-Witaj moja droga. Tu mam Janka. Dzwonię przekazać, że- głos jej się załamał, nie mogła mówić. Zaczęła płakać, nie umiała wydusić nic sensownego, więc pan Gromski wziął telefon.
-Droga Olu-powiedział załamany- Nie wiadomo jakim cudem to się stało. Był cały czas pod kontrolą specjalistów. Prawdopodobnie miał od dziecka tętniaka, o którym nie wiedzieliśmy. Te takie dziwne zawroty głowy i ból gdzieś w czaszce... Och... Miał go od niedawna. Od dziecka nie mógł mieć. W każdym razie chciałem Ci przekazać, że Janek nie żyje, bo tętniak pękł. Nie dało się go uratować mimo prób. Pogrzeb odbędzie się pojutrze, więc bądź koniecznie.- powiedział na końcu prawie bezdźwięcznie.
-Ale jak to? Przecież, przecież on, ja, wy? - byłam totalnie załamana.
- Może to nawet lepiej, dla niego, nie dla nas- powiedział płacząc pan Robert.
Moja komórka uderzyła o podłogę i rozwaliła się na kilkanaście części. Stałam osłupiała myśląc nad tym wszystkim. Do oczu napłynęły mi łzy. To nie mogło, to nie może być prawda. Janek żyje, prawda? Oni robili sobie ze mnie jakieś jaja. To po prostu nierealne. Nie chciałam w to wierzyć. Upadłam na podłogę i głośno zaczęłam płakać. W tym momencie zdenerwowana Marta podbiegła do mnie i pomogła usiąść na łóżku.
- Ola, co jest? - wypytywała.
-Marta, on nie żyje- wyszeptałam niemal bezdźwięcznie.
-Ale kto?- dopytywała się.
-Janek- zaczęłam przeraźliwie szlochać.
Marta zaczęła mnie pocieszać. Zanim się obejrzałam ona zaczęła czytać tekst piosenki i mniej więcej wiedziała co się wydarzyło.
- To, to straszne- również płakała.
-Marta, co ja teraz zrobię?- pytałam ją.
-Nie wiem, ja nie wiem.
Rodzice weszli z przerażonymi minami. Gdy zobaczyli, jak wyglądamy siostra podała im kartkę z piosenką.
-Aughoo- jęknęła matka.
-Czemu płaczecie, przecież, on, on może się wylizać.- pocieszał tata.
-Nie rozumiesz tato- łkałam- on nie żyje.
W tamtym momencie matka zemdlała. Ojciec wziął ją z pokoju i zostawił nas same.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam po tym całym zamieszaniu. Siostra miała zeschnięty potok łez na policzkach. Postanowiłam nie myśleć o tym. Była jakaś dziesiąta piętnaście. Postanowiłam się jakoś ubrać. Prosty, zwyczajny strój. Granatowa bluza z napisem "LOVE", jeansy, wygrzebana z dna szafy torebka i ciepłe rzeczy na zewnątrz. Tak, miałam zamiar wyjść z domu. Ani chwili dłużej nie czekając na nic konkretnego nałożyłam na siebie ciuchy :
Udałam się do byłej przyjaciółki. Przez Janka zaniedbałam ją tak bardzo, że nasz kontakt się urwał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz