wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 7

Od mojego domu do domu wściekłej na mnie osoby było z jakieś pół godziny drogi. Przez ten cały spacer zaczęłam rozmyślać o Hugo. Kurwa, że teraz. W takie dni to nastąpiło? Gdy już byłam pod domem Natalii Antoniewskiej zorientowałam się, że łzy spływały mi po policzkach. No cóż, nie mogło mnie to obejść. Nieśmiało zapukałam do drzwi. Otworzyła mi matka Nati, pani Basia.
-Dzień dobry pani- rzuciłam obojętnie na przywitanie.
-Witam, co chcesz?- powiedziała chłodno.
-Chcę się spotkać z Natalią. Czy jest?
-Nie wstyd Ci teraz tu przychodzić? Moja córka bardzo przez Ciebie i tego twojego Janka cierpiała.
Nie wytrzymałam. Dosłownie wybuchłam kolejnym szlochem.
-A pani nie wstyd tak mówić? Nie dość, że pani mnie obraża, to jeszcze jego mimo, że to nie jego wina.-naskoczyłam na nią.
-Ja nikogo tu nie obrażam tylko mówię, a ty czego ryczysz?-zapytała gniewnie, za moje naskoczenie.
-Ja ryczę, bo... z resztą nie pani sprawa.- dosłownie przecisnęłam się prze drzwi, w których stała ta kobieta.
Wbiegłam po schodach na górę. Skręciłam w prawo i byłam przed drzwiami do jej pokoju. Zastukałam. Po za mną biegła Antoniewska z obelgami.  Na szczęście natychmiastowo otwarły się drzwi i wparowałam do środka zamykając je.
-Ola? Co ty tu do cholery robisz?- zapytała zdziwiona dziewczyna.
-No ja właśnie...- nie było mi dane raz skończyć.
-Boże Olka, czemu płaczesz?- wytrzeszczyła się Natalka.
-Mam do Ciebie ważną sprawę.- lekko się uśmiechnęłam.
-MAMO!!! IDŹ SOBIE!!!- krzyknęła dziewczyna
Natychmiast wytłumaczyłam jej o co chodzi.
-Co?! To...to niemożliwe! Ja... Janek... my... parą- wydukała.
-CO?!
-Wybacz, że Ci nie powiedziałam, ale cały czas byliśmy parą. Taką nienormalną. Postanowiliśmy, żebyś nic nie podejrzewał, że będziemy z kimś innym itd.
-Och Nat. Jak... nieważne. Pogrzeb jest pojutrze o 12.
-Będę. Powiedz mi tylko jedno. Dlaczego urwałaś między nami kontakt?
-Natalia, ja nie wiem kiedy to się stało. Takie szybkie... Och... pogódźmy się wreszcie-zaproponowałam.
-Chętnie.
-Jeszcze jedna sprawa Natalio. Wiesz. Pisałam piosenkę dla One Direction, no wiesz konkurs...
-Naprawdę? To fantastyczne. Znaczy piosenka o Bólu.
-Co gorsza napisałam ją i wysłałam w nieodpowiednim momencie, bo wczoraj po powrocie ze szpitala. Napisałam ją właściwie, gdy siedziałam z Jankiem. Angielski zwrot był moim zdaniem najlepszy. W refrenie : "Belive it". No wiesz, musiałam w to uwierzyć.
-Och... na pewno wspaniała piosenka. Słuchaj. Wiesz, że zorganizowali dwa konkursy? Piosenka o MIŁOŚCI I O BÓLU. Ja wzięłam udział w MIŁOŚCI. Więc jak obie wygramy to obie tam trafimy.- wyszczerzyła się.
-Może...
Siedziałyśmy tak do wieczora. Jej mama przekonała się do mnie wiedząc, że po obu stronach leżała wina. Dała nam płatki z mlekiem. Dziś nie mogłam wrócić do domu. Po prostu musiałam zostać. Pani Basia zadzwoniła, żeby poinformować moich rodziców. Oni dobrze przyjęli tę wiadomość. Uznali, że dobrze mi to zrobi.
Cała noc zleciała szybko, bo gadanie, oglądanie filmów, itp. zajmuje trochę czasu.


 Rano, nie zastanawiając się, poszłam do łazienki się odświeżyć. Niemalże zatopiłam się w cieple wody. Umycie się było bardzo potrzebne. Nigdy nie myślałam o ciepłej wodzie jak o pocieszeniu. Uczesałam się po czym zrobiłam fotkę :
Lekko szturchając Natalię obudziłam ją i poprosiłam o jakieś ciuchy.
Zwyczajny prosty zestaw. Powiedziałam Natalii, że już idę i poszłam w kierunku drzwi. Antoniewska nic nie mówiąc odprowadziła mnie do drzwi i pożegnała. Za pewne wróciła do ciepłego łóżka, od którego ja uciekałam. Nie miałam zamiaru jeszcze iść do domu. Poszłam do szpitala w nadziei, że jest tam ciało przyjaciela. Jednak szybko zrezygnowałam. Uznaliby mnie za jakąś debilną wariatkę. Przechadzałam się w parku, gdy wzrokiem uderzyłam o ławkę. Ławkę na której siedział jakiś chłopak z Luizą. Na sąsiedniej siedziała Hanna z innym. Podeszłam do Lalki i zaczęłam mówić.
-Cześć Luizka. Witaj jakiś jej chłopaku. Przechadzałam się parkiem i postanowiłam Cię uprzedzić drogi kolego. Otóż ta dziewczyna to zdzira. Najpierw uwodzi i zdradza na twoich oczach. Dobrze wiem, bo mój przyjaciel przeżył podobną historię. Lepiej ją zostaw i idź  do innej. Ostrzegaj wszystkich, których weźmie na randkę. Mam to w dupie, że ona zaprzeczy, że mi nie uwierzysz. Ja mówię prawdę. O witam cię Haniu. Druga zdradliwa dziwka. Lepiej dla was jeśli odejdziecie. 
-Ale... OLA?- zapytały obie na raz. Były w szoku. Ja natomiast zaczęłam płakać wiedząc co Hanna zrobiła Jankowi. Św. pamięci Jankowi. Prawie zemdlałam. Na szczęście chłopacy podbiegli do mnie i chwycili. Jeden niósł mnie na rękach,  potem drugi. Zanieśli mnie tak do Coffee, ulubionej kawiarenki. 
Bardzo miło było ich poznać dopóki nie dowiedziałam się kim naprawdę są...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz