-Jeszcze pytasz? Jasne!
-O szesnastej bądź gotowa. Wyślę Justinowi SMS'a, że też jedziesz.
-Ale dokąd?- zapytała zdziwiona.
-Zobaczysz. Znaczy, zobaczycie.- uśmiechnęłam się. 
-Okej. O nie. Harry idzie. Będzie wściekły jak mnie tu zobaczy. UKRYJ MNIE!- szepnęła.
-Wejdź pod łóżko. Nie! Idź na taras. Tam jest taka drabina. Zejdź nią na dół i możesz wejść do domu.
-Jak to drabina?
-Powiesiłam ją, no na wszelki wypadek. Taki jak ten! Leć!- w ostatniej chwili zdążyła wybiec na taras, aby uniknąć kłótni z Harrym. Ja rzuciłam się na łóżko. Chwyciłam włączonego laptopa i udawałam, że przeglądam Twittera. Styles wszedł do pokoju. Wyraz jego twarzy był tak poważny. Śmiertelnie się przestraszyłam. 
-Um, czego chcesz?- zapytałam.
-Jak to czego?- warknął, czy wy słyszycie? Warknął na mnie!- Chcę z tobą porozmawiać. 
-Niby o czym?- zakpiłam. To mu się nie spodobało, więc podniósł mnie z łóżka i przyparł do ściany.
-Przestań sobie żartować! Takie suki jak ty wiele razy mnie oszukały!- krzyknął.
-Kurwa, zostaw mnie! Czekaj, jak ty mnie nazwałeś?- warknęłam.
-Słyszałaś! Jesteś tylko zwyczajną suką, pierdoloną dziwką.- przycisnął mnie mocniej.
-Ty debilu! PUŚĆ MNIE! TO BOLI!- krzyczałam. 
-Nie puszczę. Dzisiaj nigdzie nie wyjdziesz! Jak tylko wrócimy do Londynu wypierdalasz do tej twojej pieprzonej rodziny w Polsce!- krzyknął.
-Ty gnojku! Myślałam, że jesteś inny!- nie wytrzymałam. To co mówił o mnie i mojej rodzinie było niewybaczalne. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Harry spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem i rzucił mnie na podłogę. Nadgarstki bolały mnie strasznie. Były czerwone i lekko spuchnięte. Mój makijaż rozmazał mi się, a ja byłam załamana. Chciałam dziś jechać do Delevingne, żeby ją przeprosić, ale teraz miałam tylko jeden cel- prosić Biebera, żeby pozwolił mi się przeprowadzić do niego. Wiem, że on również miał wakacje, czy coś, ale to jest nieważne. Chcę ze sobą zabrać Kasię, ale nie mogę. Ona musi zostać, żeby i jej nie wyrzucili. Harry wyszedł z pokoju. Chciałam tylko, żeby nikt nie usłyszał tej kłótni i zobaczył mnie w takim stanie. Myliłam się. Do pokoju wszedł Zayn i Louis, a za nimi Kaśka. 
-C-Co w-wy t-tu -ro-robicie?- załkałam.
-Nie przejmuj się Harrym. Jest zazdrosny o Justina.- przytulił mnie Lou.
-Jego reakcja mogłaby być inna. To przecież on zostawił mnie na imprezie dla Cary. Co ja mu takiego zrobiłam? On ją pieprzył przez całą noc, a Justin położył się na łóżku, a ja na jego torsie. Nie byłam goła. Kurwa no. Do niczego nie doszło!- powiedziałam przez łzy.
-Rozumiem cię, ale Stylesowi odbija, kiedy widzi Biebera. Obaj się nie cierpią od incydentu z Sashą Strunin:
-To prawda. Ta laska namieszała im w głowach- zaśmiał się Zayn.
-Jest od obu starsza. Ma obecnie 21 lat. Harry skończy 19 pierwszego lutego, a Justin pierwszego marca.- zachichotała Kasia.
-Ona jest polską piosenkarką!- uśmiechnęłam się.
-Nie jesteś wściekła na Harrego?
-Jestem. W końcu powiedział, że mam pierdoloną rodzinę i jestem suką oraz dziwką. To mnie zabolało.      Powiem wam w sekrecie, że dziś przeprowadzam się do Biebera. Na czas raczej określony. Tylko kilka dni. Okej?
-DLACZEGO?- krzyknęli przerażeni chłopacy, a w tle słychać było tylko cichy szloch Kasi. 
-Chcę zostać w Londynie, bo w Polsce nic się nie dzieje. Jak przylecę do Londyny, gdy wy już tam będziecie, Harry rzuci mi się na szyję pytając co ja "do cholery" robiłam.
-Chłopczyk jest taki przewidujący. Jednak pozostaje pytanie- co odpowiesz?
-Powiem, że chciałam się przejść po mieście, a potem zgubiłam drogę. Miałam rozładowaną baterię telefonu, znaczy zablokuję Harrego, tak aby nie dzwonił. Wy możecie. Pod żadnym pozorem nie dawajcie mu waszych komórek. No właśnie, Kasiu? Pożyczysz mi swoje rzeczy? Tylko na te kilka dni.
-Spoko- uśmiechnęła się.
Zayn i Louis pocałowali mnie w czoło na szczęście. Kasia mnie mocno przytuliła i poszła pakować rzeczy do walizki. Ja wzięłam moją torbę. Umalowałam się na nowo, bo nie wyglądałam za ciekawie. Wkrótce pomogli mi znieść walizkę po drabinie i wrócili na taras, aby mnie jeszcze pożegnać. 
-No, Olu, będziemy tęsknić. Tylko pojaw się w Londynie.- Zayn ucałował mnie w policzek.
-Tak, zgadzam się. Pamiętaj o nas. Pisz SMS'y i dzwoń.- Lou ucałował mnie w drugi policzek.
-Chłopaki, bo pomyśli, że się zakochaliście! Teraz ja!- zachichotała Kasia.- Ola, bez ciebie nie dam rady, ale te kilka dni wyjdą ci na dobre. Patrz! Justin jedzie.- przytuliła mnie mocno, po czym zaczęłam schodzić na dół. Bieber trochę podjechał, a ja pędziłam z walizką, żeby nikt mnie nie zauważył. Obejrzawszy się w stronę trzech ludzi, którzy mi pomogli, zobaczyłam jak machają. Kasia przytulała się do Louisa i Zayna. Miała łzy w oczach. W końcu dobiegłam do samochodu:
Wreszcie, po raz ostatni, odmachałam im i wsiadłam. Oczywiście Jus pomógł mi przy walizkach i uścisnął na powitanie. 
   Dojechaliśmy do jego willi w słonecznej Californi. Od mojego domu do jego była zaledwie godzina drogi. Całą drogę przegadaliśmy. Opowiedziałam mu co się stało, a on zgodził się i obiecał, że taki nie będzie. 
   Justin wysiadł jako pierwszy, po czym podszedł do moich drzwi. Otworzył je, a następnie pozwolił mi wyjść. Wyjął walizkę i zaniósł ją do pokoju. Willa była luksusowa i na zewnątrz, i w środku:



(Mój pokój)



Byłam w siódmym niebie ujrzawszy taki nieziemski widok. Justin naprawdę bardzo się postarał. W środku była Selena i mama Justina- Patty. Sel pakowała walizkę, a Patty przygotowywała coś w kuchni. Jus podszedł do Gomez i wytłumaczył jej sytuację. Selena potakiwała tylko. Potem dziewczyna podbiegła do Patty i również coś między sobą gadały. Natomiast Justin wziął moją walizkę i wzrokiem wskazał mi schody. Bez słowa przytaknęłam i powoli kroczyłam za chłopakiem. Wiedziałam, że się do siebie uśmiechał. Pokazał mi mój pokój. Rozejrzawszy się po nim stwierdziłam, że jest jeszcze piękniejszy niż na zdjęciu, które mi pokazywał Jus. Nagle poczułam wibrujący telefon w kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się "Zayn ;3". Wiedziałam, że dzwonił z wieściami. Wieściami opowiadające o reakcji Harrego. Niepewnie nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Cześć Jessica- usłyszałam- masz chwilę skarbie?
-Zayn? Co ty wygadujesz?- zapytałam zdziwiona.
-Poczekaj, muszę włączyć laptopa, żeby to zobaczyć.- powiedział to tak poważnie. Nastała długa cisza.- Dobra, jestem sam. Sorry za to, ale byłem u Harrego. 
-Aha... Spoko. Czy coś się stało?- zapytałam.
-Tak. Mianowicie, Harry wpadł w szał. Zamknął się w pokoju i gadał sam do siebie. Głównie to przeklinał, pierdolił coś o tym jakim jest debilem i takie tam. Jak to Hazza- poczułam jak Malik się uśmiecha. Pewnie dla niego była to normalka. 
-Powiedz mu, że nie ma się denerwować. Cholera, poradzę sobie.- zaśmiałam się.
-No fakt, przecież w willi nie można się zgubić.- zachichotał.- powiedz mi tylko kiedy masz zamiar przylecieć do Londynu?
-No, planowałam przylecieć dzień po waszym przylocie.
-Ej, dobra. Ja kończę. Harry zaczął dobijać się do drzwi i to nie rękami!- krzyknął ze śmiechem.
-Skąd wiesz, że nie rękami?- zapytałam zdziwiona.
-Harry ma takie debilne pomysły, gdy jest wkurwiony. 
-No spoko. Papa.
-Baj.
   Justin zaczął mnie rozpakowywać natrafiając na kilka staników. Widziałam podniecenie w jego oczach. Zaczęłam chichotać.
-Czemu mnie rozpakowujesz?
-Nie wiem. Chciałem być miły. Fajne masz staniki- łobuzersko się uśmiechnął.
-Aha? Dziękuję.- parsknęłam śmiechem.
-Spoko. Poradzisz sobie? Idę pomóc mamie. Zaraz powinna przyjść Selena.
-Czekaj!- zatrzymałam go ręką, gdy miał zamiar już odejść- Co mówiłeś Selenie? 
-Mówiłem jej, że ma zostać jeszcze kilka dni. Ona w ogóle oswoi cię ze wszystkim. No wiesz...
-Tak, tak. No to jeszcze raz dziękuję. 
On nic nie mówił. Uśmiechał się tylko, przez co zrozumiałam, że dla niego jest to czysta przyjemność. Cóż... Zaczęłam się rozpakowywać. Nagle wpadła Selena. 
-Witaj!- krzyknęła radośnie przytulając mnie do siebie- pomóc ci? 
-Nie, nie trzeba. 
-Jak coś to krzycz. Muszę iść się wypakować z tej pieprzonej walizki. Mów, a ja ci rzeczy pożyczę.  Wystarczy słowo.
-Okej.
  Selena wyszła, a ja szybko się wypakowałam. Dzięki temu miałam chwilę dla siebie. Włączyłam laptopa. Weszłam na Facebooka, a tam spotkała mnie przemiła niespodzianka (-.-). Moja siostra Marta. Zaczęła do mnie pisać, żebym zadzwoniła do niej na video chat. Postanowiłam zawołać Justina, aby pękła z zazdrości.
-Czekaj chwilę, muszę ci kogoś przedstawić- JUSTIN!- momencik.
-Spoko- wzruszyła ramionami.
Po chwili wszedł Jus pytając czego mi trzeba. Wytłumaczyłam mu na boku o co chodzi, a on podszedł do kamerki.
- Hello Marta. How are you?- zapytał przymilnie (Cześć Marta. Jak się masz?)
-I'm fine. Thank you...- moja siostra była oszołomiona. (W porządku. Dziękuję.)
-No i jak Martusiu? Nadal mi nie wierzysz?
-Wierzę. Ale jest sprawa.- nagle spoważniała.
-O co chodzi?
-No więc...