-No, ale Ola...- powtórzył- Jak prosi cię sama Cara Delevingne to się nie odmawia.
-Harry, mogę się zgodzić, jeśli...]
-O Boże! Dzięki- krzyknął Harry.
-Jeśli wyjdziemy stamtąd, kiedy będę chciała. Okej?- zapytałam.
-Tak, tak i jeszcze raz TAK!
Całe popołudnie spędziliśmy na spacerze po plaży. Harry często pryskał mnie wodą, ale sam został w nią wrzucony. Był cały mokry. Dosłownie. Chwilę się na mnie obrażał, ale w końcu przyznał, że było fajnie. Chodziliśmy sobie tak po ciepłej plaży, aż w końcu zadzwonił Liam.
-Halo, Harry?- zapytał głos w telefonie.
-Tak, jesteś na głośniku. Co jest?- zaniepokoił się lekko Styles.
-Nie, nic. Po prostu idziemy na plażę. Wziąć wam jakieś rzeczy czy coś?- zaproponował Liam.
-Yhmm... Ja poproszę mój strój. Jest w walizce. Jakieś ręczniki, z resztą Kaśka będzie wszystko wiedziała- stwierdziłam.
-Ja też poproszę kąpielówki. No i moje okulary.- uśmiechnął się Hazza.
-Okej. Niedługo będziemy. Najwyżej dzwońcie.- oznajmił Payne.
Rozmowa się urwała, a chłopak zaprosił mnie na lody. Wzięliśmy sobie każde po pięć gałek. Oczywiście, ja wszystkie czekoladowe, a Harry różne smaki : truskawka, czekolada, mięta, jogurtowe, ciasteczkowe.
Dwadzieścia minut później na plaży w Kalifornii
Niedaleko od nas rozłożyli się chłopacy. Dziewczyny tymczasem poszły upewnić się, że woda jest ciepła. Oczywiście, żeby nie pomagać. Razem z Harrym zauważyliśmy ich między tłumem ludzi. Kalifornia była piękna. Przecudne morze i w ogóle wszystko. Koszmarnie się czułam wiedząc co nastąpiło jeszcze dziś rano. No cóż, należy chyba zapomnieć.
Z perspektywy Harrego
Ola cały czas była jakaś taka spięta. Martwiło ją zapewne wydarzenie z rana. Nie myślałem o tym już. Chciałem zapomnieć o tej przykrej sprawie. Nagle zrobiłem jej zdjęcie. Oczywiście, gdy zobaczyła mój telefon skierowany na nią zaczęła pozować i się uśmiechać. Wiedziałem, że to poprawi jej humor:
Nie trudno sprowokować ją do bycia szczęśliwym.
Po kilku minutach nieustannego truchtu dobiegliśmy do piątki przyjaciół było takie orzeźwiające.
-Hmm... Harry, chyba nie potrzebuje już kąpielówek- zdałem sobie właśnie sprawę, że gdy mnie Ola wrzuciła do wody cały czas byłem mokry.- nieźle się spociłeś stary- powiedział Louis.
-Nie, to ona mnie wrzuciła do wody- rzuciłem nieśmiało.
-Co, ja?- przybrała niewinną minę- przecież kazałeś nam biec taki kawał drogi... Chyba z kilometr.
-Tak, trzydzieści metrów to kilometr- byłem trochę wkurzony jej zachowaniem, ale cóż. Nie dało się ukryć, że wyglądałem bardzo zabawnie.
W końcu po godzinie spędzonej na nieustannym chlapaniu się wodą i pływaniu materacem tak daleko od brzegu mogłem wreszcie zrobić Oli zdjęcie jak była cała mokra:
-Harry! Jesteś nienormalny!- śmiała się.
-A jednak nie! Jesteś szczęśliwa- uśmiechnąłem się. Nagle zrobiła kwaśną minę. Wiedziałem o co jej chodziło.
-Harry...- zaczęła- chciałabym ci podziękować za... no wiesz.
-Tak wiem. Nic już nie mów. Wieczorem idziemy na imprezę- powiedziałem, a że już chciała mi przypomnieć o warunkach, sam szybko dodałem- I tak, pamiętam o twoich warunkach. Mój jest jeden : " Dobra zabawa".
Całe popołudnie było spędzone nad morzem w dobrym towarzystwie. Nasza paczka przeniosła się teraz na basen w domu Oli.
Impreza była wspaniała, jednak czas gonił i zaczęliśmy się przygotowywać na tę większą balangę. Aleksandra prosiła mnie żebym jej zrobił jakieś zdjęcia nad basenem. Chciała je wysłać zazdrosnej siostrzyczce. :
Oczywiście jedno z Kaśką musiało być. Moim zdaniem ostatnie było najpiękniejsze:
To zdjęcie zrobione było na początku, ale potem musiała zdjąć bransoletki i swój pasiasty strój, bo Zayn cały czas się na nią gapił. Hmm... podsumowując, impreza udana.
Godzina 20:07, jeden z popularnych klubów Californii
Byliśmy już prawie pod tym pieprzonym klubem, kiedy zauważyłem Carę. Była niesamowicie piękna i aż mnie parzyło od środka. Lekko się uśmiechnąłem, a ona tylko na mnie radośnie spojrzała i weszła. Ola chciała mieć kolejne zdjęcie, aby szpanować przed siostrą. Nie dziwiłem się. Dotychczas, z tego co mi mówiła, jej siostra prześladowała ją na każdym kroku:
Ona była wręcz piękna, a przy tym seksowna. Nie umiałem się powstrzymać, żeby jej to powiedzieć. Ona tylko się do mnie uśmiechnęła i weszliśmy do środka. Oczywiście, pierwsze co zobaczyłem to to, że był tam też Bieber. Justin Bieber.:
Przyszedł z Seleną. Kurwa... czemu ta dziewczyna z nim nie zerwie?
To taki popapraniec, bezmózgi.
Półgodziny później byłem już (raczej mocno) wstawiony. dopiero wtedy zauważyłem Delevingne. Stała w tłumie i z kimś gadała.:
Po chwili jednak mnie również zauważyła:
-Witam cię Harry. Jednak jesteś? Gdzie twoja dziewczyna, gdzie wszyscy?- zapytała.
-Ymm... Ouuum... Emmm... gdzieś tu są- byłem nieco skrępowany i nieśmiały.
-Aha...- przytaknęła dziewczyna.- chodź potańczyć.
-Okej- nawet pijany jestem taki zestresowany rozmawiając z modelką.
Godzinę potańczyliśmy, a potem zaciągnąłem ją do taksówki i pojechaliśmy do domu Olki:
Byliśmy kompletnie pijani i nic poza sobą nie widzieliśmy.
Kurwa. Zabrałem ją do mojego i Oli pokoju. Wiedziałem, że Alex byłaby bardzo wściekła, więc przeszliśmy do pokoju Sky i Zayna. Chwilę potem była już na łóżku:
Czekała na mnie... cóż mogłem innego robić niż...?
Powrót do baru. Perspektywa Oli. Godzina 22:47
Kurwa mać, kurwa mać. Harry gdzieś polazł. Zapewne z tą całą modelką.
-Ej... mała? Coś nie tak?- czyiś głos wyrwał mnie z rozmyślań.
-Jest okej, tylko...- zacięłam się, gdy tylko ujrzałam jego twarz- Justin?
-Tak. Może jednak pomogę. Tylko nie proś o podwózkę. Piłem.
-Nie, nie... Zatańczmy- zaproponowałam. nie chciała narobić sobie obciachu przy takim przystojniaku jakim był Bieber.
-Hmm... Okej. Moja dziewczyna chyba się nie pogniewa.- rzucił chłopak.
-Ymm... Justin? Co ty wyprawiasz?- usłyszałam za sobą głos, za pewne, Seleny Gomez- mieliśmy już jechać do Barrego. Strasznie się wkurwia, że nas nie ma. Dzieciaki zdemolowały mu dom!
-Jedź po nie i zajmij się nimi. Ja pomagam tej dziewczynie.- uśmiechnął się Jus.
-Taa, jasne. Pomaganie w tańczeniu na parkiecie? Serio?- zakpiła Sel.- jesteś pojebanym gnojkiem Justin. Wiesz... czekam na ciebie w domu.- powiedziała zrezygnowana.
-Może...- rzucił Jus, gdy odeszła.
-Justin?- zapytałam nieśmiało.
-Tak?
-Może zamiast jechać do Seleny jedź do mnie? Widzę, że gra ci na nerwach.- powiedziałam, po czym ugryzłam się w język.
-To prawda. Chcę z nią zerwać, ale nie umiem. Nie potrafię jej wyznać, że jej nie kocham. No cóż. Jedziemy do ciebie. Chodź...- Bieber pociągnął mnie do wyjścia.
-Ale nie będziemy robić... no... niestosownych rzeczy?- nie wiedziałam zbytnio jak to ująć, więc postawiłam na niestosowność.
-Nie. Coś ty... ledwo się znamy.- zaśmiał się- nie jestem taki. Harry ci nie mówił zapewne o swoich zabawach z fankami?
-Nic mi o tym nie wiadomo. Czekaj, stop. Skąd wiesz, że przyszłam z Harrym?- zapytałam niepewnie.
-Widziałem jak weszliście, jak tańczyliście, itd.- rzucił chłodno.- gardzę nim, bo jest zwykłą, męską dziwką. Zero szacunku dla lasek. Z resztą na pewno wiesz co robi teraz?
-No nie...! Teraz na bank zabawia się z tą całą Carą Delevingne. Kurwa, ale jestem głupia.
-Nie mów tak... To on jest głupi. Chodź.- pociągnął mnie do domu. Nawet nie wiedziałam jak szybko zleciała nam droga.
-Słuchaj, zostaw kolesia, a bądź z kimś innym.
-Nie jestem z Hazzą.
-Tym lepiej.
-Czemu?
-Marnujesz tylko swój cenny czas. Mogłabyś na przykład być ze mną.
-Ommm... ciekawa propozycja Justin. Zastanowię się nad nią.- zacierałam dłońmi.
-Wydajesz się być całkiem fajna. Lubię cię- oblizał usta.
-Ale ledwo mnie znasz!- zaśmiałam się.
-Hmmm... wydajesz się na przygnębioną. Co jest?- zapytał niepewnie.
-Nic, jest okej.- powiedziałam przygryzając wargę.
-Hej, nie ściemniaj. Widzę, że kłamiesz.- stanął nagle patrząc wprost w moje oczy.
-Jak to odkryłeś? Znaczy jak widzisz, skąd wiesz, że kłamię?- zapytałam rozgoryczona.
-Twoje oczy zdradzają mi wszystko. Twój ton waha się, gdy mówisz "jest okej".- rzekł obojętnie.- widzę, że coś cię gryzie.
-Dzisiaj omal sama się nie zabiłam. Myślałam tylko o utopieniu się w wannie.- przyznałam się nie mogąc patrzeć mu w oczy.
-Ola... przecież... dobrze, że żyjesz. Kto cię uratował?- zapytał.
-Mhmmm... Harry.- odpowiedziałam niechętnie widząc na jego twarzy obrzydzenie.
-Kurwa. Wszędzie on. Coś mi się zdaje, że ta dziwka chcę cię przelecieć- widać było jego wkurzenie. Na twarzy malował się grymas, a mi było z tym źle. Postanowiłam go pocieszyć.
-Ale mniejsza. Chodź...- pociągnęłam go w kierunku basenu.
-Co wskoczysz nago?- zaśmiał się.
-Nie... w bieliźnie- powiedziałam serio poważnie.
-Okej. Jak chcesz. Mogę z tobą- zachichotał.
-Jasne, że ze mną. Co ty myślałeś- powiedziałam.
-Hahaha... Myślałem, że żartowałaś.
Rozebraliśmy się, do bielizny, po czym wskoczyliśmy do basenu. Justin podpłynął do mnie i pociągnął za sobą do krawędzi zbiornika, a następnie oparł się o nią. Stałam wmurowana przed nim. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Widzę, że jesteś spięta. Bardzo spięta.
-Troszeczkę...- odpowiedziałam.
-No cóż... trzeba trochę rozgrzać atmosferę.- przybliżył się do mnie.
-Co masz na myśli?- zapytałam uśmiechając się.
-No nie wiem...- oblizał usta, co wyglądało mnie więcej tak:
-N... Nie...- powiedziałam.- Było bosko. Kurwa... jak ty całujesz!
-Bez przesady...- zachichotał.
-Wcale nie przesadzam. Ile piłeś?- zapytałam.
Uśmiechnął się łobuzersko.
-Trochę dużo- zaśmiał się.
-To już wiem skąd wynika twoje zachowanie. Justin, jesteś pewien, że chcesz mnie całować? Co z Seleną?
-Już ci mówiłem, że mnie wkurwia. Nie mówmy już o niej. Trzeba iść spać.
-Co, już? Ale Jus...
-Sza... chodź.- posadził mnie na płytkach, a potem sam wyszedł. Ubrał się w spodnie, żeby to jakoś wyglądało. Ja ubrałam się w bluzkę.
Weszliśmy do domu. Wzięłam ręczniki z szafy i zaciągnęłam chłopaka do mojego pokoju. Jus tylko się wytarł i rzucił na łóżko. Natomiast ja udałam się do łazienki. Bałam się spoglądać w lustro, ale ostatecznie zaryzykowałam. Byłam rozmazana.
-Ale ledwo mnie znasz!- zaśmiałam się.
-Hmmm... wydajesz się na przygnębioną. Co jest?- zapytał niepewnie.
-Nic, jest okej.- powiedziałam przygryzając wargę.
-Hej, nie ściemniaj. Widzę, że kłamiesz.- stanął nagle patrząc wprost w moje oczy.
-Jak to odkryłeś? Znaczy jak widzisz, skąd wiesz, że kłamię?- zapytałam rozgoryczona.
-Twoje oczy zdradzają mi wszystko. Twój ton waha się, gdy mówisz "jest okej".- rzekł obojętnie.- widzę, że coś cię gryzie.
-Dzisiaj omal sama się nie zabiłam. Myślałam tylko o utopieniu się w wannie.- przyznałam się nie mogąc patrzeć mu w oczy.
-Ola... przecież... dobrze, że żyjesz. Kto cię uratował?- zapytał.
-Mhmmm... Harry.- odpowiedziałam niechętnie widząc na jego twarzy obrzydzenie.
-Kurwa. Wszędzie on. Coś mi się zdaje, że ta dziwka chcę cię przelecieć- widać było jego wkurzenie. Na twarzy malował się grymas, a mi było z tym źle. Postanowiłam go pocieszyć.
-Ale mniejsza. Chodź...- pociągnęłam go w kierunku basenu.
-Co wskoczysz nago?- zaśmiał się.
-Nie... w bieliźnie- powiedziałam serio poważnie.
-Okej. Jak chcesz. Mogę z tobą- zachichotał.
-Jasne, że ze mną. Co ty myślałeś- powiedziałam.
-Hahaha... Myślałem, że żartowałaś.
Rozebraliśmy się, do bielizny, po czym wskoczyliśmy do basenu. Justin podpłynął do mnie i pociągnął za sobą do krawędzi zbiornika, a następnie oparł się o nią. Stałam wmurowana przed nim. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Widzę, że jesteś spięta. Bardzo spięta.
-Troszeczkę...- odpowiedziałam.
-No cóż... trzeba trochę rozgrzać atmosferę.- przybliżył się do mnie.
-Co masz na myśli?- zapytałam uśmiechając się.
-No nie wiem...- oblizał usta, co wyglądało mnie więcej tak:
-Mhmm...- przygryzłam wargę. Zaczął mnie całować po szyi. Jeden dzień i już takie rzeczy. To działo się tak szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy Jus zajął się moimi ustami. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Nie mogłam myśleć o niczym innym. Bieber robił to tak wspaniale.
-No i jak? Nadal spięta?- zapytał najzwyczajniej w świecie.-N... Nie...- powiedziałam.- Było bosko. Kurwa... jak ty całujesz!
-Bez przesady...- zachichotał.
-Wcale nie przesadzam. Ile piłeś?- zapytałam.
Uśmiechnął się łobuzersko.
-Trochę dużo- zaśmiał się.
-To już wiem skąd wynika twoje zachowanie. Justin, jesteś pewien, że chcesz mnie całować? Co z Seleną?
-Już ci mówiłem, że mnie wkurwia. Nie mówmy już o niej. Trzeba iść spać.
-Co, już? Ale Jus...
-Sza... chodź.- posadził mnie na płytkach, a potem sam wyszedł. Ubrał się w spodnie, żeby to jakoś wyglądało. Ja ubrałam się w bluzkę.
Weszliśmy do domu. Wzięłam ręczniki z szafy i zaciągnęłam chłopaka do mojego pokoju. Jus tylko się wytarł i rzucił na łóżko. Natomiast ja udałam się do łazienki. Bałam się spoglądać w lustro, ale ostatecznie zaryzykowałam. Byłam rozmazana.
Z perspektywy Justina
Siedziałem sobie na łóżku. Czekałem cierpliwie na Olę. Byłem cholernie zmęczony. W końcu przyszła. Ubrana tylko w sportowy stanik i krótkie spodenki. Wyglądała zajebiście. Mokre włosy były upięte w niechlujnego koka. Wskoczyła na łóżku obok mnie. Opadła na mój tors.
-Justin. Co robimy?- zapytała cicho.
-Jeszcze nie teraz. Wiem co masz na myśli, ale nie mogę wykorzystać ciebie, gdy jesteś wcięta. Będziesz gotowa to to zrobimy. Chodź spać.- musnąłem jej usta.
-No dobrze- zasmuciła się.
-Robię to dla twojego dobra, skarbie.
-Okej- przytaknęła.
Następnie zasnęliśmy. Poranek okazał się być najgorszy...














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz