Niby nic, a jednak Hugo potrafił uszczęśliwić, a przy tym być cholernie sprytny. Zadawał mi takie oczywiste pytania na temat np. Luizy, czy nauczycielki od chemii, a ja gadałam takie głupoty i na tym mnie właśnie łapał. Całowaliśmy się (bo ja wiem?) z jakieś 50 razy z mojej winy i 10 z jego winy. Następnie około godziny 22:09 nadszedł czas na tańczenie. Na szczęście miał Xbox(a), na którym była gra "Dance Central", wszystkie trzy części. Na moje szczęście wygrywałam, n a jego nieszczęście po jednym turnieju, jaki sobie urządziliśmy, musiał podejść do jakieś dziewczyny ze szkoły i ją pocałować. Oczywiście ja dostałam mniej skomplikowane zadanie : Gdy przegram jeden turniej miałam mu stawiać tyle gorącej czekolady+lody ile będzie chciał przez cały tydzień. Ostatecznie przegrał dwa razy, a ja raz (Uff...). Sprawa jasna.
-To nie fair... oszukiwałaś...- tłumaczył się gorączkowo.
-Wcale, że nie. Ty jesteś bardziej okiełznany w tych sprawach na Xbox(sie). Ja nie umiem nawet włączyć głupawej gry. - protestowałam śmiejąc się przy tym.
- Dobra, dobra. Umówiłem się z Lalką i Hanką w parku. Będą za ok. 10 min. Lepiej się pospieszmy- powiedział.
Kilka minut później przechadzaliśmy się ścieżkami w parku.
Żartowaliśmy, wyobrażaliśmy sobie miny Hanki i Lali, jak si dowiedzą, że to takie ukartowane.
Sylwester zapowiadał się obiecująco.
Na długiej alejce w parku siedziała na ławce, widocznie z kimś wymieniając smsy, Hanka. Niedaleko szła Lu wymachując torebką i co chwila spoglądając w telefon. Lekko podskakując dojrzała Hanię i podeszła się z nią przywitać. Razem z Jankiem postanowiliśmy przysłuchać się ich rozmowie.
-Cześć kochana... co ty tu robisz?- zapytała Luiza.
-Ach, no wiesz Januś mnie zaprosił, ot tak.- stwierdziła Gąsawska (patrz: nazwisko Hanny).
-Co za zbieg okoliczności, mnie też.- krzyknęła z uradowania Laleczka.
-Usiądź, poczekamy razem.- zaproponowała Hanka.
-Okej, a co robisz, albo raczej z kim smsujesz ?- zagadnęła ją Lu.
-Z moim chłopakiem, no właściwie to nie moim tylko koleżanki.- przyznała się dziewczyna.
-Znaczy oboje zdradzacie koleżankę? To jest... fantastycznie. Wreszcie ktoś podziela moje zainteresowania. - uśmiechnęła się łobuzersko, po czym natychmiast zapytała- Hanno Gąsawska , chcesz zostać moją przyjaciółką?
-Oczywiście Luizo Poldek.Oczywiście.- po tych słowach obie się przytuliły i zaczęły gada o "Wspaniałych" tematach, typu zdrady...
Podejście do nich sprawiło mi nieprzyjemny ból brzucha. Czułam obrzydzenie,nienawiść, chęć mordu. Nienawidziłam ich z całego serca.
-Hej dziewczyny.-rzucił wesoło acz niechętnie Hugo na powitanie Wredzielców.
-Hej Janeczku, witaj dziwko- przywitały obie z radością Janka, a chłodno mnie.
-Mam do was taką sprawę, bo widzicie, grałem sobie z Olką w taneczne pojedynki. Ona zwyciężyła i niestety muszę pocałować obie- uśmiechnął się z nadzieję, że się zgodzą.
Nie mylił się; obie aż skakały z radości. Na pierwszy ogień Lalunia wywaliła Hankę. Pocałunek trwał krótko, a Janek ledwo go odwzajemnił. Następny był również taki. One piszczały z podniecenia.
-oooipiio- piszcz-piłszczały.
-Uważajcie,bo orgazmu dostaniecie.-dodałam.
-Ooch. -oburzyły się, a następnie odeszły w innym kierunku.
- Bardzo dobrze Olusiu.
-Nigdy tak do mnie nie mów. Proszę ? - skrzywiłam się.
Resztę drogi Hugo wymyślał mi ksywkę. Na początku próbował od nazwiska (Dębska) , ale nie wychodziło. W końcu powiedział, że jestem szczupła i w ogóle, więc będę 'OGÓR'.
Ten Minutes Later...
Była jakaś dwudziesta trzecia zanim dotarliśmy do domu. No cóż. Co jak co, ale trzeba było coś wymyślić jeszcze przed dotarciem. Hugo wpadł na pomysł, abyśmy zrobili coś pojebanego w ogródku Pani Greczo. Była ona nie miłą 40-latkom, która na każdym kroku wymyślała coś, żeby każdemu uprzykrzyć życie.
Razem z Jankiem przynieśliśmy przezroczystą folię i ofoliowaliśmy jej drzwi wejściowe. Tylko nimi mogła wyjść. Na jej nieszczęście zawiesiliśmy puszki z granatową i czerwoną farbą. Będzie miała boski wieczór.
Leżenie na kanapie i gadanie było chore. Zostało niecałe piętnaście minut. Jest Xbox, jest laptop, jest tablet, jest telewizor, a my? My gadamy zamiast odliczać te nieszczęsne (już) czternaście minut.
-Kochany, rusz się z tyłkiem i przygotuj fajerwerki.- wreszcie powiedziałam. (wreszcie dlatego, że była gnębiąca cisza).
-No już dobrze, dobrze.
Po krótkiej chwili wrócił ze spiżarni (ale takiej bigaśnej jak mały warzywniak xd). z jakimiś 10 pudełkami. Nie wiem jakim cudem, nie pytajcie. Kolega zamiast mnie łaskotać włączył laptopa.
- Patrz, 1D zorga...-zaczął.
-Wiem, siostra mi mówiła o tej piosence. Mam zamiar to napisać.
-Nie, ja nie o tym. Chcą znaleźć wspaniałych, utalentowanych ludzi typu pisarze...
Nagle wybiła dwudziesta czwarta i wybiegliśmy na dwór z pudełkami. Po kolei Janek je odpalał :
-JANEK!!!-krzyknęła w pewnym momencie. Coś mu się stało!!!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz