-Czego?- warknęła Kasia.
-Nic, przyszłyśmy tylko powiedzieć, że idziemy na imprezę dziś wieczór. Oczywiście, jeśli się dobrze nie ubierzecie nie macie po co tam iść.- zakpiła Britney.
-Hahahaha i mówią to dwie cioty?- wybuchnęła Kaśka- wypierdalajcie stąd!
-Ej, ej co się dzieje?- zapytała zdziwiona Skyller, gdy wyszła ze swojego pokoju.
-Skyller idź stąd! Nie masz prawa...- zaczęła Nata, gdy ja jej przerwałam.
-To ty nie masz prawa tu być! Wyjdź z tego pokoju i to natychmiast!- krzyknęłam.
-Dobra, ale nie spodziewaj się, że będę dla ciebie miła. Będziesz miała piekło!- Natalia zachowywała się jak opętana.
Skyller wyprowadziła Antoniewską i Robertson, po czym przyszła do nas z powrotem.
-Dziewczyny, co się dzieje?- zapytała Sky.
-One są siebie warte. Najpierw Natalia była dla nas paskudna, a potem zanim przyszłaś Britney. Zaczęła nas obrażać, na co ja obróciłam jej słowa przeciwko niej samej.- powiedziałam.
-Wiecie, one chyba mają tylko siebie tutaj, bo widać, że chłopcy po tej całej aferze ich unikają. Przez to, że ta cała Britney owinęła sobie Natalię wokół małego paluszka, za nią też nie przepadają.- stwierdziła Sky.- dziewczyny, chodźmy na imprezę z chłopakami. Co może się stać?
-Kasia, Sky idźcie beze mnie. Ja tu zostanę. Jakoś nie mam ochoty.
-Na pewno?- zdziwiła się Kaśka.
-Jest okej, idźcie.
Po wyjściu wszystkich postanowiłam wziąć gorącą kąpiel i położyć się spać. Napełniając wannę ciepłą wodą wlałam płyny i weszłam do środka. Miło było zrelaksować się po całym dniu chaosu. Rozmarzyłam się trochę, ale przerwało mi ciche stukanie butów na korytarzu. Z pewnością to nie był nikt z domowników. Przerażona wyskoczyłam natychmiast z wanny i szybko się wytarłam. Na szczęście drzwi do garderoby wyglądały jak ściana więc szybko w ręczniku tam weszłam. Oczywiście pamiętałam o zgaszeniu światła w łazience. Nadal słyszałam czyjeś kroki i mamrotanie pod nosem. Przygasiłam światło, a następnie usiadłam w kącie. Kto mógł tu wejść?
-Um... jest tu ktoś?- zawołała osoba.- Hahahaha... świetnie.
Kurwa, co to ma być? Ubrałam się najciszej jak tylko mogłam i zgasiłam światło. Głos ciągle coś gadał. Z pewnością nie była to żadna dziewczyna z konkursu. Niesamowicie się bałam. Ktoś chodził po łazience i czegoś szukał. Na szczęście moja garderoba była zapełniona ciuchami, więc kompletnie zgasiłam światło i weszłam pomiędzy ubrania. Osoba odkryła przejście do mojego raju i zapaliła światło. Z pomiędzy rzeczy mogłam zobaczyć jej twarz :
Już zaglądała, aby się przyjrzeć czemuś co tak wystaje, ale zrezygnowała. Na szczęście miałam przy sobie telefon. Miał mocno przyciemniony ekran i był wyciszony.
Wysłałam SMS'a do Kaśki :
"Kaśka wracajcie!!! Jakaś dziewczyna kręci się po domu, nie wie, że jestem. Boje się. Siedzę w mojej garderobie pomiędzy rzeczami, a ona tu jest. Tak blisko!!! POMOCY!"
Wysłałam wiadomość i czekałam na odpowiedź. Po dwóch minutach przyszła odpowiedź:
"Wracamy! Dosłownie za pięć minut będziemy. Zachowuj się cicho. Ten ktoś po prostu jest głupi!"
Pocieszyła mnie ta wiadomość. Dziewczyna zaczęła mamrotać pod nosem:
-Gdybym była forsą, gdzie bym się ukryła? - pytała się siebie.- Muszę przeszukać półki.
Chwilę zajęło jej przeszukiwanie szuflad, gdy to pokoju wszedł Harry i Zayn. Chłopacy chwycili zajęto dziewczynę za ramiona, a Kaśka razem z Louisem zapalili światło i wyciągnęli mnie z pomiędzy
ubrań.-Ola! Nic ci nie jest?- zapytał Harry.
-Nie, jest okej. - zapewniłam go.
-Co ty tu robisz?- zapytał groźnie Malik.
-Ja, ja szukałam jednego z was.- wydukała dziewczyna.
-Tak, jasne. Powtarzając na okrągło "Gdzie jest ta forsa?!"- rzuciłam.
Byłam cała roztrzęsiona.
-Gdzie... gdzie Niall i Liam? - spytałam.
-Oni ciągną mocno wstawione Brit i Natii do łóżek.
-A... a Sky?- zdziwiłam się.
-Skyller została na imprezie. Za chwilę po nią pojadę- zapewnił Louis.
-Więc, jak masz na imię? - zapytał wściekły Harry.
-Jestem Veronica- powiedziała nieśmiało złodziejka.
-Po co tu przylazłaś?
-No po pieniądze. Jestem biedna i mam wymagania.
-Taak? A nie wyglądasz!
Dziewczyna zamknęła się, bo spostrzegła, że ma na sobie markowe ciuchy i to nie byle jakie. Zmarszczyłam czoło.
-Ale po co ci pieniądze skoro jesteś bogata?- zapytałam niepewnie.
-Jestem bogata, ale nie dostaję kasy na cokolwiek. Po to kradnę- zaśmiała się.
-Ty głupia. Dzwonię na policję - zagrzmiał Louis.
-Nie... tylko nie to!
-Masz duże kłopoty debilko.
Gdy przyjechała policja zostawili mnie samą w pokoju.
O mało nie dostałam zawału przez tą zdzirę! Leżałam w łóżku, w piżamce. Nagle otworzyły się drzwi i wszedł lekko wstawiony Niall. Chwiejnym krokiem podszedł do mnie.
-Jak tam mała? Trzymasz się jakoś?- zapytał chłopak.
-Jest okej. Niall idź do swojego pokoju. Jesteś pijany.- powiedziałam.
-Ooooj... no weź. Mały buziak dla Niall- chłopak zrobił smutną minę.
-Nie! Niall, jesteś zbyt pijany!
-Nie będę jak mi dasz buziaka.
-Idź Horan.- podniosłam na niego głos.
-Nie.
-Tak.
-Nie! Daj mi buziaka to pójdę sobie- rzekł Niall.
Co miałam zrobić? Dałam mu tego pieprzonego buziaka, a on zaczął mnie mocniej całować. Położył się na mnie, a ja nie mogłam oderwać się od niego. Kręciłam się, ciągnęłam z włosy, krzyczałam. To wszystko na nic. Na szczęście wszedł Styles.
-HORAN!!! CO TY ROBISZ?- odciągnął go ode mnie.
-Ja tylko się z nią całuję!
Harry wyprowadził go z pokoju.
-Ola! Nic ci nie jest?- przytuliłam się do niego.
-Czemu on mi to zrobił?- zapytałam.
-Jest wstawiony. On nie chciał. Pewnie pod wpływem alkoholu to zrobił.- pocieszał mnie chłopak.- Nie jest Ci zimno?
Wtedy zorientowałam się, że mam no sobie tylko stanik i nic więcej. Horan musiał mi zdjąć bluzkę.
-Nie przeszkadza mi to, bo ty mnie ogrzewasz.- zarumieniłam się mówiąc mu to.
-Nie ma sprawy.- zachichotał. W cichym pokoju było tylko słychać mój płacz. Harry mocno mnie do siebie przytulił, a po chwili zasnęłam. Byłam taka bezpieczna, a przynajmniej tak się czułam, w jego objęciach. Zasnęłam tylko w spodniach i samym staniku sportowym. Harry był przy mnie całą noc.
Mój pokój, 6:02
Leżałam pod ciepłą kołdrą czując rękę Harrego. Widocznie chciał zostać ze mną. Obróciłam się do niego. Chłopak nie miał koszulki. Spał tylko w bokserkach. Nie było to pocieszające. Postanowiłam jednak zaryzykować. Zamknęłam oczy i mocno się w niego wtuliłam. Momentalnie usłyszałam "Dzień dobry Olu".
-Umm... Hej- odpowiedziałam wyrywając się, ale on był silniejszy i znowu mnie przytulił. Odwzajemniłam ten uścisk.
-Jak się czujesz?- zapytał z przejęcie.
-Jest okej- powiedziałam niepewnie.
-Nie mów mi ciągle, że jest okej, skoro widzę, że tak nie jest. Ola, mów co cię gryzie- Styles odkrył już, że moje okej znaczyło tak naprawdę, że jest niedobrze.
-Okropnie się czuję. Zostałam prawie zgwałcona przez tego przemiłego chłopaka. Przynajmniej myślałam, że Niall taki jest.- przygryzłam wargę.
-Wybacz mu. On nie jest taki naprawdę. Po kilku mocnych może mu się zmienić rozumowanie.- uświadomił mi Hazza.
-No zgoda. Widzę, że zdążyłeś mnie już poznać przez jeden dzień- zachichotałam.
-Tak, to prawda. Nie byłem pewny, czy pozwolisz mi się do ciebie zbliżyć. Jednak nie jesteś taka, no wiesz, nieśmiała. Spałaś w samym staniku.- zaśmiał się- niejeden chciałby cię całować.
-Oj Harry... przestań- zarumieniłam się.- chodź ze mną do mojego raju!
-Okej...- zaśmiał się.
Minutę później razem wybieraliśmy rzeczy na ten zimowy poranek.
W końcu mój "stylista" wybrał dla mnie ciekawy zestaw. Czarny super sweter, a z resztą :
Harry zaczął mówić, że jest zajebiście. No cóż.
-Proooooszę!- mówił Harry.
-Nie.
-Proszę.
-Nie Harry. Wczoraj była już jedna fotka.
-No proszę!
-Okej! Poddaje się!
Harry założył sobie moją bluzkę. Chciało mi się śmiać. Pod tym zdjęciem (wstawionym na Facebooka) napisałam "Na dobre rozpoczęcie dnia. Ja i Harry w mojej koszulce".
-Czekaj Harry. Idę do łazienki.
Poszłam, ale na szczęście w lustrze zobaczyłam Harrego. Styles opuścił moją łazienkę, po tym, jak go zmierzyłam wzrokiem :
Musiałam jakoś zadbać o moją prywatność. Po wczorajszych wydarzeniach nie wyglądałam najlepiej. Musiałam się ogarnąć. Zajęło mi to tylko piętnaście minut. Po wyjściu z łazienki zauważyłam, że Hazza leży sobie w łóżku :
Ubrał się już w swoją wczorajszą koszulę i spodnie. Lekko się uśmiechał. Rzuciłam się na niego. Zaczęłam go łaskotać. Harry zwijał się ze śmiechu.
-Do-dosyć!- powiedział wreszcie.
-No dobrze. To co zrobimy na śniadanie? Jest już siódma.
-Hmmm... Pójdźmy do jakiejś restauracji.
-Spoko- zaśmiałam się.
-Ja płacę.
-To oczywiste skarbie- pokazałam mu język.
-Skarbie?- zaśmiał się cicho.
-Tak. Powiedziałam tak, żeby cię trochę podenerwować.
-Nie udało ci się skarbie- wyszczerzył się chłopak.
-Szkoda, ale chodź już Harry. Musimy wreszcie iść coś zjeść. Jestem niesamowicie głodna!- wydęłam usta.
-Ja też, ale dokąd idziemy?
-Przed siebie Styles, przed siebie.
Godzinę po tym dotarliśmy do restauracji. Niestety nieszczęście chodziło za nami krok w krok. Pod knajpką jawił się ktoś jeszcze...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz