-Mama ma białaczkę. Miała małe siniaki na nogach i rękach, co nas zaniepokoiło. Na początku starała się to ukryć, ale w końcu tata to zauważył i pojechaliśmy do szpitala. Stwierdzono, że to białaczka, ale zrobili jeszcze badania, żeby to potwierdzić.- Marta miała łzy w oczach, nie ośmieliłam się jej przerwać, bo zabrakło mi słów- Mama może wyzdrowieć, jeśli znajdziemy dawcę szpiku.
-C-co?- załkałam. Justin zaczął mnie przytulać i pytał o co chodzi. Powiedziałam mu, że zaraz mu wszystko wytłumaczę.
-Zrób dla mnie jedno, Ola, postaraj się zebrać dużo pieniędzy. Potrzebujemy dość dużą sumę, żeby zapewnić mamie najlepsze warunki. Trzeba też zapłacić za operację.
-Jakie warunki?
-W domu zrobimy jej pokój potrzebny do leczenia choroby, czy coś. Proszę postaraj się!
-Na pewno. Myślę, że z małą pomocą mi się uda.- uśmiechnęłam się przez łzy.
-Ja kończę, muszę zaraz pomóc tacie. Papa- spojrzała tylko raz i nie czekała na odpowiedź.
Wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Justin przytulał mnie. Nagle weszła Selena. Usiadła obok i też zaczęła mnie pocieszać.
-Co się stało?- pytali obydwoje. Bieber był przy rozmowie, ale nie rozumiał polskiego.
-M-moja m-matka m-ma b-białaczkę- powiedziałam.
-No, nie! Możemy Ci jakoś pomóc?
-Nie wiem jak to zrobicie, ale zbierzcie dużo pieniędzy. Moja mama potrzebuje chemioterapii, pokoju, w którym będzie mogła odpoczywać po całym leczeniu, operacji... proszę, pomóżcie- wyłkałam.
Justin i Selena spojerzeli na siebie. Gomez mimo, że nie znała mojej matki, również się popłakała. Justin siedział obok i przytulał mnie mocno. Nie byłam w stanie nic robić.
Obudziłam się. Nie było nikogo w pokoju. Nie wiedziałam co robić. Po krótkiej chwili rozmyśleń przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia sprzed kilku godzin. Gdy tylko dojechaliśmy do willi Justina, czyli około siedemnastej, przywitały mnie twarze Seleny i Pattie. Potem rozmiawiałam z Martą przez jakieś dwadzieścia minut na video chacie. Nie wiem, może przez półgodziny, godzinę, płakałam Justinowi w koszulkę. Selena się do mnie przytulała. To raczej było półgodziny, a potem zasnęłam. Obecnie jest godzina dwudziesta zaero dwie. Nie spałam długo. Zaledwie dwie godziny.
Zeszłam po schodach. Mama Jus'a siedziała przy stole w kuchni, chłopak dreptał tu i ówdzie, a Selena spała na kanapie pod kocem. Widać musiała być przejęcta. Podeszłam do Justina. Był smutny; przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. Gdy go puściłam ruchem ręki wskazał na krzesło koło Pattie. Kobieta była zdenerwowana i smutna.
-Justin, o co chodzi?
-Zbierzemy te pieniądze.- uśmiechnął się blado.
-Jakie pie... aaa... Nie zbierajcie, sama muszę o to zadbać.
-Nie- pokręcił głową- ja nie jestem obojętny na czyjeś nieszczęścia.Słuchaj, Ola, na kiedy potrzebne są pieniądze?
-Jak najszybciej- odpowiedziałam krótko, wiedziałam, że on nie da za wygraną.
-Hmmm, na za tydzień może być? Myślę, że około stu tysięcy, albo i więcej uda się zarobić. Zorganizuję koncerty.
-Och Justin! Dziękuję ci!- rzuciłam się mu na szyję.- Co ja bym bez ciebie zrobiła?
-Wszystko możliwe, jeśli tego bardzo chcesz.
-Justin, Ola? Jak wy zamierzacie zorganizować koncert skoro już jutro przyjerżdża do ciebie rodzeństwo?- zapytała.
-Zabiorę ich, żeby tańczyli na scenie!
-Albo ja się nimi zajmę. Skoro wy mi pomagacie, ja też wam pomogę.
-Okej. Aleksandro?
-Hm?
-Idź się wykąpać, skarbie. Przez to całe zamieszanie nie wyglądasz na żywą!- powiedziała Pattie.
-Dobrze, proszę pani- uśmiechnęłam się.
-Jaka pani? Mów mi Pattie.
-Dobrze, Pattie. Pójdę.
-Idź, musi ją ktoś pilnować- zaśmiała się patrząc na Justina.
-Okej.
Nie minęło kilka minut kiedy byliśmy już na górze. Tak świetnie się razem dogadywaliśmy. Kazał mi iść się wykąpać. Kłóciłam się znim o to, że nie i w ogóle. Nie dawał za wygraną. W końcu poszłam. Chwilę później zjwiłam się ponownie w pokoju i usiadłam na łóżku rozczesując mokre włosy.
-Co? Nie wysuszyłaś?- zagrzmiał.
-No nie...- posmutniałam widząc jego wyraz twarzy.
-Żartowałem, nie bój się!- zachichotał.
-Oj tam, oj tam.
-No już, kładź się do łóżeczka. Idziemy spać.
-Justin, ale ja chcę posłuchać bajki!- zaczęłam udawać nadąsane dziecko.
-Ola! Nie wygłupiaj się! A więc dawno, dawno temu... ludzie poszli spać. Koniec.
-Za krótka.
Chłopak nie odezwał się tylko położył obok mnie. Chwilę spoglądałam na niego z zdezorientowaniem, ale już po chwili moja głowa znalazła się na jego torsie. Justin zaczął się bawić moimi włosami.
-Um... Justin?
-Taak?- zapytał chłopak.
-Co ty wyprawiasz?
-Przepraszam, jeśli ci nie odpowiada.- skrzywił się lekko.
-Nie, nie przestawaj. Jest wspaniale- uśmiechnęłam się.
-Ja myślę... Olu?
-Mhmm?
-Lubię cię.
-Och...- zaśmiałam się- ja ciebie też.
-Mam nadzieję. Myślę, że jesteś wspaniała. Po prostu, nooo, lubię cię.
Uśmiechnęłam się. Nie wiedząc jak się zachować, jeszcze mocniej wtuliłam się w niego. Westchnął tylko.
-Justin?
-Tak?
-Dzięki za wszystko.
-Ola, debilu, nie ma za co.
Chłopak zaczął mnie łaskotać i się wydurniać. W końcu obeje rzuciliśmy się na łóżko wyczerpani śmiechcem. Wtedy emocje eksplodowały. Nie umieliśmy powstrzymać naszych warg od połączenia się. Justin pochylił się nade mną i powoli zbliżał swoje usta. Nasze twarze były tak blisko, dzieliło je zaledwie kilka milimetrów. Wreszcie się to stało. Wreszcie pocałowałam chłopaka, na którym mi zależało (przynajmniej tak czułam). Wreszcie poczułam co to znaczy miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam jednak, na jak długo. Czy jutro Justin będzie unikał mojego wzroku? Przestaniemy rozmawiać? Nie będzie chciał się zbliżyć? Nie będzie chciał całować?
Paskudne myśli opanowały mój umysł. Miłe zmniejszyły się do rozmiarów okruszka, a wstrętne zwiększyły do rozmiarów piłki od kosza. Postanowiłam rozkoszować się jeszcze tym pocałunkiem, a dopiero potem porozmawiać z chłopakiem. Byłam chyba najszczęśliwsza na świecie, ale nie chciałam dopuścić do czegoś więcej. Jeszcze nie teraz; nie jestem na to gotowa.
Po chwili Jus opadł obok mnie. Przytulił mnie mocno. Ja natomiast co chwila się do siebie uśmiechałam. Widocznie w tej chwili nie liczyło się nic innego dla pewnej pary ludzi. Dla tych ludzi leżących na jednym łóżku.
Teraz to ja leżałam na nim całując go w szyje i powoli jadąc do jego ust. Ta chwila nie mogła trwać wiecznie, ale przynajmniej kilka minut. Potem nastał czas rozmowy.
-Justin?
-Tak?
-Obiecaj, że o tym nie zapomnisz i nie będziesz mnie unikał. Okej?
-Okej.
-Ale... czy ten pocałunek znaczy, że jesteśmy razem?- zapytałam z niepewnością.
-Chyba tak.
-A co na to Selena? Powie, że "Szybko się pocieszasz, Justin."
-Może tak, ale mnie obchodzisz tylko ty.
-Jednym słowem "Tylko my"?
-Tak. Nie ważne kto co powie, ważne czego my chcemy, kochanie- jego ostatnie słowa były słodkie. Kocham go! No, ale tak na serio.
-Okej- przygryzłam wargę.
-Ej, nie stresuj się. Będzie dobrze.
Nie były potrzebne mi słowa tylko moje usta. Pocałowałam go po raz ostatni dzisiaj i zasnęłam na jego torsie.
Rano oczywiście zastałam Justina niosącego mi śniadanie, a właściwie- NAM. (*.*) Selena właśnie przechodziła korytarzem (skąd Ila to wie? - dziewczyna wie co się dzieje, ponieważ z jej pokoju, przez okno, widzi się korytarz. Ściana zewnętrzna jest wielką szybą, więc łatwo określić co się dziej). Wpatrywałam się w ich twarze. Byłam ciekawa o czym rozmawiają. Selena nie była zadowolona, a Justin wręcz promieniał z radości. Hmm... po krótkim zastanowieniu się można wywnioskować, że powiedział jej o nas. Selena za pewne powiedziała odchodzą "Szybko się pocieszasz, Justin", bo on obrócił się w jej stronę i patrzył ze zdziwieniem.
-Hej, skarbie. Wyspana?
-Tak. Justin...? Gdzie ty byłeś?- dobrze wiedziałam, ale gdzie on schował te pieprzone śniadanie.
-Proszę, to dla ciebie!- wyszedł na chwilę, aby orzypchać wózek ze śniadaniem.- Śniadanie dla dwojga i wiadomości z ostatniej chwili.
-Zamieniam się w słuch i zajadam śniadanie- uśmiechnęłam się.
-No to dobre i złe.- powiedział- Już dziś jest pierwszy koncert na rzecz twojej mamy. Znaczy białaczki. Kolejne wieści są takie, że Sel już o nas wie. Nie cieszyła się zbytnio, ale raczej przywyknie.
-Aha...
Śniadanie przygotowane przez Justina Biebera jest pyszne! Jak ja mogłam go nie lubić? Hmm... co ja wygaduje! Zawsze go kochałam (xd) !
Chłopak na chwilę musiał wyjechać, a ja zostałam sama w pokoju. Przyszła do mnie Selena.
-Um... cześć, mogę?- zapytała nieśmiało dziewczyna.
-Jasne! Co to za pytanie?- zachichotałam, chociaż nie bardzo było mi do śmiechu.
-To prawda?
-Ale o co chodzi?
-No, że jesteś z Justinem. Rano mi coś mówił.
-Tak, to prawda.
-Aha. Szybko się pociesza.- posmutniała.
-Ej, Sel, na pewno znajdziesz chłopaka w niedalekiej przyszłości. W końcu jesteś piękną, utalentowaną aktorką i piosenkarką.
-Niee...- zarumieniła się.
-Przestań! Wszyscy ci zazdroszczą! Selena, podasz mi mojego laptopa?
-Tak, proszę.
-Twitter, Twitter, Twitter- mruczałam pod nosem- wpisz tutaj login i hasło.
-Okej.
Po jakichś dwóch godzinach szukania znalazłyśmy kilku, naprawdę niezłych, chłopaków.
-Ten jest fajny. Nie zwiariował jak mu coś na tablicy napisałam.
-Tak, zdecydowanie. Umów się z nim i popisz jeszcze chwilę.
-Dobrze.
Późne popołudnie, willa Justina.
Bawiłam się świetnie cały dzień pomagając Pattie i wygłupiając się z Seleną. Wkrótce potem przyjechał Justin i oznajmił, że zabiera nas na koncert, a potem na jakąś imprezę u kumpla. Co prawda razem z dzieciakami mieliśmy pojechać, ale było opóźnnienie lotu i przyjadą dopiero jutro rano. Razem z Seleną postanowiłyśmy zrobić sobie makijaż i ubrać się odpowiednio.
-Hej!- śmiała się Sel- twój telefon wibruje!
-Dobrze, dobrze. Odbiorę, ale ciiii- musiałyśmy chwilę się pośmiać, aby zpoważnieć.
-H-Halo....?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz